środa, 23 sierpnia 2017 r.

Zamość

Kto ma zapłacić za przetransportowanie chorej dziewczynki spod Krasnobrodu do szpitala: lekarz rodzinny czy pogotowie?

Dodano: 1 września 2003, 18:03
Autor: Zofia Sawecka

Karetka pogotowia z Krasnobrodu nie zabrała do szpitala pięcioletniej dziewczynki z Trzepiecin. Matkę wraz ze skarżącym się na bóle brzucha i wysoką temperaturę dzieckiem odesłano do lekarza rodzinnego. Po kilku godzinach lekarz z karetki zdecydował się przetransportować małą do szpitala, bo miała skierowanie na oddział chirurgii dziecięcej.

Uznał jednak, że lekarz rodzinny jest niepoważny, bo nie wystawił zlecenia na transport. W karcie wyjazdu napisał: "Doktor robi sobie jaja”. Dlaczego tak uważa? - Lekarze rodzinni dostają pieniądze na każdego pacjenta, w tym także na transport, na który nie wystawiają jednak zleceń. Wyręczają się pogotowiem, a pieniądze biorą do kieszeni - powiedział Dziennikowi.
Dodał, że pogotowie ma największe problemy w rejonie Bondyrza, gdzie pracuje lekarz zatrudniony przez Przychodnię Lekarza Rodzinnego w Suchowoli. - Kiedyś z pogotowiem współpracowało się cudownie, teraz jest wojna - twierdzi Eugeniusz Węcławik, lekarz rodzinny z Suchowoli. - Tu chodzi o pieniądze, o te 200 zł za transport. Ode mnie do Zamościa jest 16 km, a kiedyś wystawili mi rachunek na 100 km.
Jego zdaniem, skoro opisywany przypadek z Trzepiecin był na tyle poważny, że karetka zabrała w końcu dziecko, to zlecenie na transport nie było potrzebne. - Pogotowie po to właśnie dostaje ponad 2 tys. zł dobowo na karetkę, żeby do takich przypadków jeździło - uważa dr Węcławik.
Dyrektor Samodzielnej Publicznej Stacji Pogotowia Ratunkowego i Transportu Sanitarnego w Zamościu nie chce oceniać postępowania lekarzy, bo sam lekarzem nie jest. - Jeździ ich tu siedemdziesięciu. Do tej pory nie mieliśmy żadnych spraw sądowych - chwali się Ryszard Szeląg.
Nie ukrywa jednak, że skargi się zdarzają. Jak przebiega współpraca z lekarzami rodzinnymi? - Cały czas jest pytanie, kto pojedzie: my czy lekarz rodzinny? Chodzi oczywiście o pieniądze, ale to nie do pisania - zaznacza.
Pogotowie powinno jeździć do przypadków, w których istnieją obawy bezpośredniego zagrożenia życia, ale zdaniem dyrektora Szeląga nie może być tak, że ludzie będą się bali zadzwonić po karetkę.
W tej wojnie o pieniądze pacjent schodzi na dalszy plan. Matka chorej dziewczynki powiedziała nam, że w szpitalu dziecku wykonano tylko badanie moczu i morfologię. - Na chirurgii wykluczyli wyrostek i na weekend wypisali dziecko do domu. Miałam się z nią zgłosić ponownie po niedzieli na badanie USG. W poniedziałek rano dziecko miało już 40,6 stopni Celsjusza i dostało drgawek. Wezwałam karetkę. Lekarz bez słowa zabrał córkę do szpitala na oddział dziecięcy. Dopiero tu zrobiono jej wszystkie badania. Okazało się, że to ostre zapalenie nerek - powiedziała nam prosząca o niepodawanie nazwiska matka małej pacjentki.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!