piątek, 9 grudnia 2016 r.

Zamość

Na Zamojszczyźnie trwa wrześniowy interwencyjny skup zboża. Rolnicy stoją w kilometrowych kolejkach nie tylko w Werbkowicach

Dodano: 3 września 2002, 16:53

Skup zboża wciąż jest dla rolników istną drogą przez mękę. Koczują tygodniami przed elewatorami. Denerwują się i złorzeczą na firmy skupujące. Tymczasem, jak się nam udało ustalić, w równie niewdzięcznej roli znalazły się przedsiębiorstwa skupujące zboże.

Najwięcej pszenicy mają zamiar skupić na Zamojszczyźnie Zakłady Zbożowo-Młynarskie "Elwerb” w Werbkowicach. Chodzi o 10 tys. ton objętych dopłatami Agencji Rynku Rolnego oraz 5 tys. ton finansowanych ze środków własnych. Tymczasem już na kilka dni przed wrześniowym wznowieniem skupu na drodze wiodącej do elewatora w Werbkowicach ustawił się pokaźny ogonek ciągników z przyczepami i samochodów ciężarowych wypełnionych ziarnem.

Oczekiwanie na skup

W poniedziałek wszyscy w napięciu czekali na otwarcie bramy i wpuszczenie pierwszych pojazdów na teren zakładu. Jednak nie jest to takie proste. W połowie sierpnia firma zakończyła skup, ale wielu rolników - nie mając możliwości sprzedaży - odjechało z przysłowiowym kwitkiem. Tym właśnie rolnikom "Elwerb” wydał numerki upoważniające do sprzedaży we wrześniu w pierwszej kolejności. Komitet kolejkowy domagał się tymczasem, by odbierano zboże tylko od rolników ustawionych w kolejce. - Od czwartku stoję w kolejce - żalił się jeden z rolników. - A prezes wydał koleżkom karteczki, żeby mogli sprzedać zboże poza kolejką. Z czym my idziemy do Unii Europejskiej? - On, że skup za karteczkami, a my, żeby z kolejki, bo to sprawiedliwe - wyłuszcza sedno sporu jeden z dostawców.

Napięta atmosfera

Ktoś wezwał policję. Skończyło się na tym, że prezes podjął salomonową decyzję: na przemian załatwiany jest jeden ciągnik z kolejki i jeden z "numerkiem”. - Ludzie muszą dowiedzieć się prawdy - mówi Tadeusz Malesa, prezes "Elwerbu”. - W sierpniu jeden komitet kolejkowy wymusił na mnie karteczki, teraz drugi domaga się żeby ich nie honorować.
Prezes rozumie desperację rolników. Wszyscy wiedzą, że skup tysiąca ton zboża potrwa trzy dni. Nawet nie wszyscy rolnicy z kolejki będą mieli odebrane zboże. Następne tysiąc ton zboża elewator w Werbkowicach zacznie skupować dopiero od 28 października.

Dlaczego nie wcześniej?

- Decyduje ekonomia - wyjaśnia prezes. - Spółka jest prywatna. Płaci odsetki od zaciągniętego kredytu. Jeśli wcześniej kupuję, więcej zapłacę odsetek. A nie są to małe pieniądze. Pszenicy tej nie mogę wziąć do przemiału przed końcem października.
Według prezesa, wszystkiemu winien zły system skupu. Kiedyś była progresja w oprocentowaniu kredytów preferencyjnych. Skupując zboże we wcześniejszych miesiącach płaciło się niższe odsetki. Teraz oprocentowanie jest stałe i wynosi 7 proc. Podmiot skupujący robi to na własny koszt i ryzyko. - Jeśli nie sprzedam zboża do końca maja, kredyt preferencyjny automatycznie zamieniany jest na komercyjny. A to oznacza, że firma "popłynie”. Płacę po 440 zł za tonę, a prognozy mówią, że w listopadzie cena na rynku ukształtuje się na poziomie 380 zł. My zajmujemy się produkcją mąki, a jest ona opłacalna dopiero przy cenie 400 zł.

Pokrzywdzeni plantatorzy

Prezes wskazuje na inny problem. Ma podpisane umowy kontraktacyjne z rolnikami. - Mam ich stos, a komitet kolejkowy nie pozwala mi obsłużyć plantatorów. To wszystko sprawia, że rolnicy i podmiot skupowy stają się wrogami. A przecież powinniśmy być partnerami.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24

CENEO