sobota, 18 listopada 2017 r.

Zamość

Przejechał Europę traktorem

  Edytuj ten wpis
Dodano: 20 listopada 2008, 17:15

Spełniło się marzenie życia. Szczęśliwy i zadowolony wrócił małym traktorem z przyczepką do domu. Liczącą ponad 5 tysięcy kilometrów trasę ze szwajcarskiego Wattenwill do podzamojskiej Wólki Panieńskiej i z powrotem 69-letni Hans Schneider pokonał w dwa miesiące.

- W powrotnej drodze złapał tylko kapcia w przyczepce, ale miał zapasowe koło i szybko ruszył w dalszą podróż, bo zaczęło robić się zimno - opowiada Bożena Mlonek z Wólki Panieńskiej k. Zamościa, która przez kilka dni gościła z rodziną znajomego Szwajcara.

Prowiant zapakował do małej przyczepki. Trafiły tam również naczynia, kuchenka gazowa, ciepłe ubrania na zmianę, środki czystości, małe radio na baterie słoneczne z korbką. Zapalił fajkę, bez której nigdzie się nie rusza, uściskał żonę, po czym odpalił silnik swojego 50-letniego traktora i rankiem 9 września wyruszył ze swojego rodzinnego Wattenwill k. Berna w podróż do Polski, a ściślej do Wólki Panieńskiej.

Jechał przez Niemcy, gdzie odwiedził rodzinę siostry i siostrzenicy oraz kolegę, z którym dawno się nie widział. Z przekraczaniem granic nie miał najmniejszego problemu. - Kilka lat temu to było nie do pomyślenia - powiedział nam Hans Schneider.

Przed wyjazdem zawiesił na kabinie dwie flagi: szwajcarską i kantonu Bern. Poruszał się z maksymalną prędkością 20 km na godzinę, a traktor spalał przez godzinę jazdy - jak wynika ze skrupulatnych notatek - 1,7 litra ropy.

Dziennie pokonywał 50-150 km. Na autostradę nie mógł wjechać, dlatego poruszał się drogami krajowymi i wojewódzkimi. - Jak słoneczko chowało się za horyzont, zjeżdżałem na pole albo parkowałem na bocznej drodze - opowiadał nam Szwajcar. - Nie bałem się nocować w przyczepce, która była moim hotelem.

W Polsce nie spotkałem się z nieżyczliwością.

O świcie, po śniadaniu, wyruszał w dalszą podróż. Po przejechaniu Niemiec pojawił się na przejściu granicznym w Kostrzynie nad Odrą. Stamtąd przez Konin ruszył na Warszawę. - Pilotowałem go samochodem przez centrum stolicy - wspomina Jarosław Szewczyk, który zna się ze Schneiderem od kilkunastu lat.

- Przejechaliśmy Aleje Jerozolimskie, most Poniatowskiego, rondo de Gaulle'a i dotarliśmy na Saską Kępę.

Jadąc traktorem, mógł podziwiać zmieniający się krajobraz, kontemplować wschody i zachody słońca. Miał czas na rozmowy z napotkanymi ludźmi, choć w naszym kraju najczęściej porozumiewali się na migi. Na tyle jednak skutecznie, że pod Puławami dostał od kogoś siatkę z jajkami, jabłkami i orzechami. Zrewanżował się piwem i czekoladą.

W powrotną drogę wyruszył miesiąc temu. Przez Rzeszów i Kraków dotarł do polsko-słowackiej granicy, a stamtąd przez Słowację i Austrię do domu. - Jest bardzo szczęśliwy. Ogląda zdjęcia z podróży i opowiada rodzinie i znajomym o podróży życia - usłyszeliśmy od Bożeny Mlonek.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
ja
(1) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

ja
ja (21 listopada 2008 o 05:13) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
super wycieczka.Kilkanaście lat temu gościu przyjechał traktorem na Mazury.
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (1)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!