czwartek, 24 sierpnia 2017 r.

Zamość

A starostwo za to poręczy

Dodano: 13 marca 2008, 18:49

Tylko w tym roku biłgorajskie Starostwo Powiatowe wyda około 2 mln 150 tys. zł na spłatę kredytu, który dwa lata temu poręczyło dla miejscowego SP ZOZ.


Szpital potrzebował prawie 17 mln w związku z jego restrukturyzacją, ale nie jest w stanie zadłużenia spłacić. Teraz lecznica chce wziąć kolejną pożyczkę, którą znowu poręczy samorząd. Bez dodatkowego miliona złotych nie byłoby tej placówki stać na wypłatę podwyżek, które wywalczyły dla siebie w czasie protestów pielęgniarki.

- Liczę, że to zobowiązanie będziemy w stanie spłacić sami - mówi Andrzej Jarzębowski, dyrektor SP ZOZ Biłgoraj. Ta deklaracja z pewnością ucieszy samorządowców, którzy w ostatnich latach "wpakowali” w biłgorajski szpital mnóstwo pieniędzy.

- Począwszy od roku 1999 do 2007 wydatkowaliśmy na SP ZOZ 45 mln 116 tys. 540 zł. W tym kwota 12 mln 132 tys. 373 zł to środki własne, a 32 mln 984 tys. 167 zł - zewnętrzne, np. z kontraktu wojewódzkiego, ZPORR oraz z dofinansowania przez gminy (pieniądze poszły na dokończenie budowy nowych pawilonów i wyposażenie ich w specjalistyczny sprzęt - red.) - wyjaśnia Marian Tokarski z Zarządu Powiatu Biłgorajskiego.

Jarzębowski zastrzega, że kolejny, poręczony przez starostwo, milionowy kredyt (razem z odsetkami sięgnie 1,3 mln zł) nie będzie przeznaczony na płace.

- Ale np. modernizację naszej wymiennikowni czy kotłowni, dzięki czemu uda się nam zaoszczędzić i w ten sposób wygospodarować pieniądze na pensje dla personelu - wyjaśnia dyrektor. Dodaje, że spłata tego kredytu ma być rozłożona na pięć najbliższych lat, w trakcie których zadłużony obecnie na około 35 mln złotych szpital powinien już stanąć na nogi.

Do tego jednak jeden milion nie wystarczy. Czego jeszcze potrzeba, aby szpital był w stanie utrzymywać się sam? - Przede wszystkim czasu, bo zaniedbań z kilku lat nie da się odrobić błyskawicznie - odpowiada Jarzębowski. I planuje zmianę organizacji struktury szpitala. Bo są działy, w których jest tak mało personelu, że ludzie są przepracowani, ale również takie, w których pracowników zbywa. Będą więc przesunięcia, ale dyrektor nie wyklucza również redukcji etatów.

- Bo np. w związku z informatyzacją nie potrzeba wielu osób do ręcznego uzupełniania dokumentacji - mówi. Chętnie też przyjąłby nowych ludzi do pracy. Zwłaszcza lekarzy, których po zmianach w zasadach czasu pracy, po prostu tutaj brakuje. - Co najmniej 12, w zasadzie z każdej specjalności - wyjaśnia Jarzębowski. - Tylko dzięki temu uda się nam przekonać pacjentów, że warto się u nas leczyć. To pociągnie za sobą wyższe kontrakty z NFZ. (ak)
Czytaj więcej o:
wojtek
ee
(2) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

wojtek
wojtek (17 marca 2008 o 08:07) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Jak nie będzie specjalistów to nic się nie zmieni. Po co trzymać lekarzy którzy są statystami z nazwiskiem ojca sławnego w mieście wojewódzkim. Kobiety jadą rodzić do Lublina. O czym to świadczy ?... .
Rozwiń
ee
ee (14 marca 2008 o 16:46) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
W sympatyczny sposób przedstawiono sen dyrektora Jarzębowskiego.Pora na przebudzenie.
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (2)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!