niedziela, 17 grudnia 2017 r.

Zamość

Przez dach włamali się do galerii i obrobili jubilera. Jest akt oskarżenia

  Edytuj ten wpis
Dodano: 23 września 2014, 06:30

Misterny plan, brawurowe wykonanie i kompletna porażka. Tak zakończyło się włamanie do salonu jubilerskiego w Zamościu. Trzej złodzieje czekają na proces.

Zamojska Prokuratura Rejonowa skierowała już akt oskarżenia przeciwko włamywaczom. Proces rozpocznie się w październiku. Na ławie oskarżonych zasiądą 28-letni Tadeusz S. z Bytomia oraz jego dwaj kompani z Gdańska, 27-letni Krystian P. i 36-letni Damian B. Cała trójka była już wielokrotnie karana za kradzieże.

W styczniu tego roku grupa wzięła na cel salon jubilerski w zamojskiej galerii Twierdza. Panowie przyjechali kilka dni przed akcją. Dokładnie sprawdzali galerię i systemy bezpieczeństwa. Obserwowali pracę ochroniarzy. Włamanie zaplanowali na 23 stycznia. Liczyli, że wyjątkowo mroźna noc zniechęci ochroniarzy do regularnych patroli.

Nad ranem złodzieje zaparkowali swojego peugeota w pobliżu galerii. Krystian P. został przy samochodzie. Jego koledzy w kominiarkach weszli na dach budynku. Nożycami wycięli dwa otwory. Przez jeden z nich opuścili do środka świecę dymną, która miała "oślepić” kamery. Przez drugą dziurę zrzucili sznurową drabinkę. Tadeusz S. zszedł po niej do sklepu. Tłukł szyby w gablotach i zbierał palety z biżuterią. Nie zauważył, że skaleczył się w palec, zostawiając na miejscu ślady krwi.

Akcję przerwał alarm przeciwpożarowy, który wywołała odpalona świeca dymna. Na miejscu pojawił się ochroniarz, ale złodziej zdążył wrócić po drabinie na dach. Po chwili cała trójka odjechała w kierunku Skierbieszowa.

Zawiadomieni o sprawie policjanci natychmiast rozpoczęli poszukiwania włamywaczy. W Krasnymstawie patrol drogówki zatrzymał podejrzanego peugeota. Kiedy policjant kazał kierowcy wyłączyć silnik, ten nagle odjechał. Policjanci ruszyli w pościg. W Fajsławicach złodzieje rozbili auto i dalej uciekali pieszo. Najmłodszy z włamywaczy wpadł jako pierwszy. Ukrywał się pod niewielkim świerkiem. Chwilę później policjanci zatrzymali jego kompanów.

Złodziejom nie przyszło do głowy, że po zamknięciu sklepu najcenniejsza biżuteria chowana jest do sejfu. W gablotach lądują atrapy. Dopiero podczas ucieczki panowie zorientowali się, że ich łup wart jest grosze. Wyrzucili worek z gablotami, ale policjanci szybko go znaleźli.

Śledczy sprawdzili ślady krwi pozostawione w sklepie. Pasowały do profilu DNA jednego z oskarżonych. Ustalono również, że dziury w dachu wykonano nożycami, które mundurowi znaleźli w bagażniku peugeota. Z akt sprawy wynika, że wartość skradzionych "klejnotów” to niespełna 8 tys. zł. Szkody spowodowane przez włamywaczy wyceniono na ponad dwa razy wyższą kwotę. Gdyby w gablotach była autentyczna biżuteria, właściciel salonu straciłby ponad 140 tys. zł. Z całej trójki tylko Tadeusz B. przyznał się do winy.

Włamywaczom grozi do 10 lat więzienia.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o: policja Zamość sąd
egalportf
Zbig
(2) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

egalportf
egalportf (23 września 2014 o 12:07) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

Jaka pomysłowość, widać że im bardzo zależało.

Rozwiń
Zbig
Zbig (23 września 2014 o 08:04) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Wiejski "Gang Olsena" ?
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (2)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!