wtorek, 12 grudnia 2017 r.

Zamość

Oddajcie mi moje dzieci!

  Edytuj ten wpis
Dodano: 26 stycznia 2009, 18:54
Autor: Piotr Stasiuk

Jakiś czas temu Anna Makuch straciła męża. Jej świat w jednej chwili się zawalił. Myślała, że gorzej już nie może być. Niedługo potem straciła swoje dzieci…

- Po śmierci męża zapadłam na silną depresję. Miałam myśli samobójcze. Zostałam wysłana do szpitala w Radecznicy i spędziłam tam trzy tygodnie - opowiada Anna Makuch. Po powrocie doznała kolejnego szoku. - Podczas pobytu w placówce, bez mojej wiedzy, dzieci zostały zabrane i umieszczone w Niepublicznym Zespole Placówek Opiekuńczo-Wychowawczych w Tuligłowach.

Kamil (11 lat), Natalia (10), Krystian (8), Mateusz (6), Patrycja (3) oraz najmłodszy, 7-miesięczny Norbert przebywają tam od kilku miesięcy.

- Władze gminy nie pozwalają na ich powrót, a ja nie wyobrażam sobie życia bez nich - tłumaczy kobieta.

Twierdzi, że dzieci chciałyby wrócić do domu, a ona nawet nie potrafi im wytłumaczyć, dlaczego nie mogą.

- Nie zostałam pozbawiona praw rodzicielskich, nie dostałam żadnych dokumentów - mówi.

Wkrótce po pobycie w szpitalu pani Anna poznała mężczyznę, z którym chce się związać.

- Zamierzamy się pobrać i ułożyć sobie jakoś życie - zapewnia jej partner Grzegorz Skubis. Wylicza, co udało im się już zrobić: Kupiliśmy parę rzeczy, np. lodówkę, czy duży siedmioosobowy samochód, żeby wozić dzieci.

Oboje twierdza, że to sąsiedzi i gminni urzędnicy rzucają im kłody pod nogi. - Jak chciałam zameldować Grzegorza u siebie, powiedzieli mi, że to nie moje mieszkanie, tylko moich dzieci - twierdzi pani Anna.

Wspiera ich jeden z biłgorajskich nauczycieli (nazwisko do wiadomości redakcji). - Bardzo nam pomógł. Przywoził rzeczy do mieszkania, artykuły spożywcze, ciuchy i zabawki dla dzieci - opowiada kobieta.

- Bo odebranie dzieci wisiało w powietrzu od dawna, ze względu na ciężkie warunki materialne - mówi nam pedagog. Zapewnia, że pani Anna była dobrą matką, choć czasem rzeczywiście bywała bezradna. - To jednak nie powód, by odbierać komuś dzieci, nawet tym najbiedniejszym. Łukowa to najbogatsza gmina w powiecie biłgorajskim. Powinni byli pomóc - uważa nauczyciel.

Szefowa Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Łukowej nie chciała z nami o tej sprawie rozmawiać i odesłała po wyjaśnienia do wójta. Ten twierdzi, że gmina pomogła Annie Makuch na ile mogła, np. przyznając i urządzając mieszkanie.

- Większości ludzi tutaj leży na sercu dobro tej rodziny. Jednak obserwując sytuację, uznaliśmy, że matka nie będzie w stanie zapewnić dzieciom bezpieczeństwa (stąd wniosek o ich odebranie - red.) - tłumaczy wójt Stanisław Kozyra.

Podkreśla jednak, że ostateczna decyzja o losie sześciorga rodzeństwa nie należy do gminnych urzędników. - Teraz sprawą zajmuje się Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie i Sąd Rodzinny. Jeżeli te instytucje zdecydują, że dzieci mają wrócić do matki, to wrócą - zapewnia wójt.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
Użytkownik niezarejestrowany
Użytkownik niezarejestrowany
Użytkownik niezarejestrowany
(33) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Gość
Gość (27 listopada 2017 o 11:44) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
mogli byscie mi podać do niej nuner na tan link ***s://m.facebook.com/krystian.maku
Rozwiń
Gość
Gość (27 listopada 2017 o 11:14) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Mogli byscie mi dac do niej numer
Rozwiń
Gość
Gość (6 marca 2017 o 21:47) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Mogli byscie dac mi doniej numer tel
Rozwiń
Gość
Gość (6 marca 2017 o 21:46) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Mogli bysci
Rozwiń
WERONIKA
WERONIKA (24 lutego 2010 o 23:06) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Dobrze znam tą rodzinę i wiem że ona nie interesuje się tamtymi dzieciakami.Po śmierci męża bardzo szybko znalazła sobie innego mężczyznę z którym po szybkim czasie zaszła w ciąże.Miała bardzo dużą pomoc np. Opieka Społeczna postawiła jej dom.Nie wywiązywała się dobrze ze swoich macierzyńskich obowiązków,gdyż dzieci były zaniedbane i głodzone.Dzieci które są w domu dziecka nie chcą wracać do mamy i jej kochanka.
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (33)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!