poniedziałek, 23 października 2017 r.

Zamość

Szybki biznes przy granicy

  Edytuj ten wpis
Dodano: 5 września 2005, 19:31
Autor: Bogdan Nowak

Na litrze oleju napędowego i benzyny można zarobić ponad 1,8 zł, a na paczce papierosów do 4 zł. Opłaca się też przywozić wódkę, a ostatnio wyprawki szkolne dla dzieci. Handel przygraniczny z Ukrainą kwitnie.

– Do Rawy Ruskiej czy Włodzimierza Wołyńskiego jeździ się teraz całymi rodzinami – mówi Barbara Sitek z Zamościa. – Polaków pełno na ukraińskich bazarach i w marketach. Tłoczą się pod stacjami benzynowymi i w kolejkach na granicy. Wielu z handlu się utrzymuje.
Mieszkańcy Zamojszczyzny jeżdżą za wschodnią granicę z prostego powodu – potrafią liczyć. Za litr oleju napędowego płaci się tam ok. 2,50 zł (w Polsce ok. 3,90 zł), a benzyny mniej więcej 2,60 zł (u nas 4,40 zł). Na paczkę papierosów trzeba wydać od 0,80 zł do 3,5 zł. Tania jest też wódka (np. Pszenicznaja kosztuje 4,5 zł. za pół litra). Ostatnio przywozi się także słodycze, piwo i szkolne wyprawki, m.in. sportowe markowe buty za ok. 60 zł., dresy za ok. 40 zł, kredki i farby plakatowe. – W moje audi wejdzie 70 litrów ropy i 10 litrów w kanistrze – mówi 50-letni kierowca z Hrubieszowa. – Na paliwie zarabiam za każdym razem 100 zł, a drugie tyle mam z żywności.
Janusz, 40-letni rolnik spod Zamościa, żyje z handlu i... przemytu (m.in. pirackich płyt CD). Uprawia kilka hektarów pszenicy i buraki. Ma żonę, troje dzieci i wysłużonego mercedesa, tzw. beczkę. – Rozciąłem w nim bak, przyspawałem pas blachy i teraz wleję tam 110 litrów ropy – chwali się. – Nie powiem, gdzie chowam płyty. Paliwo dostarczam okolicznym rolnikom. A jak brak na wsi odbiorców, to wiozę ropę do Zamościa. Kupiec zawsze się znajdzie.
Janusz jeździ na Ukrainę kilkanaście razy na miesiąc. Twierdzi, że zarabia od 2 do 3 tys. zł. Dlaczego tak mało?
– Wykańczają mnie łapówki dla ukraińskich celników – wścieka się. – Im zawsze coś się nie zgadza. Jedynie tzw. datek w wysokości np. 10 hrywien (ok. 7 zł) rozwiewa wątpliwości. Na drogach ściga policja. Wmawiają Polakom, że łamią przepisy. Raz na przykład zapłaciłem 30 hrywien za przejazd przez linię ciągłą, której nie było.
Polaków za wschodnią granicą nie brakuje, natomiast obcokrajowców na naszych bazarach ostatnio jak na lekarstwo. – Kiedyś to się tu od nich roiło – mówi jeden ze sprzedawców w zamojskim „Nadszańcu”. – Sprzedawali m.in. naczynia, pościel i futra. Teraz muszą mieć wizy, maglują ich na granicy. Handel im się nie opłaca. Pracują za to na czarno, gdzie się da.
Ukraińców w Zamościu nie widać, ale po wsiach sprzedają rolnikom paliwo. – Bez tych dostaw chłop na samą ropę by nie wyrobił – mówi rolnik z okolic Tyszowiec. – Pełno tych handlarzy. Paliwo przywożą prosto do garażu.
Od połowy sierpnia na Ukrainie obowiązuje ustawa, która wprowadza niższe stawki m.in. na produkty mleczne i mączne, mięso oraz owoce i warzywa. Dotychczas nie ożywiło to ruchu na przejściach granicznych, ale nasi przedsiębiorcy zacierają ręce. Być może już niebawem także Ukraińcy zaczną robić u nas wielkie zakupy.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!