czwartek, 17 sierpnia 2017 r.

Zamość

Stracił w wypadku nogę, a karetka jechała 40 minut

Dodano: 18 maja 2009, 19:01
Autor: ANNA SZEWC

Policjanci twierdzą, że gdyby nie oni, ranny mógł się wykrwawić na śmierć. Mężczyzna stracił nogę w wypadku, a karetka miała dojechać na miejsce dopiero po ok. 40 minutach. Szef pogotowia w Biłgoraju uważa, że to bzdury.

O wypadku, który wydarzył się w sobotnie południe w Luchowie Dolnym w pow. Biłgorajskim policja poinformowała dziś.

- 39-letni kierowca stracił panowanie nad mercedesem. Auto zjechało z drogi do rowu i uderzyło w betonowy przepust - opowiada Milena Galarda, rzeczniczka policji w Biłgoraju.

Kierowca stracił lewą nogę. Doznał też urazu głowy. Pomoc wezwał jego 26-letni pasażer, który mniej ucierpiał.

- Była godzina 12, gdy 26-latek połączył się z naszym oficerem dyżurnym. Ten najpierw zawiadomił pogotowie, a później na miejsce skierował patrol - mówi Galarda.

- Polecenie wyjazdu dostaliśmy razem z informacją, że karetka pogotowia już powinna być w drodze. Dlatego, gdy 15 minut później byliśmy na miejscu zdziwiliśmy się, że lekarza jeszcze nie ma - opowiada sierżant sztabowy Krzysztof Popko, który wspólnie z kolegą pojechał do Luchowa.

Policjanci sami zaczęli ratować rannego. W międzyczasie próbowali łączyć się z dyżurnym, prosząc o przyśpieszenie przyjazdu pogotowia.

- Obwiązaliśmy ranę bandażem, żeby powstrzymać krwawienie. Więcej nie byliśmy w stanie zrobić. Czekaliśmy na karetkę - ciągnie policjant.

Mówi, że w całym zamieszaniu nie mierzył czasu dokładnie, ale pamięta, że dochodziła już godz. 12.35, a medyków nadal nie było. - Ktoś z gapiów powiedział, że szybciej byłoby rannych dowieźć na miejsce na własną rękę - mówi Popko.

Szef biłgorajskiego pogotowia odpiera zarzuty. Twierdzi, że przedstawiona przez policję wersja wydarzeń to bzdury.

- Z naszej dokumentacji wynika, że zgłoszenie od policji dostaliśmy dokładnie o 12.07. Karetka, która była akurat u pacjenta w Łukowej ruszyła do Luchowa o 12.10. Kwadrans później byli już na miejscu - zapewnia Gabriel Raszka, kierownik d.s lecznictwa rejonowej stacji pogotowia w Biłgoraju.

Twierdzi, że wszystko jest skrupulatnie odnotowane w ich dokumentacji. Zapewnia, że o godz. 13.05 obaj ranni mężczyźni byli już w biłgorajskim szpitalu.

- Jeżeli do naszej pracy są jakiekolwiek zastrzeżenia, nie widzę przeszkód, by sprawą zajął się prokuratur. Jesteśmy gotowi wyjaśnić wszystko przed sądem - mówi lekarz.

Póki co na nic takiego się jednak nie zanosi. - Kwestia czasu dojazdu karetki nie jest przez nas w ogóle rozpatrywana - mówi Zbigniew Reszczyński, szef Prokuratury Rejonowej w Biłgoraju. - I nie wiem, czy będzie, bo ktoś musiałby najpierw z jakimś zarzutem w tej sprawie do nas wystąpić.


Czytaj więcej o:
nicek
kal
gh
(3) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

nicek
nicek (19 maja 2009 o 09:06) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
a w kurierze jest że 30 minut?
Rozwiń
kal
kal (19 maja 2009 o 08:17) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
A to Polska właśnie... Kraj Fikcji i Iluzji, gdzie 95% społeczeństwa to katolicu, a co drugi to złodziej...
Rozwiń
gh
gh (18 maja 2009 o 21:49) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
To nie był wypadek tylko głupota osobnika który nie zachował podstawowych zasad bezpieczeństwa na drodze. Wyścigi niech sobie urzedzają na torach,a nie na publicznych drogach.Całe szczęscie że nie uderzył w inny pojazd.Niech ma pretensje do siebie.
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (3)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!