czwartek, 24 sierpnia 2017 r.

Zamość

Koń galopuje do lamusa

Dodano: 20 marca 2007, 18:08
Autor: Bogdan Nowak

Rumak wójta Radecznicy jest pupilkiem całej gminy. Stoi w centrum wsi, niedaleko klasztoru, kilkadziesiąt metrów od Urzędu Gminy.

Przechodnie go głaszczą, dzieciaki karmią cukrem. Dzisiaj nawet na wsi, koń to prawdziwa rzadkość.

- Wójt Gabryel Gąbka trzyma go tuż przy chodniku, bo to łagodne stworzenie - zachwala 70-letni mieszkaniec Radecznicy, zaprzyjaźniony z "Rudym”, bo tak się rumak wójta nazywa. - To ostatni koń w Radecznicy. W całej gminie nie zostało zresztą więcej niż 40 rumaków. Najwięcej ich jest w Gorajcu Zastawiu i Zaburzu. A kiedyś nie było rolnika bez konia...
W połowie lat 70. na Zamojszczyźnie żyło ok. 97 tys. koni. Według spisu rolnego z 2002 r., było już tylko 8 tysięcy. Teraz jest jeszcze mniej. Co się stało z rumakami? W latach 80. i na początku 90. rolnicy zaczęli się ich masowo pozbywać. Nasze konie wędrowały na stoły Włochów, Niemców i Francuzów (koń na rzeź powinien mieć ponad 3 lata i ponad 600 kg wagi). W latach 90. interes przejęły firmy prywatne. Transporty koni na Zachód zaczęły wtedy wzbudzać ogromne kontrowersje. Trwały po dwie doby bez przerwy. Konie przewożono w koszmarnych warunkach, były wycieńczone i wygłodniałe. Wiele zdechło.
- To było okropne - wspomina Stanisław Niziuk z Majdanu Skierbieszowskiego. - Jednak rolnicy dalej masowo zamieniali konie na traktory. Wielu dziś tego żałuje.
Rumaki przetrwały głównie tam, gdzie gospodarstwa są górzyste i rozdrobnione. Najwięcej ich jest w okolicach Suśca, Krasnobrodu i Skierbieszowa. Tam w wielu gospodarstwach zachowały się stajnie, a w nich konie z domieszką rasy małopolskiej. Są wysokie, zgrabne, nadają się pod bryczkę i można na nich jeździć wierzchem. W Majdanie Skierbieszowskim rekordziści trzymają po kilkanaście rumaków.
- Hodowla koni to hobby miejscowych - mówi Niziuk. - Ja mam dwa. Jestem z nich dumny.
W Lubelskim Związku Hodowców Koni od października 2003 r. wydano 46 tys. 550 paszportów dla koni, w tym także klaczy i ogierów rasowych (ta liczba niedokładnie odzwierciedla liczbę koni w województwie, bo wiele z nich padło lub zostało sprzedanych, a statystyki tego nie ujmują). Te ostatnie żyją głównie w szkółkach jeździeckich i gospodarstwach agroturystycznych.
- Są, niestety, tylko dla turystów - żalą się Małgosia, Patrycja i Iza, uczennice Szkoły Podstawowej w Radcznicy, miłośniczki "wójtowego Rudego”. - A przecież wszystkie dzieci chcą się z końmi przyjaźnić. Gdybyśmy nie mogły odwiedzać "Rudego”, to byłoby nam naprawdę bardzo przykro.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!