środa, 18 października 2017 r.

Zamość

Schronisko zamknięte... "z powodu pomuwień”

  Edytuj ten wpis
Dodano: 12 grudnia 2008, 18:41

Fundacja miała pomagać potrzebującym, tymczasem podopieczni podnoszą, że byli okradani i zastraszani. Gdy powiadomili policję, szef ze swoją rodziną zwinął manatki i tyle go widzieli.

Prowadzona przez Mirosława Liczbańskiego i jego żonę Fundacja "Ocalenie” działa od trzech lat w podhrubieszowskich Peresołowicach. Zajmują budynek byłej podstawówki, za który miesięcznie płacą gminie 200 złotych. Do wczoraj mieszkało tam 14 osób z Lubelszczyzny i Wraszawy.

W jednym stali domku

- To znaczy my na parterze, państwo Liczbańscy zajmowali piętro jak prominenci, choć wcześniej byli takimi samymi bezdomnymi, jak my - mówi Ewa Kłosiewicz.
Podopieczni nie zostawiają na swoich szefach suchej nitki. - Handlowali darowiznami: żywnością, środkami czystości, kocami i ręcznikami - twierdzi Mieczysław Klemanow.

Nie każdy mógł tam trafić. - Starali się przyjmować tylko rencistów lub emerytów, od których co miesiąc pobierali od 300 do 700 zł. Jeżeli ktoś poszedł na zewnątrz do pracy, zabierali mu bez pokwitowania połowę zarobku - podnosi Krzysztof Franczuk.
Nie dzielili się żywnością. - Dwie miednice wędlin zaniosłem na górę, same frykasy: boczek, szynka, polędwica, żeberka, to nic nam z tego nie dali. Dopiero jak zaczynała psuć się pasztetowa albo salceson, znosili na dół - opowiada Jan Grabowski.

Zarzutów jest więcej. - Dałem im do przechowania 600 zł. Nie oddali ani grosza. Rodzina przywiozła mi jedzenie, to zabrali do siebie. Później raz wydali mi jak psu kawałek kiełbasy - skarży się Kazimierz Okoniewski.

Dlaczego godzili się na takie traktowanie? - Bo jak ktoś się sprzeciwił, od razu go wyrzucali - mówi pani Ewa.

Koniec schroniska

W końcu powiadomili policję. - Wtedy zaczęli wywozić wszystko z piętra - opowiada Klemanow. - Zabrali nawet butlę gazową. W lodówce zostało kilka kawałków salcesonu i pasztetowa. Na koniec zaplombowali wszystko i odjechali. Gdyby wójt nam nie pomógł, zostalibyśmy bez światła, wody i ogrzewania.

W czwartek na śniadanie jedli pasztetową. Na obiad była ogórkowa, która została ze środy. Na kolację został salceson i trochę kiełbasy.

Gospodarz gminy Werbkowice jest zażenowany postępowaniem szefa fundacji, który faksem powiadomił go w środę o przeniesieniu jej siedziby i zamknięciu schroniska "z powodu oszczerstw i pomuwień ze strony podopiecznych i mieszkańców wsi Peresołowice” (pisownia oryginalna). - U nas na dole też wywiesił podobną kartkę - mówią bezdomni. - Zachowuje się jak Bóg i car w jednym. Sam jest założycielem, sam jest likwidatorem.

Gospodarzowi gminy też się to nie podoba. - Powinien najpierw zabezpieczyć miejsce swoim podopiecznym, protokolarnie przekazać obiekt i jako kapitan ostatni zejść z okrętu - mówi Lech Bojko.

Bezdomni nie zostaną sami

Mieszkańcy wioski nic nie mają do bezdomnych, ale ich szef wyraźnie im podpadł. - Bo traktował swoich podopiecznych gorzej niż zwierzęta - mówi mężczyzna, którego wczoraj spotkaliśmy w sklepie. - Gdy raz pojawił się tu bezdomny, wyprowadził go za fraki. Na drugi dzień ten starszy człowiek już nie mieszkał w szkole. - A przyszedł tylko po to, aby trochę porozmawiać - wtrąca ekspedientka, która widziała całe zajście.

Wczoraj w świetlicy wiejskiej władze gminy spotkały się z bezdomnymi i mieszkańcami Peresołowic. - Postaramy się znaleźć tym ludziom miejsce w innych ośrodkach, m.in. w Hrubieszowie, Zamościu i Puławach - mówi wójt Bojko. - Panie z Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej właśnie zbierają zapisy. Nie wyślemy ich na autobus, bo przecież nie mają pieniędzy, tylko podeślemy samochód służbowy. Nie myśmy zgotowali im taki los.

Po uzyskaniu pozytywnych ekspertyz w byłej szkole powstaną mieszkania socjalne.
Bezdomni próbują odnaleźć się w nowej sytuacji. - Szkoda, bo myśleliśmy, że uda się nam tu zostać, ale z tego, co wiemy, umowa dzierżawy budynku upływa za dwa miesiące i najprawdopodobniej nie zostałaby przedłużona - powiedział nam wczoraj Mieczysław Klemanow. - Mieliśmy plany. Jakoś byśmy się tu utrzymali. Kilku kolegów już odjechało. Naprawdę szkoda.

Gdzie jest szef fundacji?

Śledczy prowadzą postępowanie w kierunku przywłaszczenia mienia i działania na szkodę fundacji.

- Na razie nikomu nie postawiliśmy zarzutu - zastrzega Artur Kubik, szef Prokuratury Rejonowej w Hrubieszowie. - Trzeba będzie przesłuchać wielu świadków, w tym byłych podopiecznych, którzy teraz rozsiani są po całym kraju.
Trzeba też będzie dotrzeć do szefa fundacji, który przebywa najprawdopodobniej w okolicach Poznania, ale podopieczni mówią, że w czwartek widziany był w Werbkowicach.

Mirosław Liczbański nie ma sobie nic do zarzucenia. - Schronisko zostanie przeniesione - mówi.

Ale nie powiedział gdzie. Zapewnia za to, że rozliczy się z gminą.
• Gdzie pan teraz przebywa?
- Bardzo daleko.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
valkiria
kati
alania
(9) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

valkiria
valkiria (19 grudnia 2013 o 14:59) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

Hmh... Akurat "Pani Ewy" nie jest mi ani trochę żal... Może i nie powinnam tak pisać ale ona nie zasługuje na nic... Ktoś kto okrada i porzuca swoją rodzinę, swoje dzieci i lezie puszczać się na prawo i lewo a potem mówi jak jej źle i nie dobrze nie zasługuję na nic więcej i niech cieszy że jej ją tam wogóle chcieli. Jakoś zostawianie dwójki małych dzieci i starszej córki z ojcem alkoholikem jakoś jej nie przeszkadzało... To że córka musiała przejąć obowiązki w domu tak samo było jej na rękę...
To że najmłodszą córkę w wieku ok 8 lat od ku*ew, sz*at i dziw*k wyzywała też było fantastyczne...
Może to i wylewanie swoich żali publicznie ale sądzę, że tak zakłamanej, wyrachowanej i dwulicowej osobie nie można wierzyć.

Tak, tak może być dumna że cała trójka dobrze sobie radzi bez niej i żadne nie chce jej znać... 

Wybaczcie ale potrzeba wyrzucenia tego z siebie była większa.

 

Ps. Niech Pani Ewa lepiej powie jak to ona sprzedała wszystko co ukradła z domu. A potem jak przysłał "kochanym dzieciom" kartkę ze słonecznej Turcji. Dzieciom które były załamane po odejściu matki która pomimo wszystko była najukochańszą mamą na świecie nawet jak wyzywała i biła. Dzieciom które miały gdy uciekła 5, 10 i 18 lat i które gdyby nie dalsza rodzina wylądowały by w bidulu.

I tyle w temacie -.-

Rozwiń
kati
kati (14 grudnia 2008 o 17:06) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
To nie dziennikarz jest analfabeta tylko gosc ktory prowadzil fundacje i ktory chcial zlikwidowac schronisko z powodu POMOWIEN! Jest przeciez cudzyslow i dopisek "tekst zgodny z orginalem"! Przeczytajcie sobie dokladnie zamiast najezdzac na dziennikarza..ech.
Rozwiń
alania
alania (14 grudnia 2008 o 08:31) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
A cóż to za DZIENNIKARZ bez zasad ortografi .DO SZKOŁY!!!!
Rozwiń
STYX
STYX (13 grudnia 2008 o 19:30) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
A persona Okoniewski niech stuli ogon bo gdy miał dach nad głową to nie doceniał tylko chlał burak jeden !!!! Jedna zgraja pijaków !!!
Rozwiń
ojej
ojej (13 grudnia 2008 o 12:10) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
zqlbn napisał:
jak zobaczyłem ortografa w nagłówku, to stwierdziłem, że reszty nie ma sensu czytać...


to nezly z ciebie pajac. tylko pogratulowac
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (9)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!