środa, 23 sierpnia 2017 r.

Zamość

Dzięki dotacji z Urzędu Pracy zakłada pierwszą w Zamościu restaurację wegetariańską

Dodano: 25 sierpnia 2010, 08:38
Autor: Bogdan Nowak

Zrealizować biznesowy pomysł nie jest łatwo. Zwłaszcza, jeśli jest się bezrobotnym. Wojciech Olszewski, mieszkaniec podzamojskiej Zawady dowiódł, że nie warto się poddawać. Wystarczy upór i konsekwencja, żeby swoje marzenia wprowadzić w życie.

Olszewski wystarał się o 18 tys. zł dofinansowania z zamojskiego "pośredniaka” i już na początku września otwiera restaurację wegetariańską. Będzie tam można zjeść, nadal egzotyczne u nas, sery tofu, smaczne somosy, kofty i falafele.

– W Zamościu, a nawet regionie brakuje restauracji wegetariańskich – tłumaczy Wojciech Olszewski. – Myślę, że to luka na rynku. Ludzi, którzy nie jedzą mięsa jest przecież wielu. Zresztą nie brakuje także sympatyków wegetariańskich potraw. Niestety, taka restauracja, to bardzo poważne przedsięwzięcie. A urzędnicy młodym przedsiębiorcom niekoniecznie pomagają.

Anglicy nauczyli go fachu

Pan Wojciech jest wegetarianinem od kilku lat. Trochę dzięki namowom żony. Na wyborze takiej diety zaważyło jednak coś jeszcze. – Pochodzę ze wsi – tłumaczy. – Nieraz widziałem tzw. świniobicie, które jest popularne przed świętami. Nie będę ze szczegółami opisywał jak to w praktyce wygląda… W każdym razie skutecznie zniechęciłem się do mięsa. Naprawdę tak żyje się lepiej.

Olszewski jest ekonomistą (skończył WSZiA w Zamościu, a potem lubelski UMCS). Przez kilka lat pracował jako wykładowca w jednej z biłgorajskich uczelni. Zarabiał niewiele. Dlatego musiał wyjeżdżać "za chlebem” do pracy za granicę. Zajmował się m.in.... psami niemieckiego przedsiębiorcy. Pracował także w dużych angielskich restauracjach, niedaleko Londynu. – Nazywały się "Villa deste” i "Cambio” i słynęły z wysokiego poziomu – podkreśla Olszewski. – Byłem kelnerem, a potem awansowałem na szefa sali w jednej z nich. Interesuję się kuchnią i wiele udało mi się podpatrzeć. Nauczyłem się przygotowywania deserów, sałatek, serwowania win... Wszystkiego. Chcę to wykorzystać.

Wymyślił, że jego restauracja musi być wegetriańska i powinna powstać w Zamościu. Dlaczego? – Często zamawiam dania wegetariańskie w restauracjach, ale nigdy nie jestem pewien, co otrzymam – tłumaczy. – Wybieram np. pierogi z serem, a dostaję owszem takie pierogi, ale ze skwarkami. Reklamuję i po chwili dostaję te same pierogi, ale... umyte. A to nie jest już danie wegetariańskie.

Jego wątpliwości budzą też restauracyjne naczynia, czy m.in. stół, na którym są takie dania przygotowywane. – Często dania wegetriańskie i mięsne są przygotowywane w tych samych miejscach – mówi. – To jest wbrew sztuce kulinarnej.

Mury się pocą, inwestor czeka

Nowa Brama Lubelska to jeden z najciekawszych zabytków fortecznych Zamościa. Po twierdzy, działał tam m.in. magazyn żywności, piekarnia, skup warzyw, a w latach 1963-75 poczekalnia, kasy i m.in. bufet PKS.

Obiekt wyremontowano ostatnio za unijne pieniądze, a potem ogłoszono przetargi dla przyszłych najemców.

Według wytycznych miejskich urzędników powinna tam funkcjonować galeria, trasa turystyczna i niewielka restauracja. Wszystko miał "obsługiwać” jeden najemca. Nic dziwnego, że chętnych było jak na lekarstwo.

Prowadzenie galerii i utrzymywanie niewielkiej trasy turystycznej nie może być w Zamościu dochodowe. Miłośników sztuki jest tutaj jak na lekarstwo. Zamojscy urzędnicy uparli się jednak, żeby w odnowionych obiektach prezentować sztukę.

– Magistrat długo nie mógł znaleźć najemcy na Nową Bramę Lubelską – mówi Olszewski. – W sumie jest tam 370 mkw. powierzchni. Restauracja może zajmować zaledwie ok. 30 mkw.! Jak to wszystko utrzymać? Długo biłem się z myślami, ale w końcu stanąłem do przetargu i wygrałem. I wtedy zaczęły się kłopoty.

Okazało się, że wyremontowany za unijne pieniądze obiekt daleki jest od ideału. Sufity i ściany były wilgotne i kapała z nich woda. Świeża farba z galerii zaczęła odłazić całymi płatami, a drewniane drzwi tak się wypaczyły, że najpierw nie można było ich otworzyć, a potem zamknąć.

– Było wiele błędów – mówi Olszewski. – Położono np. na stare mury tynki. Komisje, które tu przychodziły, dziwiły się, że to wbrew sztuce, bo takie mury muszą oddychać. Zabrakło też drzwi od strony kurtyny, a kraty z okien wypadały. Rozpacz. Choć lokal mam od czerwca, ciągle nic nie mogę w nim robić.

Kucharz z Internetu

Zaczęła się prawdziwa batalia. Olszewski musiał Zakładowi Gospodarki Lokalowej w Zamościu i wykonawcom pokazywać każdą usterkę i domagać się jej naprawienia. Szło opornie. Wiele musiał zrobić sam.

– W międzyczasie dostałem 18 tys. zł dotacji z Powiatowego Urzędu Pracy na rozpoczęcie działalności gospodarczej – mówi Olszewski. – Ten urząd podszedł do mnie bardzo życzliwie i bez uwag przyjął mój projekt. Ale dofinansowanie obwarowane jest wieloma rygorami. Wystarczy przekroczyć terminy i można je stracić. A ja nie mogę do tego dopuścić!

Pieniądze z PUP dały mu jednak zastrzyk energii. Okazało się, że marzenie bezrobotnego inteligenta może się spełnić. Zabrał się do pracy.

Wymurował ścianę w magazynku, zabrał się za malowanie, zamówił restauracyjne stoły i ławy oraz lodówki i cały sprzęt. Kłopot był tylko z pracownikiem.

– Dlatego o moim pomyśle napisałem na forum www dla wegetarian – opowiada. – Zaraz zgłosił się 34-letni Marcin Sienkiewicz z Warszawy, kucharz. Pomysł tak mu się spodobał, że postanowił wraz z rodziną... przeprowadzić się na Roztocze. To wegetarianie. Już sprzedali warszawskie mieszkanie i kupują dom niedaleko Sułowa. Marcin będzie u mnie pracował, a jego żona zajmie się m.in. ekologicznym gospodarstwem, które chcą założyć.

– W Warszawie trudno żyć ekologicznie i zdrowo – dodaje Marcin. – Od dawna szukaliśmy takiej okazji.
Za każdy metr swojej restauracji Olszewski będzie płacił miesięczny czynsz w wysokości 15 zł. W sumie pochłonie to 3,5 tys. zł. Musi też płacić pensję kucharzowi.

– Już wydałem mnóstwo pieniędzy – martwi się Olszewski. – Z niepokojem zaglądam na konto w banku.

Owca cała, a wilki… niech jedzą mięso

Okazało się jednak, że młody przedsiębiorca może liczyć na wsparcie. Olszewskiemu postanowili pomóc znajomi.

– To jest naprawdę budujące – mówi pan Wojtek. – Pomagają w remontach, mają pomysły na aranżacje wnętrz, restauracyjne menu i wystawy w galerii. Świetnie!

Restauracja ruszy na początku września. Będzie nosiła nazwę "Owca cała”. Olszewski wraz ze swoim kucharzem chcą serwować wyłącznie zdrowe, wegetariańskie jedzenie.

Będzie można tutaj zjeść naleśniki z warzywami, kotlety z białka sojowego, ser tofu, smaczne falafele, kofty, somosy, wegetariańskie sushi oraz napić się soków ze świeżych owoców, warzyw i brzozy.

Zaplanowano też mnóstwo sałatek z kiełkami. Zamiast kawy będzie serwowana yerba oraz tzw. żywe piwo (jest nie pasteryzowane). – Ma być ładnie, smacznie, zdrowo i tanio – tłumaczy pan Wojciech. – Tylko tak będę mógł sobie zaskarbić życzliwość klientów.

Po otwarciu restauracji, jeszcze jesienią, ruszy galeria i zostanie otwarte przejście w kurtynie. Są już pomysły na wystawy.

Wspólnie z Archiwum Państwowym w Zamościu młody przedsiębiorca zamierza otworzyć stałą ekspozycję fotografii zabytków i mieszkańców Hetmańskiego Grodu.

Marzy mu się także wystawa prac Edmunda Monsiela, znanego na całym świecie, a zapomnianego na Zamojszczyźnie artysty-plastyka z Wożuczyna oraz duża ekspozycja obrazów Macieja Sęczawy, znakomitego malarza, nauczyciela PLSP w Zamościu.

Pan Wojtek swoim zapałem potrafi zarazić innych.

– Także jestem wegetarianinem i bardzo cieszę się z powstania tej restauracji – mówi Maciej Sęczawa. – Na pewno będą jej stałym klientem. A wystawa moich prac, to fajny pomysł. Znam też innych plastyków… Oni też chętnie zaprezentują tam swój dorobek.

WIĘCEJ W CZWARTKOWYM DODATKU NASZE ZAMOJSKIE
Czytaj więcej o:
Gość
Aga
Marzena
(11) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Gość
Gość (30 listopada 2013 o 23:25) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

ta restauracja już nie istnieje od dawna

Rozwiń
Aga
Aga (28 listopada 2013 o 16:40) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

Padła owca cała, piwo lało się strumieniami, a jedzenie pozostawiało wiele do życzenia, aż przykro, bo pomysł może być, a reszty nie chcę już nawet komentować.

Rozwiń
Marzena
Marzena (15 maja 2013 o 09:31) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Ludzie! A czy ktoś kojarzy (albo mieszka) takie miasteczko jak Mikołów woj. śląskie (rodzinne miasto ś.w. poety Wojaczka)? Jak myślicie czy tam zapotrzebowanie jest na restaurację (albo chociażby małe bistro) wegetariańskie? Od długiego czasu biję się z myślami, od lat jestem wegetarianką i moim marzenien jest otwarcie tego typu "jadłodajni", albo chociażby podjęcia pracy w takim miejscu.
Rozwiń
blizzard beast
blizzard beast (28 października 2010 o 20:14) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
trzymam kciuki za każde takie miejsce. wierzę, że kiedyś będzie okazja zjeść i w "owca cała". go vegan.
Rozwiń
asia
asia (26 sierpnia 2010 o 20:45) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
pięknie! trzymam kciuki ! na pewno jeśli kiedyś będę w zamościu odwiedzę Pana restaurację
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (11)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!