wtorek, 17 października 2017 r.

Zamość

Miles Lerman nie żyje

  Edytuj ten wpis
Dodano: 23 stycznia 2008, 18:48

Wieczorem w miniony wtorek w Filadelfii zmarł Miles Lerman. Urodził się w 1920 roku w Tomaszowie Lubelskim.

Był jednym z najbardziej zasłużonych dla upamiętnienia zbrodni Holocaustu ludzi na świecie. Całe życie podkreślał swe polskie korzenie, nieustawał w dialogu żydowsko-polskim. Aktywnie zabiegał o dokumentowanie żydowskiego dziedzictwa w Polsce w jego wszelkich przejawach: tych tragicznych związanych z II wojną, jak też lat świetności żydowskiej.

Miles (Szmul) Lerman urodził się w zamożnej rodzinie związanej z Tomaszowem Lubelskim, która od XVII wieku posiadała w okolicy kilka młynów, w tym jeden położony o dwa kilometry od przyszłego obuzu zagłady w Bełżcu.

Życie rodziny Lermanów zmieniło się po bitwie tomaszowskiej, w której Armia "Kraków” nie zdołała utrzymać miasta i wpadło ono w ręce niemieckie. Wtedy okupant skonfiskował cały niemal majątek Lermanów i rodzina podjęła decyzję o wyjeździe na Wschód, przedostając się do zajętego przez Rosjan Lwowa. Kiedy do miasta wkroczyli Niemcy, Lerman trafił do obozu pracy, w którym przebywał dwa lata. Zbiegł z kilkoma innymi więźniami i trafił do partyzantki. Był to oddział złożony głównie z Żydów.

- Naszym zadaniem było wprowadzanie zamętu, dezorganizowanie Niemcom życia, m.in. wysadzanie torów kolejowych. Oczywiście także przeżycie samemu - powiedział kiedyś Lerman dziennikowi "Philadelphia Inquirer”. Jak wspominał, w swej naiwności myślał, że wschodnie tereny Polski wrócą do niej po wojnie. Dlatego Armię Czerwoną witał, jak wyzwolicieli. Szybko jednak zorientował się, "co jest grane” i przedostał się do Lublina. Okazało się jednak, że większość jego rodziny została wymordowana w Bełżcu.

Po powrocie Lerman poznał pochodzącą ze Starachowic, ocalałą z obozu, Krystynę Laks i wziął z nią ślub. Pod wpływem wydarzeń znanych m.in. z kart książki Jana Tomasza Grossa "Strach”, w tym pogromu lubelskiego, postanowił opuścić Polskę. W 1947 roku, poprzez obóz tzw. dipisów (od angielskiego: Displaced Persons, osób usuniętych z miejsc osiedlenia), dotarli do Nowego Jorku. W Stanach pracował najpierw w hurtowni artykułów spożywczych na Brooklynie, potem prowadził fermę kurzą, by wreszcie zjąć się biznesem paliwowym. W Vineland w stanie New Jersey założył firmę zajmująca się dystrybucją benzyny i oleju napędowego. Szybko odniósł sukces.

Zamożność dzielił z aktywnością w organizacjach upamiętniających Holocaust. Stanął na czele grupy inicjatorów stworzenia w Waszyngtonie Muzeum Holocaustu, która z takim projektem zgłosiła się do prezydenta Jimmy Cartera u schyłku jego kadencji. Ten odpowiadając na apal, powołał US Holocaust Memorial Council (Amerykańska Radę d/s Holocaustu) powołując Lermana na jej przewodniczącego (podobnie jak kolejni prezydenci do 2000 roku, kiedy przeszedł na emeryturę).

Zwieńczeniem jej działalności było otwarcie w kwietniu 1993 roku w Waszyngtonie - Muzeum Holocaustu. Miles Lerman kierował zbiórką środków na ten cel wśród społeczności żydowskiej na całym świecie, gromadząc ponad 400 mln dolarów. Zyskał powszechny podziw i szacunek.

Dzięki wieloletniej przyjaźni z prof. Janem Karskim, Miles Lerman pozostawał blisko zorientowany w sytuacji w Polsce i przemianach demokratycznych, jakie w niej zachodziły. Wraz z wyłonieniem się rządu Tadeusza Mazowieckiego, pozostawał w kontakcie z władzami III RP. Uczestniczył w rożnych przedsięwzięciach dialogowych i hsitorycznych. Ukoronowaniem ich było otwarcie w 2004 roku Muzeum Martyrologii w Bełżcu, na terenie byłego obozu zagłady, w rodzinnych stronach Lermana. Projekt zamierzenia dyskutował m.in. z papieżem Janem Pawłem II.

Odszedł człowiek prawdziwego dialogu i najlepszej woli w budowaniu rzetelnych, opartych na prawdzie i zrozumieniu stosunków polsko-żydowskich. Nie ma ich już wielu w jego pokoleniu. Pamięć Miles Lerman powinna zostać w Polsce uczczona czymś więcej niż nekrologiem. Może ulicą jego imienia w Tomaszowie Lubelskim? Obywatelem tego miasta czuł się do końca. Nosił przy sobie wzruszający dowód tej identyfikacji w postaci... polskiego znaczka pocztowego upamiętniającego rocznicę bitwy o Tomaszów.

Burmistrz Tomaszowa Ryszard Sobczuk jest ideą zainteresowany. - Postać Milesa Lermana jest niewątpliwie wybitna ze względu na to, co zrobił dla dokumentowania historii, prawdy o Holocauście, a także pracy na rzecz jak najlepszego ułożenia relacji polsko-żydowskich. Jest szczególnie miłe i wzruszające, że zawsze pamiętał, skąd się wywodziła jego rodzina, a nasze miasto uważał za swoją małą ojczyznę. Zastanowimy się, co da się najlepszego zrobić, aby pamięć Milesa Lermana była z nami zawsze w Tomaszowie - mówi burmistrz Sobczuk.

Jak się dowiadujemy, na ręce rodziny władze Tomaszowa Lubelskiego kierują kondolencje i wyrazy solidarności w bólu po odejściu Milesa Lermana. Spocznie on w czwartek na żydowskim Cmentarzu Przymierza w miejscowości Norma, pamiętającej początki żydowskiego osadnictwa w Stanie New Jersey.

Waldemar Piasecki, Nowy Jork

  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!