sobota, 19 sierpnia 2017 r.

Zamość

Piekarzowi w nocy wlano

Dodano: 15 czerwca 2005, 22:32
Autor: Bogdan Nowak

Tłukł mnie i kopał bez opamiętania – skarży się 19-latek, który parę dni temu trafił do hrubieszowskiego szpitala. Kto miał go pobić? Syn właściciela piekarni, w której zawodu uczy się poszkodowany. – Żadnego pobicia u nas nie było – ripostuje przedsiębiorca.


Radosław Gorszkowski mieszka z rodziną w podhrubieszowskim Moroczynie, a pracuje w Zakładzie Przetwórstwa Mięsnego i Piekarniczego w Dziekanowie. W nocy z soboty na niedzielę miał dyżur w piekarni. – Przed godz. 5 wpadł na halę syn naszego szefa – opowiada chłopak. – Był agresywny. Zaczął krzyczeć na piekarzy, że słabo pracują, że nic nie potrafią. Wdałem się z nim w dyskusję. Wtedy zaczął mi ubliżać, uderzył w ramię, przewrócił, a potem zaczął mnie kopać i bić po głowie. Pastwił się nade mną. Krzyczałem, ale żaden z piekarzy nie pomógł.
Poturbowany młodzieniec pozbierał się jakoś po tym zajściu, umył i wyszedł z zakładu. – Syn wrócił do domu ok. godz. 6 – mówi matka poszkodowanego, Celina Gorszkowska. – Wyglądał okropnie. Miał zawroty głowy i wymiotował. Nie mogłam nawiązać z nim kontaktu. Byłam przerażona. W końcu powiedział co się stało. Zawiadomiliśmy policję i pojechaliśmy do szpitala. Syn jest na obserwacji. Nadal czuje się źle. To chłopak wrażliwy. Cierpiał na zaburzenia emocjonalne. Boję się, że mogą one teraz powrócić.
– Odbyły się już pierwsze przesłuchania. Zbadamy wszystkie okoliczności tego zdarzenia – powiedziała nam post. Krystyna Popek, rzecznik prasowy Komendy Powiatowej Policji w Hrubieszowie.
Józef Wojczuk, właściciel zakładu w Dziekanowie, zapewnia, że już przeprowadził w tej sprawie prywatne śledztwo. – Rozmawiałem z synem i piekarzami, którzy pracowali w nocy z soboty na niedzielę – mówi. – Żaden nie potwierdził wersji Radka. Zarzuty są wyssane z palca. Pobicia w zakładzie nie było. Od dawna miałem zastrzeżenia do pracy tego chłopaka. On się tego domyślił. Wykombinował więc pobicie, aby wyciągnąć odszkodowanie.
Chcieliśmy zapytać 22-letniego syna przedsiębiorcy o jego wersję wydarzeń, ale okazało się to niemożliwe. – Syn wyjechał za granicę, bo miał sprawę do załatwienia – poinformował nas jego ojciec. – Wróci w najbliższych dniach.
Co na to matka poszkodowanego? – Piekarze boją się o pracę, więc siedzą cicho – denerwuje się Gorszkowska. – My tego jednak nie darujemy. Sprawa znajdzie finał w sądzie.
Radosław Gorszkowski nadal przebywa w szpitalu. Mówi, że do pracy w piekarni nie wróci. •
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!