poniedziałek, 20 listopada 2017 r.

Świdnik

Zostawił rannego jak psa

  Edytuj ten wpis
Dodano: 22 września 2006, 11:00

Tak wygląda drań (zdjęcie na dole z lewej), który nie dosyć,
że potrącił pieszego, to na dodatek pozbawił go możliwości wezwania pomocy.
Zabrał mu telefon i uciekł z miejsca wypadku. Rannemu życie uratowali mieszkańcy pobliskiego domu. Sprawcę, na szczęście, zatrzymała policja.

Do tego bulwersującego wypadku doszło w weekend w Dominowie. Adam G. jechał oplem. Samochód należy do jego mamy. Poboczem szedł 19-letni Mariusz M., mieszkaniec tej miejscowości. Była 2 w nocy. I wtedy potrącił go opel. - Niewiele pamiętam z tego zdarzenia - opowiedział nam w szpitalu. - Tuż po wypadku straciłem przytomność. Ocknąłem się dopiero w karetce.
Nie wiadomo, czy Mariusz przeżyłby wypadek, gdyby nie mieszkańcy pobliskiego domu. To oni wybiegli na drogę, kiedy usłyszeli głuche uderzenie. I to oni zadzwonili po pomoc. Sprawcy już na miejscu nie było.

- Mariusz G. doznał otwartego złamania nogi - mówi nadkomisarz Ryszard Nalewajko, rzecznik prasowy świdnickiej policji. - Nie wiadomo, czy przeżyłby, gdyby nie pomoc tych ludzi. To oni wezwali pomoc. Inaczej mógłby się wykrwawić.
Kierowca - według ustaleń policji - tuż po wypadku zatrzymał się i wysiadł z samochodu. Jednak nawet nie kiwnął palcem, żeby pomóc rannemu. W chwili wypadku dziewiętnastolatkowi wypadł z kieszeni telefon komórkowy. Kierowca opla odrzucił go w krzaki. - Prawdopodobnie nie chciał, żeby ranny wezwał pomoc - wyjaśnia Nalewajko. - Chciał w ten sposób zyskać na czasie.
Draniowi, na szczęście, nie upiecze się. Następnego dnia - ok. godz. 13 policjanci dopadli go na swojej posesji. Przybyli w samą porę. 25-latek zdemontował już z samochodu uszkodzone części. Były przygotowane do malowania. - Kilka godzin później byłoby już po herbacie - mówią mundurowi. - Samochód nie miałby żadnych uszkodzeń.
Adam G. - kilka godzin po wypadku - był trzeźwy. Prokuratura zażądała jednak dodatkowo badań krwi na zawartość alkoholu. Wyniki będą znane później. W poniedziałek składał wyjaśnienia w komendzie. Przyznał się do spowodowania wypadku. - Uciekłem, bo spanikowałem - powiedział. Nie przyznał się jednak do wyrzucenia telefonu. Grozi mu do 4,5 lat więzienia.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!