sobota, 16 grudnia 2017 r.

Zamość

Szpitalne oddziały ratunkowe w Zamościu oblegane przez pacjentów

  Edytuj ten wpis
Dodano: 11 lipca 2010, 21:53

Na kaca najlepsza ponoć praca. A może masz dreszcze i podwyższoną temperaturę? To jeszcze nie koniec świata. Wybierz się do lekarza rodzinnego albo do apteki. Oddział ratunkowy to ostateczność.

Oddział ratunkowy powinien udzielać pomocy w stanach zagrożenia zdrowia i życia. – Ale w polskim systemie ochrony zdrowia stał się miejscem pomocy dla pacjentów, którzy nie mogą dopukać się do gabinetu lekarza rodzinnego czy specjalisty, bo jest... zamknięty – mówi Andrzej Mielcarek, dyrektor Samodzielnego Publicznego Szpitala Wojewódzkiego im. Papieża Jana Pawła II w Zamościu.

Co wtedy robią? Dzwonią o każdej porze dnia i nocy po pogotowie albo sami udają się na oddział ratunkowy szpitala po szybką pomoc. – Liczba pacjentów, którzy tam trafiają, jest tak duża, że staje się to dla nas problemem – podnosi dyrektor.

I nie ma ich gdzie odesłać. To powoduje, że na niektórych oddziałach szpital jest "zatykany”. Dotyczy to przede wszystkim oddziałów wewnętrznych, m.in. nefrologii i endokrynologii, gastrologii, neurologii i kardiologii. Tam wiecznie są organizowane "dostawki”. – Jeśli pacjent zostanie odesłany z kwitkiem, może stać się najgorsze – mówi Mielcarek. – Dlatego przyjmujemy go na stan szpitala.

Obciąża to personel, który jest przemęczony. Pojawiają się inne problemy. Do szpitala trafia na przykład pacjent z chorobą płuc, ale przy al. Jana Pawła II nie ma oddziału pulmonologicznego, a inne szpitale nie chcą takiego pacjenta przyjąć z powodu braku miejsc. Na dodatek, nie wiadomo, kto ma zapłacić za leczenie. Podobnie jest ze starszymi pacjentami wymagającymi opieki długoterminowej.

Miesięczne koszty funkcjonowania oddziału ratunkowego przekraczają wartość kontraktu o blisko 60 proc. – Zgodnie z przeznaczeniem oddział ratunkowy nie powinien zastępować lekarza rodzinnego, specjalisty czy ambulatorium zabiegowego, bo do tego nie został przecież powołany – wskazuje dyrektor.

Nerwowa atmosfera udziela się pacjentom i personelowi. Nic dziwnego, że coraz częściej pojawiają się trudność ze znalezieniem chętnych do pracy. – Nasz oddział przygotowany jest do jednoczesnego przyjęcia i segregacji medycznej co najmniej czterech osób, które znajdują się w stanie nagłego zagrożenia zdrowotnego – informuje Michał Słomian, zastępca ordynatora Szpitalnego Oddziału Ratunkowego. – Gdy trafia większa liczba pacjentów, sytuacja robi się trudna.

Tak było w ub. tygodniu, gdy w przepełnionej poczekalni nie brakowało pacjentów z podwyższoną temperaturą, bólem zęba czy... kacem. W międzyczasie karetki przywoziły rannych z wypadków, pacjentów z podejrzeniem zawału serca, udarami mózgu i zatruciami...
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!