czwartek, 24 sierpnia 2017 r.

Zamość

Kto komu buty szyje w Zamościu


„Sposób użytkowania takiego obuwia jest powszechnie znany, a Zamość nie jest chatą za wsią lecz miastem z kulturalnymi mieszkańcami” – tak rzeczoznawca Polskiej Izby Przemysłu Skórzanego zbył reklamację mieszkanki Zamościa.

– Takie traktowanie jest niedopuszczalne. Licencjonowany rzeczoznawca w oficjalnym dokumencie stwierdza, że konsumentowi brak kultury. Pierwszy raz coś takiego widzę – oburza się Artur Kondrat, rzecznik praw konsumenta w Zamościu.
Olga Domina, studentka, kupiła w sklepie na Starówce buty na lato. – Kosztowały 220 złotych, więc myślałam, że będą solidne. Ale po trzech tygodniach rozleciała się wewnętrzna papierowa wkładka i nie dało się w nich chodzić – opowiada. Poszła z reklamacją do sklepu. I tu spotkała ją pierwsza przykra niespodzianka.
– Właściciel powiedział, że nie przyjmie butów do reklamacji. Twierdził, że są zabłocone, jakbym gdzieś po wsi w nich chodziła. Studiuję w Warszawie, gdzie akurat błota nie ma za wiele, ale, za radą sprzedawcy, buty umyłam – opowiada pani Olga.
Jak się okazało, zrobiła to na swoje nieszczęście, bo po potraktowaniu butów wilgotną gąbką, zmieniły kolor ze srebrnego na srebrno-różowy. To właśnie było powodem odrzucenia reklamacji przez Józefa Ziętka, rzeczoznawcę PIPS.
Pani Olga skierowała do niego drugie pismo, w którym wyjaśniała, że buty kazał jej umyć właściciel sklepu, a do obuwia nie była dołączona instrukcja użytkowania. I właśnie wtedy rzeczoznawca zarzucił jej brak kultury.
Okazuje się, że Józef Ziętek jest znany w PIPS z ciętego języka. – Co kilka lat trzeba go przywołać do porządku i wtedy przez jakiś czas jest spokój. Ale później znowu puszczają mu nerwy – potwierdza Aneta Smus, przedstawicielka PIPS. Tym razem Ziętek dostał upomnienie i wkrótce stanie przed komisją kwalifikacyjną, która zweryfikuje jego kompetencje. Jednak na razie, nie żałuje swojego postępku.
– Mój ojciec był szewcem z Radomia, mój dziadek też. Ja sam pracuję w zawodzie prawie 50 lat, więc znam się na tym, co robię – mówi Ziętek. – Jeżeli konsument nie rozumie fachowych terminów, którymi uzasadniam decyzję, oznacza to, że trzeba mu wytłumaczyć innym językiem. Ale nigdy nie stosuję określeń obraźliwych – zarzeka się rzeczoznawca.
Do winy nie poczuwa się też właściciel sklepu, przez którego reklamacja została odrzucona. – Jakieś minimum kultury każdego obowiązuje. Nie wyślę przecież do reklamacji butów oblepionych błotem, a sam też nie będę ich czyścił – mówi Cezary Derkacz, właściciel sklepu obuwniczego przy ulicy Grodzkiej w Zamościu, gdzie pani Olga kupiła feralne buty.
Reklamacji nie uznano, więc klientka zaniosła buty do szewca. Mogłaby jednak oddać sprawę do sądu. – I wygrałaby ją w cuglach, bo mamy tu do czynienia z ewidentnym naruszeniem praw konsumenta – uważa Artur Kondrat.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!