niedziela, 17 grudnia 2017 r.

Zamość

Kaczka rozrabiaczka

  Edytuj ten wpis
Dodano: 23 marca 2005, 21:17

Pięciokilogramowa kaczka zderzyła się z 200 razy większym samochodem. Auto zostało uszkodzone. Sąd ukarał właścicielkę kaczki. Tylko po domniemanej sprawczyni kolizji wszystko spłynęło, jak po... kaczce

– Gdyby to rzeczywiście moja kaczka uderzyła w samochód, zginęłaby na miejscu. W najlepszym razie byłaby ciężko ranna – uważa Marzena Kazańska z Honiatyczek (gm. Werbkowice), właścicielka stada siedmiu kaczek.
Fachowcy nie chcieli się jednoznacznie wypowiadać na ten temat. – Na chłopski rozum kaczka nie powinna przeżyć zderzenia z samochodem – usłyszeliśmy od jednego ze studentów Akademii Rolniczej w Lublinie.
Tymczasem wszystkie kaczki w zagrodzie Kazańskich mają się dobrze. I żadnej nie brakuje. Gospodarze opowiadają, że policjant, który zjawił się na ich posesji tuż po kolizji, nie zadał sobie trudu, by znaleźć corpus delicti, a więc kaczkę-rozrabiaczkę. Tym bardziej że świadków zderzenia nie było.
– Trzeba było zrobić oględziny i sprawdzić, czy któraś z naszych kaczek ma obrażenia – mówi Jerzy Kazański. – Policjant tego nie zrobił, tylko od razu chciał wlepić mojej żonie 200-złotowy mandat. I nie pokazał mi uszkodzonego samochodu, choć o to prosiłem.
Sprawa ciągnie się od 10 stycznia. Tego dnia, jak zeznała pokrzywdzona, która przejeżdżała przez wieś osobową skodą, kaczka przelatując nad jezdnią uderzyła w auto, a dokładnie w lewy błotnik. – Wycofałam auto i zaczęłam szukać tej kaczki, ale nigdzie jej nie było – powiedziała nam poszkodowana kobieta (imię i nazwisko do wiadomości redakcji).
Było to akurat w pobliżu posesji Kazańskich. I na ich stadko pokrzywdzona skierowała podejrzenia.
– Ale nasze kaczki są ciężkie i nie fruwają – denerwuje się Kazański. – Poza tym trzymamy je na podwórku, które jest ogrodzone.
Rolnik wskazuje, że kilkadziesiąt metrów od jego posesji znajdują się stawy rybne, gdzie zbiera się najróżniejsze ptactwo. – Może to jakaś dzika kaczka uderzyła w ten samochód? – zastanawia się.
W związku z tym, że jego żona nie przyjęła mandatu, policja skierowała sprawę do sądu. Zarzut: doszło do wykroczenia, polegającego na niezachowaniu środków ostrożności przy trzymaniu zwierząt hodowlanych. Hrubieszowski sąd ukarał Kazańską grzywną w wysokości 100 zł.
Zasądzone pieniądze to jednak małe piwo w porównaniu z kosztami naprawy samochodu, które – po uprawomocnieniu się wyroku – będzie musiała ponieść właścicielka kaczek. Dlaczego? Bo w chwili kolizji nie była ubezpieczona (chodzi o obowiązkowe dla właścicieli gospodarstw rolnych ubezpieczenie OC – red.).
– Nie stać nas na to – przyznaje Kazańska, która odwołała się od orzeczenia sądu.
Niecodzienne wydarzenie z kaczką namieszało nieco w urzędowych pismach, jakie do gospodyni z Honiatyczek skierowali pracownicy sądu i PZU. Ci pierwsi, z Sądu Rejonowego w Hrubieszowie, nie mieli co prawda wątpliwości, że obwiniona jest dzieckiem Stanisława i Teresy, ale – jak czytamy w wyroku nakazowym – nie córką lecz... synem.
Inspektorzy zamojskiego PZU chcieli natomiast sprawdzić, czy właścicielka kaczek posiada ubezpieczenie odpowiedzialności cywilnej „z tytułu posiadania pojazdu kaczka o numerze rejestracyjnym KACZKA”.
– Komputer automatycznie wpisuje taką formułkę, ale pracownik powinien to wyłapać – przeprasza Kinga Herma z zespołu prasowego PZU SA w Warszawie. – Głupio wyszło. •
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!