czwartek, 17 sierpnia 2017 r.

Świdnik

Pozytywnie zakręceni


Co zbierają? Wszystko! Dlaczego? Nie wiedzą. Ile mogą mówić o swoich zbiorach? Bez końca

Świdnicki Klub Kolekcjonerów. Pomieszczenie w piwnicy. A w niej kilku dorosłych mężczyzn siedzi przy stole. Pokazują, rozkładają, wyciągają klasery, albumy, pudełka. Z przepraszającą miną pytają, czy nie zanudzili?

Ukochany Świdnik
Spotkali się w Lublinie. W Klubie Kolekcjonerów. Ale to im nie wystarczało. Chcieli mieć coś swojego i w 1999 r. założyli swój klub. Połączyła ich miłość do lotniczego miasta. Zaczęli od zbierania świdnickich pamiątki. Wydawali pocztówki. W wielkich albumach przechowują polskie i zagraniczne „ślady” Świdnika. Najczęściej są to pocztówki z samolotami i szybowcami, które powstały w Świdniku. Zebrali też stare zdjęcia, które przedstawiają historię miasta. Ale to nie jedyna ich pasja...

Giełda i znajomi
Nie trzeba pytać jak uszczęśliwić kolekcjonerów. – W zeszłym tygodniu Roman przywiózł mi talerz. Taki do zawieszenia na ścianie – mówi pan Sławomir – A na nim była panda.
Wśród kolekcjonerów już tak jest. Jeden pamięta o pasji drugiego. Ale nie zapominają też o nich znajomi i rodzina.
– Ale nie wszystko da się zdobyć w ten sposób – mówią. – Czasami pozostaje giełda.
Wtedy dowiadują się, jak ich pasja jest droga... aż czasami łza się w oku zakręci.

Jesteś pozytywnie „zakręcony”? Masz niezwykłą pasję i chcesz się tym pochwalić? Zadzwoń, napisz, przyjedziemy!

Panda dobra na wszystko

– Ja jestem typowym filatelistą – zaczyna Sławomir Wojtczuk i wyciąga na stół klasery ze znaczkami. Poukładane równo w całe serie. Z motywami filmowych szlagierów, znanymi ludźmi, no i oczywiście z papieżem. Ale już po przekręceniu kolejnej strony ukazują się znaczki tylko z jednym motywem – sympatycznym misiem pandą. Kolorowe znaczki z Chin, obu Ameryk, australijskie. Skąd takie zainteresowanie? Pan Sławomir kiedyś dostał znaczek z sympatycznym zwierzakiem i zachwycił się nim. Od tamtej pory zbiera wszystko, co tylko pojawiło się z tym motywem.
Pokazuje kalendarzyki i karty pocztowe. Na każdej panda. Z papugą, w zaroślach, z kwiatami, z małą pandą. Panda na etykiecie z herbaty, na zdjęciu i na foliowym opakowaniu po... papierze toaletowym.
– Mam też taką śliczną makatkę na ścianę. Z jedwabiu, ręcznie malowaną. Na niej bambusy. A na tle lasu panda. I wie pani, co ona trzyma w wyciągniętych łapkach? Taką malutką pandę. No, czy to nie śliczne? – pyta pan Sławomir.

Ale jaja! Tyle niespodzianek!

Pan Janusz Gałęzowski rozkłada album. – To mój zbiór banknotów – mówi. – Wszystkie pachną farbą. Nic dziwnego, żeby znaleźć się w tym albumie nie mogły być używane. Takie są najbardziej wartościowe. Pochodzą prawie ze wszystkich krajów świata. I te tradycyjne, europejskie z twarzami znanych ludzi, i te kolorowe azjatyckie.
– Te są wspaniałe – mówi z zachwytem pan Janusz. – Z jednej strony kolorowe ptaki, a z drugiej wspaniałe kwiaty. Pochodzą z Bangladeszu.
Marzy o banknotach z byłej NRD, ale strasznie trudno je
zdobyć.
Pieczołowicie chowa albumy. Dba, żeby nie zagięła się żadna folia. A za chwilę na stole pojawia się jeszcze jedna torba. Wyjmuje z niej przezroczyste pudełka z przegródkami specjalnie sprowadzone z Niemiec. A w każdym.... seria figurek z popularnych na całym świecie jajek-niespodzianek. – To zbieramy z synem – uśmiecha się pan Janusz. – Zaczęliśmy kilka lat temu. Teraz mamy co najmniej 800 takich zabawek.
Okazuje się, że malutkie figurki mają mnóstwo wielbicieli. Niektórzy potrafią pojechać do Niemiec i kupić całe pudła jajek, nawet za 3 tys. euro.
– Zawsze przeżywamy dreszczyk emocji przy rozpakowywaniu niespodzianki – śmieje się pan Janusz. – Po jakimś czasie pojawił się problem:
Co zrobić z taką ilością czekolady?
Ale żony kolekcjonerów szybko rozwiązały problem. I wymieniają się przepisami na czekoladowe ciasto z „Kinderniespodzianek”.

To było takie dobre piwo...

– Zorganizowana turystyka tak naprawdę rozpoczęła się w Świdniku w 1969 r. – zaczyna swoją opowieść kolejny kolekcjoner – Marek Socha.
Z tamtych czasów pozostało mało pamiątek, ale on ma wszystkie. Znaczki, odznaki z napisami i datami, wszystko zebrane w grubych, skórzanych albumach. – Oczywiście nie mam ze sobą wszystkich – mówi pan Marek rozpinając okładki jednego z nich. A w środku wszystko poukładane w rządkach i poprzekładane warstwami gąbki.
Zamyka go i bierze do ręki drugi.
– A tu są etykietki z butelek po piwie. Ale te są szczególne, bo pochodzą z naszego świdnickiego browaru. Niestety, zlikwidowano go kilka lat temu – mówi z żalem. – A piwo naprawdę dobre robili. Pamiętacie piwo Sokół? – pyta kolegów i pokazuje etykietkę.

20 kilogramów odznak

Andrzej Kardasiewicz. Jest honorowym dawcą krwi od ponad 40 lat.
– I stąd pewnie się wzięła moja pasja – mówi. A co zbiera? Jak przystało na honorowego dawcę – pamiątki związane z historią Polskiego Czerwonego Krzyża. I odznaki dla dawców.
– Ten zbiór to same zagraniczne znaczki. O! Taki można dostać za oddanie ponad 40 litrów krwi – pokazuje swoje trofea. – Te są kanadyjskie, te amerykańskie.
Potem przychodzi kolej na zbiory polskich znaczków. Tych jest więcej.
– Ile ich w sumie mam? – Jakieś 20 kilogramów – śmieje się pan Andrzej.

Albumy pełne centów

Monety w Kanadzie weszły do obiegu w 1858 r. – Niestety, pierwszej nie mam. Dlatego tu jest puste miejsce – Roman Klimkiewicz pokazuje z wyraźnym żalem plastikowy kwadracik. – Ale z 1859 r.
już mam.
Wspólnie oglądamy następne strony. Pustych miejsc coraz mniej. – Te monety są srebrne, a te bardziej współczesne z miedzioniklu – opowiada pan Roman.
– Jak to się zaczęło? – zastanawia się nasz rozmówca – Nie wiem. Po prostu coś się zobaczy i chce się to mieć u siebie. Tak chyba było z tymi monetami.
I zaraz znowu wraca do rozłożonych na stole zbiorów. Pokazuje jednocentówki i wyższe nominały. Widać, jak go bolą te puste miejsca w albumie. – Kiedyś się zapełnią? – pytam. Pan Roman chwilę się zastanawia. – Chciałbym, ale to bardzo droga pasja.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!