niedziela, 22 października 2017 r.

Świdnik

Wolą funty od złotówek

  Edytuj ten wpis
Dodano: 3 sierpnia 2006, 12:06

Nasi przedsiębiorcy narzekają, że pracownicy pouciekali im za granicę. Jak tak dalej pójdzie, to zamiast pracowników, na rusztowania wejdą szefowie, a wiadra z zaprawą będą nosić ich sekretarki. Przecież firma musi działać...
Jak szczury z okrętu

Józef Krysa prowadzi w Świdniku firmę budowlaną "Solo-Bud”. Do tej pory jego jedynym zmartwieniem było dotrzymanie terminu budowy i rozliczanie się z ZUS. Od roku jednak pan Józef martwi się raczej, czy będzie miał za kogo płacić ubezpieczenie. Pracownicy uciekają bowiem ze Świdnika jak szczury z tonącego okrętu. Trzeba więc poszukiwać robotników na wszelkie sposoby.
- Daję ogłoszenia w gazetach i przez biuro pracy, ale przyjdą ze dwie, trzy osoby, które i tak do niczego się nie nadają. Przeszkolenie trwa kilka miesięcy, ale większość nowych ma dwie lewe ręce i wysokie wymagania. Chcą, żeby za marną pracę płacić im jak w Anglii. Jakby te moje 2000 zł miesięcznie, to było mało - narzeka szef "Solo-
budu”.
Kto żyw za granicę
W podobnej sytuacji znajduje się wielu pracodawców.
- Daję ogłoszenia od kilku lat na giełdzie pracy i w lokalnej prasie - twierdzi Ryszard Lechus, szef "Ultimy”, zajmującej się wulkanizacją opon. - Dobry pracownik dostanie u mnie na rękę ok. 1200 zł, ale chętnych nie ma.
Pomimo że na całej Lubelszczyźnie bezrobocie zmniejszyło się, to i tak nasz powiat pozostaje w czołówce regionu pod względem liczby bezrobotnych: bez pracy jest tu ponad 18 proc. mieszkańców. Jak to możliwe, skoro prawie w każdej firmie poszukuje się pracowników?
- Każdy porządny fachowiec wyjechał już dawno do Anglii albo Irlandii - mówi Ryszard Sztyrlic, szef firmy "Sztyrlic”. - Zostały same niedobitki - ludzie, którzy nie potrafią pracować, a chcą zarabiać wielkie pieniądze małym nakładem sił. Płacę im 8-9 zł za godzinę pracy. To chyba nieźle, co? A i tak nie ma chętnych. Od trzech miesięcy szukam rąk do pracy. Bezskutecznie.
Według Tadeusza Waryszaka, szefa warsztatów samochodowych "Kewt” w Świdniku, za to, że brak pracowników, winę ponosi także rząd.
- Jak można było dopuścić do sytuacji, w której tylu Polaków ucieka za granicę? Wielkim błędem było też zamknięcie szkół przyzakładowych. Po takiej szkole nie trzeba było zbyt długo przyuczać do zawodu. Mam nadzieję, że te pomysły powrócą - mówi Waryszak.
Szef "Kewtu” szuka szlifierzy, tokarzy i frezerów po zawodówkach: pod koniec roku zgłasza się do nauczycieli z prośbą o przysłanie na okres próbny 4-5 osób. Za miesiąc pracy daje 800 zł.
Problemem jest też znalezienie kierowców. Niektórzy pracownicy firmy przewozowej "GTS Euro Bus” ze Świdnika zarabiają nawet dwa tysiące. Chętnych do pracy za kółkiem jednak brak.
- Jak już się zgłaszają, to tylko tacy, co właśnie zrobili prawo jazdy albo są leniwi: chcą przerwy co 15 minut i urlopów, mimo że dobrze jeszcze pracy nie zaczęli. Zgłasza się też sporo emerytów chcących dorobić sobie do renty. A z nich nie ma żadnego pożytku - mówi Grażyna Pcian z "GTS Euro Bus”.
Za pieniędzmi i szacunkiem
Według oficjalnych danych z Polski wyjechało już sześćset tysięcy osób. Nieoficjalnie wiadomo, że mogło być ich nawet dwa miliony. Skusiły ich tamtejsze stawki. Np. kierowca autobusu w Manchesterze zarabia dwa tysiące złotych tygodniowo. Czyli tyle, ile w Polsce przez miesiąc. Wykwalifikowany szlifierz, hydraulik czy mechanik może zarobić nawet trzy razy tyle.
Fachowcy chętnie więc wyjeżdżają za większymi pieniędzmi na Wyspy. Poza tym, Brytyjczycy cenią specjalistów.
- Żadna argumentacja mnie nie przekona - uważa Leszek, lat 38, budowlaniec ze Świdnika z piętnastoletnim doświadczeniem. - Co z tego, że tu ktoś mi daje dwa tysiące, skoro w Irlandii oferują mi sześć!? Nie chcę zostawiać tu dzieci i żony, ale rachunek jest prosty: sześć to więcej niż dwa. Za tę samą pracę. Na dodatek: tam będę cenionym pracownikiem, tutaj jestem zdany na łaskę szefa i jego humorki.
W Świdniku trudno o firmę bez problemów kadrowych. Wyjątkiem jest na razie szpital, z którego (jeszcze) nikt nie wyjechał i Pegimek, gdzie kadra nie zmienia się od dawna.
Leszek ma prostą receptę na poprawę sytuacji: Jeśli będę zarabiał w Polsce tyle, ile warta jest moja praca, to zostanę. Albo niech szef sam łapie za kielnię - mówi.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!