wtorek, 24 października 2017 r.

Świdnik

Nie zapominamy historii

  Edytuj ten wpis
Dodano: 19 stycznia 2006, 16:11

Historia odcisnęła tutaj swoje tragiczna piętno. Widać je na każdym kroku. Tak jak ogromny chaos architektoniczny. Stare domy, blokowisko, sklepiki, garaże powciskane między domy i „dzielnicę przemysłową”.

– A z wójtem pan rozmawiał? – pyta nas policjant z tutejszego komisariatu położonego tuż przy torach. Nie chcemy rozmawiać z wójtem, tylko z mieszkańcami. Komisariat mieści się w budyneczku w stylu „kolejowym” – biało-czerwonym. Wchodzi się od tyłu. Przez okno słychać odgłosy „szczekaczki”. Na piętrze nad policją ktoś puszcza głośną muzykę. – Trawniki to dziura – uśmiecha się funkcjonariusz. Do tej „dziury” skręca się z trasy na Chełm. Mijamy mały lasek. Jakieś pagórki, wąska szosa wije się tuż przy murze, za którym tlą się jakieś resztki tutejszej przedsiębiorczości. A kiedyś było getto.
Tłumy dzieciaków wyległy na chodniki i pobliskie lodowisko. Już po lekcjach. Ludzie idą w miasteczko lub na dworzec kolejowy.
Karina Wójcik, Kasia Mazurkiewicz, Damian Ortin stoją przy torach. Na kogoś czekają. – Co ciekawego u nas? Chyba nic. No, w sumie dla nas jest dyskoteka „Enigma”. Przyjeżdżają tutaj z Lublina, Świdnika i innych okolic. Więc się fajnie mieszka – zachęcają. – Wybudowali nam halę sportową przy gimnazjum. I jest pomnik Żydów, którzy zostali tu pochowani. Bo było tu getto.
– A było, było – przytakuje pani Zofia podążająca na „drugą stronę” Trawnik z zakupami. Nie chce podać nazwiska, bo i tak wszyscy ją tu znają, to po co.
Gdy była małą dziewczynką „handlowała” z Żydami
– Nosiłam im chleb i bułki. Raz wartownik strzelał do mnie i trzeba było uciekać.
Swoimi opowieściami często dzieli się z Żydami przyjeżdżającymi do tej mieściny. Bo Trawniki już na zawsze kojarzyć się będą z ich gehenną. W centrum stoi nawet pomnik poświęcony zbrodniom hitlerowskich barbarzyńców, którzy 3 listopada 1943 r. zamordowali tu 10 tysięcy osób. – Tam wszędzie, gdzie są te fabryki, było getto i baraki – wskazuje pani Zofia. – W domach po drugiej stronie, które stoją do dziś, mieszkali wojskowi: Niemcy i Ukraińcy. Oj, dużo tu ludzi życie straciło, dużo. Gdy do nich strzelali, to zabronili nam wychodzić z domów.
– Getto – zamyśla się pani Elżbieta pracująca w kiosku na jego terenie. – To straszna historia. Teść mi opowiadał i sąsiadka, która Żydom pomagała. Niemcy zorganizowali sobie „krwawą niedzielę”. Ludziom, którzy mieszkali w pobliżu, kazali siedzieć w domu, puścili głośną muzykę i osiem godzin non stop strzelali. Smród palonych ciał unosił się nad Trawnikami. I tak to fatum ciąży nad naszą mieściną. Dużo nieszczęść pracowników gminy spotkało. Młodzi ludzie umierają albo giną, ale czy to przez to? Nie wiem.
W lesie zakopane są dzieci Zamojszyzny, które Niemcy wieźli na Majdanek nieogrzewanymi wagonami. Ich zamarznięte ciałka pochowano w lesie. – I dziś żyje się strasznie, bo bezrobocie tu duże – dodaje.
Urzędniczka w gminie ma mało czasu. Ale zapytana o nieszczęścia poświęca nam chwilę. – Było kilka zgonów, ostatni pogrzeb był chyba w 2002 roku. Trójkę dzieci urzędników zabiła białaczka, jedno wpadło pod pociąg. 28-letni kierownik USC nawet roku nie pracował jak umarł – zamyśla się. – Ja nie mam czasu myśleć, że to jakieś fatum. Budynki gminy po wojnie wybudowano, ale stara część dochodziła do getta.
Arkadiusza Jurka, spacerującego po Trawnikach z pieskiem, mieszkańcy wskazują nam jako źródło tutejszej historii. Boi się, że napiszemy o jego miasteczku jako zapyziałej mieścinie. Zaprasza nas do Domu Kultury. – Robiłem wywiady z osobami, które pomagały Żydom – mówi. – A teraz? Jakoś sobie radzimy.
Jak Trawniki to „Trawena”
Przed bramą stoi ogromny tir. Firmowy sklep zamknięty chyba od dawna, bo w środku pusto. Nie ma dyrektora, więc nie przejdziemy przez recepcję. A kiedy kończy się zmiana? Tak jak w każdym zakładzie. – Chyba że trzeba zostać dłużej – zastrzega pracownica. W pobliskim kiosku Anety Waryszak pracownice „Traweny” kupują głównie prasę i chemię.
Dzieciaki szaleją na dzikim lodowisku. – Kiedyś wylewano je dzieciom, teraz już nie – mówi pani Alicja, która z koleżanką – panią Urszulą, pilnuje swoich pociech. – Usypali dzieciakom górkę, ale nie ma śniegu. Mają za to dwa boiska, bo dzieci u nas sporo, może nawet 500–700. Z pracą krucho. Jest „Trawena” i „Nicols”, w którym robią gąbki. Ale tam starsi nie mają po co iść, biorą tylko młodych, bo są bardziej wydajni. I tylko z naszej gminy – kobiety się ożywiają. – Ale na pudełkach nie jest napisane, że to gąbki zrobione u nas. Kto jest właścicielem? Ktoś z Warszawy, a może Francuz... Na naszą miejscowość przeszłość rzuca się cieniem. Ta główna szosa, to granica getta.
– Historia tu nie ma nic do rzeczy – macha ręką Sławomir Flejsz. – Trawniki wyglądają coraz ładniej: szosa dobra jest i chodniki. Blisko las, woda, Wieprz. Można wypocząć, ryby połowić.
Agnieszka Malinowska ciągnie szosą wózek z gąbkami. Ten wózek to dla mamy, która robi chałupniczo gąbki – zwierza się kobieta. – W worku jest 160 sztuk. Pomagam, bo co tu robić? Dają 10 m materiału. Mama musi złożyć, narysować, wyciąć, wywrócić, naszyć. Bierze 10 groszy za sztukę gąbki. Wychodzi 16 zł za worek. I tak co jakiś czas – raz, dwa w tygodniu.
Z fabryki „Nicols” wychodzi Jadwiga Waryszak. Kobieta w średnim wieku, więc pani Alicja chyba nie miała racji, że pracują tu tylko młodzi. – To jeden z największych tutejszych zakładów, w którym pracuje ponad 200 osób. W „Trawenie” dużo mniej robi. Ja tam pracowałam 16 lat, gdy zakład zatrudniał 1500 osób. A tu już 10 lat robię. To zakład chemiczny: gąbki robimy, przychodzą w blokach, to się kroi. I robimy odświeżacze powietrza i kostki do wc. Praca nie jest ciężka, bo gąbki są lekkie – śmieje się. – Nie zapominamy historii, ale teraz każdy jest skoncentrowany na pracy.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!