poniedziałek, 21 sierpnia 2017 r.

Zamość

Jak będą głodne, to się w końcu wyprowadzą

Dodano: 21 grudnia 2006, 13:29
Autor: Anna Szewc

Nie chodzi o to, aby ptactwo morzyć głodem. Niech sobie gołębie jedzą, ale to, co same zdobędą.

Wtedy będzie ich mniej - uznali zamojscy urzędnicy i wystosowali do mieszkańców miasta apel o niedokarmianie gołębi "stacjonujących” na Rynku Wielkim.

- Bzdura - komentuje Andrzej Skrzyński, emeryt z Zamościa, który wczoraj pełnymi garściami rzucał ptakom ziarno. - Przecież bez pomocy ludzi te ptaki sobie po prostu nie poradzą.
- Nie ma obawy - odpowiada Roman Kozak, szef Wydziału Gospodarki Mieszkaniowej, Ochrony Środowiska i Infrastruktury Komunalnej Urzędu Miasta Zamość. Zapewnia, że nikomu nie chodziło o to, by gołębie padły z głodu. - To ptaki dzikie, które same powinny sobie szukać pożywienia. Niech lecą do parku. Niech tam sobie biegają i tam brudzą.
Bo tak naprawdę nie chodzi o to, żeby gołębie "na własną rękę” zaspokajały głód, ale, by zniknęły ze Starego Miasta i nie zanieczyszczały swoimi odchodami remontowanych co roku kamienic.

- Brudzą niemiłosiernie - załamuje ręce Kozak. - A ich odchodów nie da się z murów usunąć zwykłą szmatą. Potrzebne są specjalistyczne prace konserwatorskie, na które miasto wydaje grube pieniądze.
- Z gołębiami rzeczywiście jest problem - przyznaje Anna Wiszniewska, zastępca dyrektora Wydziału Promocji i Turystyki UM Kraków. - Bo gołębie odchody po prostu wżerają się w mury kamienic i są niezmiernie trudne do usunięcia.
Dlatego Kraków również podjął walkę ze skrzydlatymi brudasami.
- Jakieś pół roku temu w obrębie rynku wprowadziliśmy zakaz sprzedaży ziarna dla gołębi. Dwa razy do roku specjalistyczna firma, pod nadzorem ornitologów przeprowadza akcję odstraszania ptaków z tego rejonu miasta. Teraz rozważamy możliwość dodawania środków antykoncepcyjnych do karmy - wylicza Marcin Helbin, rzecznik prezydenta Krakowa.

Przyznaje jednak, że to jest walka z wiatrakami. Codziennie rano specjalistyczny sprzęt czyści całą płytę krakowskiego rynku, a po kilku godzinach po efektach pracy sprzątaczy nie ma śladu.
- Bo te ptaki tak mocno wpisały się w koloryt Krakowa, że wielu turystów nie wyobraża sobie wizyty na rynku bez nakarmienia ich. Dlatego nie pozostaje nic innego, jak kolejne apele o zdrowy rozsądek i umiarkowanie. Na pewno jednak nie będziemy tego w żaden sposób sankcjonować.
Podobną deklarację składają zamojscy urzędnicy. - Jeśli ktoś się do tego apelu nie dostosuje, nie spotka go kara. Mamy tylko nadzieję, że uda się dotrzeć do ludzkiego rozsądku - zapewnia Kozak. (jot)
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!