środa, 23 sierpnia 2017 r.

Zamość

Płacą za naiwność

Dodano: 28 maja 2007, 16:29
Autor: Anna Szewc

Dokładnie 13,5 tys. złotych kosztowała 84-letniego mieszkańca Huty Komarów
(gm. Komarów Osada) wizyta eleganckiego pana "ze skarbówki”.

Gość okazał się zwykłym naciągaczem, a staruszek stracił wszystkie swoje oszczędności.

- Dzień dobry. Jestem pracownikiem urzędu skarbowego i mam dla pana dobrą wiadomość - zaczął rozmowę elegancko ubrany mężczyzna w wieku około 50 lat. Staruszek wpuścił gościa do mieszkania. O nic go nie pytał, nie żądał żadnych zaświadczeń. Posłusznie się wylegitymował i z zapartym tchem słuchał, że zostanie mu wypłacone wysokie odszkodowanie. Urzędnik postawił jednak warunek. - Zanim dostanie pan pieniądze, należy wpłacić tysiąc złotych - wyjaśnił nieznajomy.
Starszy pan szybko sięgnął do portfela. Wysupłał połowę żądanej kwoty. Nie miał problemu ze znalezieniem reszty. - Swoje oszczędności chował w domowej skrytce. Miał tam zgromadzone 13 tys. zł. Wyjął je, odliczył, ile należało i oddał "urzędnikowi” - opowiada komisarz Joanna Kopeć, oficer prasowy zamojskiej policji.
Wypełnili razem jakieś kwitki i pożegnali się. Na swoją należność gospodarz miał jakiś czas zaczekać. Dopiero sporo po wyjściu gościa zdał sobie sprawę, że razem z nim przepadła reszta jego pieniędzy. Wtedy o oszustwie powiadomił policję.
Wiadomo, że mężczyzna porusza się samochodem. Jest wysoki (około 185 centymetrów wzrostu), ma okrągłą twarz o ciemnej karnacji. Był ubrany w jasnoniebieską koszulę i szare spodnie.
Czy uda się go odnaleźć? Raczej mało prawdopodobne. Do dziś nie ma śladu po grupie oszustów, którzy na Zamojszczyźnie grasowali w marcu. Nabrali wtedy 3 starsze panie, od których wyciągnęli od 200 do 800 złotych. Podawali się za hydraulików, przedstawicieli firm ubezpieczeniowych, obiecywali nagrody.
Dlaczego są bezkarni? - Mają dobre rozpoznanie w terenie. Wiedzą, kogo wybrać sobie na ofiarę, no a najważniejsze, że szybko się przemieszczają. Z reguły nie wracają w to samo miejsce - wyłuszcza Kopeć. I po raz kolejny apeluje o rozwagę. Przed podobnymi przypadkami można się uchronić. - Po pierwsze, nie wpuszczajmy nieznajomych do mieszkań. A jeśli już, to poprośmy ich o jakiś dokument. Najlepiej jednak zaproponować, by gość przyszedł za godzinę. W tym czasie skontaktujmy się z instytucją, na którą się powołuję, a w razie wątpliwości z policją - radzi Joanna Kopeć.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!