sobota, 21 października 2017 r.

Zamość

Dudziński zwija Performer i wynosi się pod Wrocław

  Edytuj ten wpis
Dodano: 14 maja 2009, 11:50
Autor: Bogdan Nowak

Zamość nie jest dobrym miejscem dla teatru, bo skazuje się go tu na wegetację. Tak twierdzi Paweł Dudziński, twórca teatru "Performer” oraz Międzynarodowego Festiwalu Sztuki Intuitywnej "Fortalicje”. Dlatego przenosi się do Lubiąża.

- Nie obrażam się na publiczność, bo ta jest w Zamościu wartościowa - zapewnia Paweł Dudziński. - Chodzi raczej o klimat, jaki w tym mieście tworzą władze. I to nie tylko obecnie nam panujące. Urzędnicy traktują nas jak zło konieczne. To przykre.

Dudziński działa w Zamościu od początku lat 80. Założył Teatr Performer. Występował wraz ze swoimi aktorami m.in. na Jazz Jamboree (1987 r) oraz na "Malcie” w Poznaniu. Teatr jest też organizatorem "Fortalicji”.

Popularność przyniosła mu jednak "Amrita”. To największy, abstrakcyjny obraz świata wykonany w 1994 r. na zamojskim Rynku Wielkim i staromiejskich ulicach. Miał powierzchnię ok. 18 tys. mkw. O dziele mówiły ogólnopolskie media. Wpisano go do księgi rekordów Guinessa.

Jednak proponowana przez Dudzińskiego sztuka nie zawsze jest zrozumiała. Dlaczego? Twórca łączy m.in. performance, new age, action painting i graffiti. Taki koktajl może być wybuchowy.

- On tworzy instalacje, rzeźbi, muzykę, albo sam staje się żywym obrazem - mówi 34-letnia Renata z Zamościa, miłośniczka teatru. - Nakłada na swoje ciało warstwy kolorowej farby i wchodzi np. do marketu. To jest ponad siły urzędników. To jest prowokacja i sztuka.

- Władze naszych działań nie doceniły - skarży się Dudziński. - Siedem lat temu wyproszono nas z siedziby w Starej Bramie Lubelskiej. To był dla teatru potężny cios. UM nie zaproponował nam nic w zamian. Nie mamy gdzie działać i pracować. Goście, których zapraszamy na festiwal "Fortalicje” muszą spać w naszym maleńkim, ciasnym mieszkaniu.

Dudziński jest tym rozgoryczony. - Zwijamy działalność artystyczną w tym mieście i przenosimy się pod Wrocław - mówi. - Tam powstaje wioska artystyczna. Organizuje ją mój syn Sambor (znany wokalista - red.). Władze przekazały nam w dzierżawę budynki i kilka hektarów ziemi. Będę tam mógł tworzyć ogromne rzeźby, a nasz teatr rozwinie wreszcie skrzydła.

Czy rzeczywiście zamojscy urzędnicy nie lubią miejscowych teatrów? - Tak jest - przyznaje Waldemar Zakrzewski, zamojski reżyser, twórca m.in. Teatru Realnego. - Dla nas także nie było miejsca. Gdyby nie pomoc SM im. Łukasińskiego, musielibyśmy zawiesić naszą działalność. Magistratu ona nie obchodzi. Przykład? Aktorami naszego teatru są młodzi, pełni zapału ludzie. Widowiska są ich dziełem. Wielokrotnie zapraszali urzędników na premiery. I to imiennie. Nie przyszedł nikt.

Co na to magistraccy urzędnicy? - Trudno mi to komentować - mówi Tomasz Kossowski, wiceprezydent Zamościa. - Ja na takie spektakle nie chodzę, bo nie mam na to czasu… Jednak nie można mówić, że UM w tę dziedzinę nie inwestuje. Mamy w mieście 203 etaty związane z kulturą. Ilu urzędników pracuje w magistracie? 183. Te liczby chyba mówią same za siebie.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
~xyz~
antypolityk
ja
(10) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

~xyz~
~xyz~ (17 maja 2009 o 23:25) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Widziałem tego faceta w akcji. Niezły odlot.
Rozwiń
antypolityk
antypolityk (17 maja 2009 o 10:46) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Jestem korzeniami od Was a mieszkam w Skierniewicach. Wszędzie to samo a nawet gorzej. Polskę zjadają zakute łby na urzędach. Działam amatorsko w kulturze. Na przeglądzie chór, którym nie powstydziła by się żadna instytucja kultury dostaje 1300,-zł nagrody za I miejsce a na codzień gromady zapyziałych urzędników (zajmujących się KULTURĄ) jeździ na szkolenia za które urząd płaci po 500zł za trzy dni i pensja w tym czasie im leci!
Rozwiń
ja
ja (15 maja 2009 o 17:53) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Szkoda.
Rozwiń
jolik
jolik (14 maja 2009 o 22:09) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
"Ja na takie spektakle nie chodzę, bo nie mam czasu". Rzeczywiście jest ich codziennie pięćdziesiąt. Można się zarobić. Panie wiceprezydencie, litości!
Rozwiń
jaco
jaco (14 maja 2009 o 22:07) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Nie tylko. Są też dla nich potencjalnym zagrożeniem. Każdy kto chce coś robić bezinteresowanie i z pasją jest ściągany w dół. Bo jeszcze się okaże, że taka powinna być norma! Oczywiście w liczbie 200 jest też Orkiestra Włościańska. Ale oni przez 20 lat nie robili prawie nic. Tam pracuje cała armia pracowników biurowych, którzy się nudzą w robocie. Nie lepiej jest w ZDK i wydziale kultury. Zwłaszcza tam. Gdyby panią dyrektor M. zapytać co sądzi o Performerze byłaby zdegustowna. Dla niej kultura to włoskie śpiewaki, koncerty życzeń z czasów PRL, albo seriale, gdzie nie przeklinają i są Mroczki. Nie chcę jej krzywdzić, ale tak to z grubsza wygląda. To stanowisko powinien zająć ktoś z pasją, werwą i charyzmą. Wtedy potencjał miasta nie będzie marnowany np. na brzydkie bilbordy. Szkoda gadać.
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (10)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!