poniedziałek, 23 października 2017 r.

Zamość

Parafianie nie obronili swojego proboszcza

  Edytuj ten wpis
Dodano: 14 czerwca 2002, 21:41

Dzięki niemu coraz więcej ludzi przystępowało do spowiedzi, a biedne dzieci nie chodziły głodne – mówią o swoim proboszczu wierni z Lubyczy Królewskiej (pow. Tomaszów Lubelski), którzy usiłowali nie dopuścić do jego przeniesienia

Kilkudziesięciu parafian z Lubyczy wczoraj znowu próbowało zmienić decyzję Kurii Diecezjalnej w Zamościu, która postanowiła przenieść ich proboszcza do innej parafii. Nie pomogły prośby, łzy i plany zablokowania wyjazdu z kurii.

Wiadomość, że proboszcz z Lubyczy w najbliższą niedzielę obejmie parafię w Chodywańcach dotarła do parafian we wtorek po południu. Natychmiast zorganizowali akcję zbierania podpisów. W środę rano około 40 osób zaopatrzonych w 500 podpisów pojawiło się przed kurią w Zamościu. Ustępującemu kanclerzowi zanieśli, wraz z podpisami, prośbę mieszkańców o pozostawienie proboszcza w parafii. Wczoraj około 50-osobowa grupa, wraz z Romualdem Parafiniukiem, zastępcą wójta gminy Lubycza, przybyła do Zamościa na spotkanie z biskupem.
– Postanowiliśmy, że nie wypuścimy naszego proboszcza z parafii. Będziemy walczyć do końca – mówiła wczoraj rano Wiesława Putkowska z Rudy Żurawieckiej.
Biskup Jan Śrutwa spotkał się najpierw z kilkuosobową delegacją parafian. Z Lubyczy wezwano na miejsce proboszcza.
– Biskup powiedział, że zapyta go, czy chce zostać w naszej parafii. Jeśli taka będzie wola proboszcza zostanie z nami – poinformował parafian, zebranych przed drzwiami kancelarii biskupiej, wójt Parafiniuk. Przedłużało się nerwowe oczekiwanie. Padały propozycje zablokowania wyjazdu z kurii. – Jeśli zapadły już decyzje, to wiadomo, że nie powie teraz swoim zwierzchnikom, iż chciałby zostać – przypuszczali wierni.
Około godz. 14 przyjechał proboszcz i wraz w wójtem udał się prosto do biskupa.
– Nie poznałam go dzisiaj. Zniknął dobrze znany uśmiech – mówi Halina Głąb, mieszkanka Lubyczy. – Widzieliście jaki był przerażony i smutny? Jak tu wchodził, to podobno powiedział, żebyśmy już mu więcej nie szkodzili – wtórowały jej inne głosy.
Po około 20 minutach ksiądz i biskup wyszli do ludzi. Biskup Jan Śrutwa zapytał proboszcza, czy chce przenieść się do nowej parafii. – Już jestem proboszczem w Chodywańcach. Taka była wola biskupa, Ducha Świętego i ja się jej podporządkowuję – odpowiedział.
Zebrani nie chcieli się z tym pogodzić. Niektórzy płakali i prosili biskupa o pozostawienie proboszcza. Ten poprosił parafian, by całe zdarzenie zakończyć modlitwą. A proboszcz poinformował, że trzeba sprawę załagodzić.
Parafianie jeszcze przez kilkadziesiąt minut zostali w kurii. – Nasz proboszcz był najpierw człowiekiem, a potem dopiero księdzem. Płacił za obiady dla dzieci z biednych rodzin. Przychodził do szkoły i pytał, dla ilu uczniów potrzebne jest dożywianie. Z każdym człowiekiem potrafił rozmawiać. Tak samo traktował ludzi bogatych, biednych czy pijaków – opowiada Bronisława Bundyra, mieszkanka Zatyla.
– Jego autorytet sprawiał, że ludzie masowo zaczęli angażować się w sprawy kościoła. Jak nikt zjednywał sobie młodzież – dodaje Halina Głąb z Lubyczy.
Wierni ostatecznie postanowili, że nie będą już ustawiać strażników przy bramie plebanii. – Teraz widać, że sprawa była z góry przesądzona. Robiliśmy co było w naszej mocy. Może gdybyśmy wcześniej dowiedzieli się, że przeniosą proboszcza, udałoby się nam go zatrzymać? – zastanawia się Bronisława Żeleźna.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!