czwartek, 14 grudnia 2017 r.

Zamość

Bobry i wydry to chronione i miłe zwierzaki. Nie wszyscy darzą je jednak sympatią. Są utrapieniem m.in. zwierzynieckich urzędników i właścicieli stawów hodowlanych w regionie.

– Te miłe stworzenia wyrządzają ogromne szkody – denerwuje się Kazimierz Grabowski, były dyrektor Gospodarstwa Rybackiego w Topornicy. – Wydr jest mnóstwo, a każda z nich może zjeść nawet do 3 kg karpi dziennie. Bobry niszczą groble i drzewostan.
W latach 60. i 70. bobrom na Zamojszczyźnie groziło wyginięcie. W 1979 r. zostały ponownie zasiedlone w Roztoczańskim Parku Narodowym. Przywieziono je z północno-wschodniej Polski i wpuszczono do Wieprza. Po kilkunastu latach musiano je stamtąd usunąć, bo ich rozległe nory zagrażały bezpieczeństwu zabytkowego kościółka „na wodzie”. Bobry jednak wróciły. – Teraz mamy prawdziwą inwazję – powiedział
nam Jan Skiba, burmistrz Zwierzyńca. – Tylko w ubiegłym roku musieliśmy wokół stawu wyciąć kilkadziesiąt drzew podgryzionych przez bobry. Były to stare lipy, wierzby i modrzewie. Znów boimy się o bezpieczeństwo kościółka.
Zwierzyniecki magistrat od kilku miesięcy stara się o pozwolenie na ponowny odłów bobrów ze stawu. Na razie bezskutecznie. – Pisaliśmy w tej sprawie do ministra środowiska – mówi burmistrz. – Nasz wniosek trafił też do wojewody. Nadal czekamy na odpowiedź.
Właściciele stawów hodowlanych nie przyglądają się bezczynnie szkodom wyrządzanym przez bobry i wydry. Budują wokół zbiorników barykady i skomplikowane zasieki. Stawiają płoty, wbijają głęboko w ziemię rzędy pali, sadzą kolczaste krzewy i stawiają najeżone na sztorc badyle. – To niewiele pomaga – mówi Grabowski. – Bobry i wydry zawsze znajdą wyrwę, wydłubią dziurę, czy zrobią sobie jakiś tunel. Trudniej się z nimi walczy niż z kłusownikami.
W Gospodarstwie Rybackim w Topornicy bobry kilka lat temu przerwały groblę na jednym ze stawów. Wydry natomiast zajadają się rybami. – Kilka tygodni temu bobry podziurawiły tzw. doprowadzalnik wody do naszego stawu w Tarnawatce – złości się Bogusław Kurek, pracownik Gospodarstwa Rybackiego w Topornicy. – Zalało łąki dziesiątkom rolników. Te nawodne gryzonie ryją już chyba wszędzie. Natomiast wydr mamy tak dużo, że żerują nawet w dzień, latem i zimą. Zupełnie nie wiadomo co z nimi robić. Naszych stawów nie możemy ogrodzić, bo byłby to ogromny koszt.

Wydra dla Holendra


W naszym województwie żyje ok. 1,6 tys. bobrów. Aby przeciwdziałać wyrządzanym przez nie szkodom, na pniach drzew i na groblach zakłada się specjalne siatki. Przeciw wydrom skuteczne są pastuchy elektryczne stawiane wokół zbiorników wodnych. Poszkodowani mogą także starać się w Ministerstwie Ochrony Środowiska o odstrzał części zwierząt. – To byłoby jednak działanie skuteczne tylko na krótką metę – mówi Krzysztof Czochra, pracownik Wydziału Ochrony Środowiska Urzędu Wojewódzkiego w Lublinie. – Odbudowa populacji bobrów i wydr była ogromnym sukcesem przyrodników. Nawodne ssaki świadczą o czystości naszego środowiska naturalnego. Bobry regulują przepływ wody w rzekach, co ma także niebagatelne znaczenie. Co ciekawe, naszymi wydrami interesują się Holendrzy.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!