środa, 18 października 2017 r.

Zamość

Policjant z Zamościa zepsuty do szpiku kości

  Edytuj ten wpis
Dodano: 1 lipca 2013, 19:05

Policjant z Zamościa sfingował stłuczki i wyłudził odszkodowania. Częstował kolegów narkotykami. Sam
Policjant z Zamościa sfingował stłuczki i wyłudził odszkodowania. Częstował kolegów narkotykami. Sam

Sfingował stłuczki i wyłudził odszkodowania. Częstował kolegów narkotykami. Sam też ćpał
na służbie. To tylko część zarzutów, jakie prokurator postawił byłemu już policjantowi.

Do zamojskiego sądu wpłynął właśnie akt oskarżenia. Obejmuje w sumie dziwięć osób. Głównym oskarżonym jest jednak 37-letni Michał W., były sierżant z Komendy Miejskiej Policji w Zamościu. Służył przez 11 lat. W październiku 2011 roku został zatrzymany przez policjantów z Biura Spraw Wewnętrznych KGP.

– Główny zarzut dotyczy 36 wyłudzeń odszkodowań, jakich dokonał w latach 2009–2011 – mówi Romuald Sitarz, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Zamościu. – Łączna kwota wyłudzeń to blisko 120 tys. zł.
Michał W. przyznał się do fikcyjnych stłuczek. Policjant umawiał się z "klientami” i niszczył ich samochody własnymi autami. Jeden z tych pojazdów został zabezpieczony przez śledczych.

Lipne stłuczki to nie jedyny zarzut pod adresem policjanta. Prokuratura oskarża go również o posiadanie narkotyków. Chodzi o marihuanę i amfetaminę. Policjant miał częstować narkotykami swoich kolegów. Sam też miał je zażywać, wskutek czego nie był w stanie pełnić służby.

Śledczy oskarżają 37-latka również o to, że próbował nakłonić innego policjanta do przyjęcia 200 zł łapówki. W zamian mundurowy miał nie naliczać zatrzymanemu kierowcy punktów karnych.

Wraz z Michałem W. zatrzymano jego kolegę z zamojskiej komendy. Starszy sierżant Dariusz M. jest teraz oskarżony o przestępstwa związane z braniem narkotyków i złamaniem dyscypliny służbowej.

Wśród pozostałych oskarżonych jest m.in. żona Michała W. – Postawiono jej zarzuty związane z wyłudzaniem odszkodowań od firm ubezpieczeniowych – dodaje prokurator Sitarz.

Pozostali oskarżeni mieli m.in. uczestniczyć w kolizjach i poświadczać nieprawdę.

Michałowi W. grozi do ośmiu lat więzienia. Mężczyzna od października do grudnia 2011 roku przebywał w areszcie. Wyszedł po wpłaceniu 40 tys. zł kaucji.

Stłuczki w Zamościu

W tzw. aferze stłuczkowej śledczy z Zamościa oskarżyli blisko 50 osób o sfingowanie kolizji i wyłudzanie odszkodowań. Według prokuratury, doszło do kilkudziesięciu takich przypadków. Nielegalny biznes rozkręcał się od 1999 do 2003 roku.

Pozorując stłuczki, wyłudzano od kilku do nawet 40 tys. zł. Większość sprawców skazano na kary więzienia w zawieszeniu. Sąd zobowiązał ich również do zwrotu wyłudzonych pieniędzy.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
KWIDZYN
jon
Gość
(13) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

KWIDZYN
KWIDZYN (4 lipca 2013 o 12:43) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

Przyjedźcie do KWIDZYNA tu tak samo na służbie POLICJANCI chodzą na HAJU i na SPIDZCIE  ; ) W kwidzynie mamy NAGRANIA na policje, ale nie ma kto się tym zająć 

Rozwiń
jon
jon (3 lipca 2013 o 15:18) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

Możesz sobie komentować na swój diabelski sposób, drwić z katolików, księży, takimi komentarzami dajesz świadectwo o sobie. To właśnie tacy jak ty, prości, niewykształceni patriotycznie i poglądowo ludzie, karmieni bełkotem i jadem przez antypolskie media szkodzą  naszemu krajowi. Gdzie twoja kultura, co za brukowy język! Jeśli ci się w Polsce nie podoba - bo Kaczyński ci wadzi, albo kościół - wolna droga, masz tyle krajów do wyboru. No i jeszcze co? Smoleńsk ci ością w gardle. A gdyby tam w tym samolocie siedziała twoja matka, też nie chciałbyś, żeby była godnie pochowana, nie chciałbyś wiedzieć, dlaczego musiała zginąć? Albo gdyby w jakichkolwiek okolicznościach w wypadku drogowym zginęła, a ktoś taki jak ty obrzucał ją błotem po śmierci i twoją rodzinę, to nie byłoby ci przykro?  Niestety, tylko takich jak ty stać na popieranie partii działającej na szkodę moralności.

Kolego,to jest pajac i czerwony konfident,szkoda z nim dyskutować.

Rozwiń
Gość
Gość (3 lipca 2013 o 14:34) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

Wataha Tuska, to przynajmniej udaje że coś robi, a Kaczyński po objęciu "stołka" by założył na swój pusty łeb hełm, wsiadł do ROSOMAKA i ruszył na Putina.

Nie stac nas na tego starego kretyna, co by "kijem w mrowisku tylko dłubał" i rozdrapywał stare rany.

Jedyna Opcja to zagłosować na Ruch Palikota, zeby nie wybierać pomiedzy "mniejszym, a wiekszym złem".

P.S: Do fanatyków Kaczyńskiego i hejterów, wszystkiego dookoła (bo wy macie tylko jednego Pana, JAROSŁAWA - patrz. wszystkie nagrania jak cała partia klaszcze niczym w korea północna, a spróbuj powiedzieć nie :) - to jest dyktator który gdyby został 'premierem/prezydentem" by zapuścił hitlerowski wąsik i krzyczał POLSKA DLA POLAKUF.
Czytaj ciemnego motłochu i stada emerytów ktorzy co niedziele w kosciele przy "podawaniu opłatka" ksiąd na ucho szepta:
"Dostaniesz dwa jak zagłosujesz na PiS, a Bóg Ci wybaczy najgorsze grzechy, TYLKO GŁOSUJ NA JARKA".

ODDAWAJCIE GŁOSY NA PiS,  a 2 linia metra stanie na kolejne 25 lat bo przecież przez najbliższe 4 lata bedzie TVPSmoleńsk.

Możesz sobie komentować na swój diabelski sposób, drwić z katolików, księży, takimi komentarzami dajesz świadectwo o sobie. To właśnie tacy jak ty, prości, niewykształceni patriotycznie i poglądowo ludzie, karmieni bełkotem i jadem przez antypolskie media szkodzą  naszemu krajowi. Gdzie twoja kultura, co za brukowy język! Jeśli ci się w Polsce nie podoba - bo Kaczyński ci wadzi, albo kościół - wolna droga, masz tyle krajów do wyboru. No i jeszcze co? Smoleńsk ci ością w gardle. A gdyby tam w tym samolocie siedziała twoja matka, też nie chciałbyś, żeby była godnie pochowana, nie chciałbyś wiedzieć, dlaczego musiała zginąć? Albo gdyby w jakichkolwiek okolicznościach w wypadku drogowym zginęła, a ktoś taki jak ty obrzucał ją błotem po śmierci i twoją rodzinę, to nie byłoby ci przykro?  Niestety, tylko takich jak ty stać na popieranie partii działającej na szkodę moralności.

Rozwiń
schaboszczak
schaboszczak (3 lipca 2013 o 14:20) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

Wataha Tuska, to przynajmniej udaje że coś robi, a Kaczyński po objęciu "stołka" by założył na swój pusty łeb hełm, wsiadł do ROSOMAKA i ruszył na Putina.

Nie stac nas na tego starego kretyna, co by "kijem w mrowisku tylko dłubał" i rozdrapywał stare rany.

Jedyna Opcja to zagłosować na Ruch Palikota, zeby nie wybierać pomiedzy "mniejszym, a wiekszym złem".

P.S: Do fanatyków Kaczyńskiego i hejterów, wszystkiego dookoła (bo wy macie tylko jednego Pana, JAROSŁAWA - patrz. wszystkie nagrania jak cała partia klaszcze niczym w korea północna, a spróbuj powiedzieć nie :) - to jest dyktator który gdyby został 'premierem/prezydentem" by zapuścił hitlerowski wąsik i krzyczał POLSKA DLA POLAKUF.
Czytaj ciemnego motłochu i stada emerytów ktorzy co niedziele w kosciele przy "podawaniu opłatka" ksiąd na ucho szepta:
"Dostaniesz dwa jak zagłosujesz na PiS, a Bóg Ci wybaczy najgorsze grzechy, TYLKO GŁOSUJ NA JARKA".

ODDAWAJCIE GŁOSY NA PiS,  a 2 linia metra stanie na kolejne 25 lat bo przecież przez najbliższe 4 lata bedzie TVPSmoleńsk.

Ty byś wszystkim jaja lizał i w du.pę właził bez wazeliny,ty czerwona cioto !!!  i sovietom i szwabom,ogarnij się BUCU !!!

Rozwiń
gość
gość (3 lipca 2013 o 11:36) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

Relacja z wkroczenia Rosjan do Polski 17. września 1939:

"Nu, skończyła się wasza zasrana Polska!"

Staliśmy z ojcem przy kinie i widzieliśmy całe zdarzenie bardzo dobrze. Sowieckie wojsko prezentowało się bardzo kiepsko. Żołnierze wyglądali na obdartusów, byli spoceni, zakurzeni i brudni. Ubrani w długie szynele, w czarnych owijaczach, z karabinami na sznurkach. Śmierdziało od nich z daleka.

Dla pana Juliana Jamroza 17 września 1939 r. to data ważniejsza nawet niż 1 września. To wtedy, gdy zobaczył na ulicach swego miasteczka Międzyrzecza Koreckiego entuzjastycznie witanych przez Żydów i Ukraińców „krasnoarmiejców” , zawalił się jego dziecięcy świat. Legła w gruzy jego szczęśliwa arkadia, w której się urodził i dorastał. Jego ojciec krawiec był legionistą i prezesem „Strzelca” nie tylko w samym Międzyrzeczu, ale w całym powiecie rówieńskim. Jego wujek do 1935 r. był w Międzyrzeczu komendantem posterunku policji. Następnie awansował do komendy powiatowej w Równem. Zginął w Miednoje.

- Mój ojciec urodził się w Dynowie w ówczesnym województwie lwowskim - mówi Julian Jamróz - Do Międzyrzecza przyjechał na zaproszenie siostry i tu już pozostał. Ożenił się z moja matką, której rodzina osiadła na Wołyniu po Powstaniu Listopadowym. Powodziło nam się nieźle. Ojciec miał zakład krawiecki i gospodarstwo rolne o powierzchni 20 hektarów po dziadku ze strony matki. W skład gospodarstwa wchodziły budynki, a także sad, ogród i kawałek lasu. Ojciec miał też trzy stojące obok siebie domy. W najstarszym mieszkaliśmy my. W drugim mieszkała ciocia, czyli siostra mamy, a ten trzeci był jeszcze niewykończony. Do wojny zdążyliśmy się do niego przeprowadzić. Był to już nowoczesny budynek. Ten, w którym ja się wychowałem miał ciężkie, masywne drzwi, takie same klamki. Trudno było je otworzyć. Nowy dom miał drzwi, które otwierało się z łatwością. W starym mieszkało się jednak wygodnie. Miał on piwniczki do przechowywania różnych wiktuałów i zapasów na zimę. Żyliśmy dostatnio. Niczego nam nie brakowało.
Nie było żadnych kłótni
Jedynym zgrzytem, który zakłócił szczęśliwe dzieciństwo pana Juliana była niespodziewana śmierć matki. Ojciec szybko jeszcze raz się ożenił i z macochą miał jeszcze dwoje dzieci.

Choć pan Julian był przed wojną dzieckiem, to jednak bardzo dobrze zapamiętał swe rodzinne miasteczko.

- Było ładnie położone na wzgórzu nad stawem - mówi – Liczyło 5 tys. mieszkańców, w tym 3,5 tys. Żydów, którzy nadawali mu ton. Polaków żyło w Międzyrzeczu tuż przed wojna około ośmiuset. Resztę stanowili Ukraińcy zamieszkujący przedmieście zwane Nowym Miastem, a także przedstawiciele innych narodowości. Wśród nich było kilku Niemców, trochę Czechów, a na tzw. Kolonii mieszkali Holendrzy, prowadzący gospodarstwa rolne. Hodowali kozy i gęsi, kupowane od nich przez Żydów. Wszystkie narodowości żyły z sobą w zgodzie, nie było między nimi żadnych kłótni, spięć czy animozji. W urzędach wszystkie funkcje pełnili przedstawiciele wszystkich narodowości, wszyscy utożsamiali się z państwem polskim. Pamiętam, że pomnik Piłsudskiego, który stał koło Urzędu Gminy zaprojektował miejscowy Żyd. Zapłacił za to najwyższą cenę. Sowieci rozstrzelali go w 1939 r., a jego dzieło wysadzili w powietrze...Wszystkie narodowości miały swoje świątynie. Polacy chodzili do kościoła, Ukraińcy do cerkwi, a Żydzi do synagog. Ci ostatni mieli ich cztery. Dwie murowane i dwie drewniane. Murowane pochodziły z XVIII w. Obie zostały ufundowane przez hrabiów Steckich. Jedna z nich była bardzo duża i ładna. Pamiętam, że z chłopakami przyglądałem się zawsze bogobojnym Żydom, idącym na nabożeństwa. Do wnętrza synagogi nas, jako chrześcijan, nie wpuszczano. Mogliśmy do niej ukradkiem zajrzeć tylko od strony wejścia dla kobiet. Żydzi dominowali w miasteczku. Prowadzili w nim ponad pięćdziesiąt sklepów, kilka restauracji i herbaciarni. Tak wtedy określano lokale, które dziś nazywamy kawiarniami. Mieli też dwa hoteliki. Jak pamiętam, najwięcej ludzi pracowało w majątku hrabiego Steckiego, liczącego 10 tys. hektarów. W miasteczku były też dwa młyny i 8 wiatraków. Działała rzeźnia, cegielnia, funkcjonował szpital. Gmina uruchomiła też kino i bibliotekę, do której przyjeżdżał teatr z Równego. Opamiętam, że w chwilach dla miasteczka ważnych, wszystkie narodowości występowały razem. Gdy w 1938 r. zmarła np. matka hrabiego Józefa Steckiego, to na jej pogrzeb poszli wszyscy. Nie tylko Polacy, ale także Ukraińcy i Żydzi. Steccy byli dobroczyńcami dla wszystkich. W szpitalu położną była żona, czyli „matuszka” prawosławnego księdza Teodora Szumskiego. Ona przyjmowała mnie na świat. Gdy spotykałem ją na ulicy, zawsze pięknie się jej kłaniałem. Wszyscy w miasteczku ją znali i otaczali szacunkiem...

Drewniane karabiny

Wybuch wojny 1 września 1939 r. Julian Jamróz zapamiętał doskonale. W domu mówiło się o niej wcześniej. Jego ojciec był często wzywany na ćwiczenia KOP-u w Niewirkowie, którego oddziałem dowodził mjr Kryński. Wiedział więc, co się święci. Pełnił też funkcję powiatowego komendanta „Strzelca” i zajmował się patriotyczno- obronnym wychowaniem młodzieży.

- W całym powiecie organizacja dowodzona przez ojca miała trzy plutony- mówi Julian Jamróz - W Międzyrzeczu „Strzelec” miał świetlicę. Do szkolenia strzeleckiego były w niej schowane trzy karabiny typu „Lubella”, jednostrzałowe bardzo długie, jakaś dubeltówka i flower. Do ćwiczeń, a także musztry i parad chłopcy należący do „Strzelca” używali karabinków drewnianych, które wykonał mój stryj Kazimierz Jamróz. Później, jak wkroczyli sowieci, ojca męczono, gdzie są ukryte te karabiny. Za nic nie chcieli uwierzyć, że były drewniane. Stryj wykonał je bowiem bardzo wiernie, wyposażając nawet w paski. Dla sowietów był to dowód na prawdziwość broni. Ich żołnierze nosili bowiem karabiny uwiązane na sznurkach.

Do wojska ojca pana Juliana nie zmobilizowano w chwili wybuchu wojny 1 września 1939 r. był w domu. Ten dzień jego syn zapamiętał doskonale.

Rabin na czele

- Rodzice mieli radio na baterie ze słuchawkami i od rana przez nasz dom przewalały się tłumy ludzi, spragnionych wiadomości - wspomina Julian Jamróz – By lepiej słyszeć ojciec położył słuchawki na porcelanowy talerz i nie odchodził od odbiornika. Dorośli bardzo dyskutowali, mówili coś o Anglii i Francji. Ojciec starał się wszystkich uspokajać. W miasteczku pomimo, że granica była blisko panował spokój. Żadnej agitacji probolszewickiej się nie odczuwało. Sytuacja zmieniła się nagle 17 września 1939 r., kiedy granice przekroczyły wojska sowieckie. Wśród Żydów i Ukraińców zapanował entuzjazm. Wylegli gremialnie na ulice, żeby witać nową władzę. Ukraińcy witali krasnoarmiejców na Nowym Mieście. Zbudowali dla nich bramę powitalną, przez którą ulicą Józefa Piłsudskiego, czyli głównym traktem miasteczka wkraczali na rynek. Tu witali ich Żydzi zachowujący się jak prawdziwi gospodarze. Staliśmy z ojcem przy kinie i widzieliśmy całe zdarzenie bardzo dobrze. Sowieckie wojsko prezentowało się bardzo kiepsko. Żołnierze wyglądali na obdartusów , byli spoceni, zakurzeni i brudni. Ubrani w długie szynele, w czarnych owijaczach, z karabinami na sznurkach. Śmierdziało od nich z daleka. Na ich spotkanie wyszedł cały kahał na czele z rabinem Jakubem Zasławskim. Znałem go, bo kolegowałem się z rówieśnicami Żydówkami. Dziewczynki te zaprowadziły mnie do domu rabina. Ten, jak pamiętam, poczęstował nas wtedy kozim mlekiem i dał coś do zjedzenia. Sprawiał wrażenie bardzo uprzejmego i gościnnego człowieka. Miałem mieszane uczucia, kiedy widziałem go witającego sowieckich oficerów. Dla nich kahał ustawił koło sklepu Szteremberga Chaima stoły przykryte białymi prześcieradłami, na których stały butelki z wódką, szklanki, kiełbasa i chleb. Szeregowi żołnierze mieli do dyspozycji beczki ze śledziami. Wszyscy je brali. Widać, że byli głodni. Blisko nas mieszkał Żyd, kowal Gaba Moszko, porządny człowiek, który często wołał mnie do kuźni, bym dmuchał w miechy, jak miał coś do kucia, a jego uczniowie jeszcze nie przyszli. Jak mi później opowiadał ojciec, nasza rodzina po 17 września sporo mu zawdzięczała. Bardzo często nas ostrzegał i pomagał w różny sposób. Jego zięć Berek Don, który po wojnie, jak się okazało funkcjonował w Polsce pod osławionym nazwiskiem Kazimierz Witaszewski, okazał się komunistą. Założył on czerwoną opaskę i zaczął pokazywać NKWD, które za wojskiem wjechało do miasteczka, kogo aresztować. Najpierw zaprowadził jego funkcjonariuszy na posterunek policji, gdzie aresztowali pełniącego służbę policjanta Aleksandra Zawadzkiego. Był on pierwszym zatrzymanym w miasteczku polskim urzędnikiem. Jak okazało się niedawno, zamordowano go w Bykowni pod Kijowem. Gdy podpici oficerowie Czerwonej Armii gościli się na rynku, Berek Don podszedł do grupki Polaków stojących na rynku, którzy nie mogli uwierzyć w to, co się stało i z szyderstwem powiedział – „Nu, skończyła się wasza zasrana Polsza”.

Żydzi w miasteczku szybko mogli się przekonać, że w „zasranej Polszy” żyło im się lepiej. Władze sowieckie błyskawicznie zaczęły zaprowadzać w Międzyrzeczu swoje porządki. Handel został upaństwowiony, właściciele sklepów stali się ich kierownikami. W miasteczku zaczęły się pierwsze aresztowania. Dziewięciu największych „wrogów ludu”, w tym właśnie Żyda, który wykonał pomnik Piłsudskiego i ukrywającego dowódcę KOP z Niewirkowa mjr Kryńskiego, na miejscu rozstrzelano. Jakiś „życzliwy” go zadenuncjował

Areszt domowy

- Mojego ojca NKWD zostawiło w spokoju - mówi Julian Jamróz - Oczywiście nie tak do końca. Berek Don nałożył na niego areszt domowy. Nie wolno mu było wychodzić poza obejście. Po nici, guziki, czy materiały ojciec mnie z karteczką wysyłał do znajomych Żydów. Pracy miał bowiem bardzo dużo. Zaczął obszywać całą nową władzę. W tym enkawudzistów i ich rodziny. Najprawdopodobniej dlatego ojca nie aresztowano, był po prostu potrzebny. Ojciec, gdy wykonywał zamówienia dla przedstawicieli nowej władzy, nie mógł wyjść z podziwu, jakie to były dziady. Zdarzało się, że mieli tylko jedną koszulę. Nawet kobiety nie miały wystarczającej ilości bielizny. Częstym gościem w naszym domu był, jak zapamiętałem, lejtnant Nowikow, komendant NKWD. Ojciec obszywał go oczywiście za darmo i przy okazji zawsze spijał. Gdy Nowikow się pojawiał, ojciec natychmiast wysyłał mnie po wódkę do restauracji. Zamykali się w pokoju i długo rozmawiali.

Wizyty różnych gości w domu Jamrozów sprawiły, że ukradkiem zaczęli bywać w nim ściągający do miasteczka byli polscy żołnierze , którym udało się uniknąć niemieckiej i sowieckiej niewoli.

- Głównie to byli żołnierze KOP-u, Samodzielnej Grupy Operacyjnej gen. Franciszka Kleeberga- wspomina Julian Jamróz - Pamiętam takiego Brzezińskiego, ucznia krawieckiego mojego ojca. Miał całe ręce poparzone. Był cekaemistą i w momencie ataków sowietów strzelał do nich tak zapamiętale, że w ferworze walki zapomniał, że karabin maszynowy rozgrzał się prawie do czerwoności i gdy trzeba było zamienić stanowisko strzeleckie, chwycił karabin za lufę gołymi rękami i poparzył dłonie. Pamiętam, że jak przyjechał do Międzyrzecza, to miał całe ręce zabandażowane. Utkwiło mi to w pamięci, bo ten Brzeziński od razu przyszedł do ojca, by opowiedzieć mu o swoich bojach. Z ogromnym przejęciem mówił, jak ciągłą serią ścinał idących ławą sowietów. Takie opowiadania działały na naszą wyobraźnię. Działały kojąco na serce. W Międzyrzeczu sowieci panoszyli się bowiem coraz bardziej. Jako chłopak słuchałem takich opowieści z zapartym tchem.

Ojciec pana Juliana żył w tym domowym areszcie aż do wkroczenia do Międzyrzecza wojsk niemieckich. Stale obawiał się, że nas wywiozą. Konsul Gaba Moszko wielokrotnie ostrzegał ojca, że jego zięć kłóci się z lejtnantem Nowikowem, żeby wpisać nas na listę do wywózki.

- Sam słyszałem, jak przez płot mówił do mego ojca - panie Jamróz przygotujcie się do wyjazdu, bo ten drań (tak mówił o swoim zięciu) was wywiezie - wspomina pan Julian – Chce Pana wysłać do łagru na Syberię, a żonę z dziećmi do Kazachstanu. Niemalże prosił ojca, żeby poszył nam ciepłe ubranka i walonki, bo inaczej poginiemy na mrozie. Ostatecznie jednak nas nie deportowano, choć podobno byliśmy na listach osób mających pojechać na białe niedźwiedzie 26 czerwca 1941 r. Najprawdopodobniej jednak przed wywózką uratował nas lejtnant Nowikow.

Marek Koprowski

wiecej: 

http://www.kresy.pl/kresopedia,historia,ii-wojna-swiatowa?zobacz%2Fnu-skonczyla-sie-wasza-zasrana-polska

Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (13)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!