poniedziałek, 21 sierpnia 2017 r.

Zamość

Strażacy, ducha nie gaście!

Autor: Bogdan Nowak

Postacie bez głowy, konie zrywające się do galopu i zjawy sunące tuż nad ziemią. Nocami słychać także tajemnicze kroki, mrożące krew w żyłach jęki, gwizdy i pohukiwania. Mieszkańcy Szczebrzeszyna są pewni, że coś u nich straszy. A najbardziej w remizie.

– Obudziły mnie kiedyś na służbie kroki w starej części strażnicy – mówi z przejęciem jeden z miejscowych strażaków. – Drzwi się same otworzyły i zaraz... zamknęły. Potem usłyszałem cichuteńki gwizd. Zrobiło się zimno, przeszedł mnie dreszcz, ale wszystko sprawdziłem. Pusto. To była pokutująca dusza – twierdzi stanowczo.
W remizie Państwowej Straży Pożarnej w Szczebrzeszynie straszy od ponad 20 lat. Jest to ponoć duch kobiety, która pewnej zimy zamarzła w miejscu, gdzie dziś stoi strażnica. Czasem słychać jej kroki i dziwne gwizdy. Strażacy zapewniają, że towarzystwo zjawy nie obniża ich wartości bojowej. – Nikt u nas duchów się nie boi i niewielu je słyszało – dziarsko tłumaczy Henryk Malinowski, zastępca dowódcy PSP. – Pracujemy normalnie.
Ponad 300 metrów od budynku straży pożarnej stoi piętrowy dom, w którym ponoć też dzieją się niezwykłe rzeczy. Budynek ma ok. 10 lat i nikt w nim nie mieszka. Miejscowi zarzekają się, że widzieli tam niejedno. – Podczas I wojny światowej w tym miejscu zastrzelono kilka osób – tłumaczy jeden z sąsiadów, 65-letni Stanisław. – Postawiono krzyż. Kiedy zaczęto budować dom, został usunięty. I wtedy się zaczęło. Coś wybijało szyby, tłukło w ściany, wyło i rozbijało dachówki. To się często powtarzało. Teraz ustało, bo właściciel postawił świętą figurę. I dusze są spokojne.
Pan Stanisław dodaje, że w swoim życiu spotkał już kilka zjaw. Jedną z nich miało widzieć nawet kilka osób. Było to w szkole w Brodach, niedaleko Szczebrzeszyna. – Moja żona pracowała tam jako dyrektorka – mówi. – Kiedy mieliśmy już iść do domu, rozpętała się burza. Razem ze znajomymi i ich dziećmi zostaliśmy w szkole. Gdy się ściemniło, ktoś zaczął mocno walić w drzwi. Wybiegłem przed szkołę, ale nikogo nie było.
Po kilkunastu minutach coś zaczęło jednak „szurać” na piętrze. Słychać było dźwięk blaszanego wiadra. Potem... krzyk. Jedno z dzieci zobaczyło zjawę. – Kobietę bez głowy – wyjaśnia pani Alicja, żona Stanisława. – Miała za to na sobie beżową spódnicę w paski i jasną bluzkę. Widziało ją kilka osób. Stała przez kilka minut, tuż przed nami. To była zmarła niedawno woźna. Zaczęliśmy się modlić. Nic. Stoi. A potem po prostu rozwiała się w powietrzu.
Czego chciała? – Kto wie – zastanawia się kobieta. – U nas często straszy.
Skąd tyle duchów? – W mieście jest wiele cmentarzy, a ludzie dbają o stare historie – mówi 82-letnia Maria Sobolewska i dodaje po chwili. – Mnóstwo tu lekkoduchów, to i duchów nie brakuje. Ludzie siedzą na bezrobociu i z nudów bajki wymyślają. Po co? Przecież Pan Bóg zakreślił strachy. Dawno żadnego u nas nie widziałam.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!