sobota, 16 grudnia 2017 r.

Zamość

Z Hrubieszowa do Łucka: Pojechały dary od serca

  Edytuj ten wpis
Dodano: 20 grudnia 2011, 16:05

Do Łucka przywieźliśmy m.in. wędliny, pieczywo, śledzie i karpie, zabawki, kwiaty i słodycze. To zas
Do Łucka przywieźliśmy m.in. wędliny, pieczywo, śledzie i karpie, zabawki, kwiaty i słodycze. To zas

Tam w sklepach dostać można wszystko. Problem w tym, że mało kogo stać na duże zakupy. Na szczęście mieszkańcy Hrubieszowa, pod wodzą ks. Andrzeja Puzona zadbali, by mieszkańcy Łucka mieli w święta, co postawić na stołach.

Wędliny, pieczywo, śledzie i karpie, a nawet indyk, zabawki, kwiaty i słodycze. Takie dary przekazali hrubieszowskie firmy mieszkańcom diecezji łuckiej. W poniedziałek zawieźliśmy je na Ukrainę.

– U nas w sklepach drożyzna i nie wszystkich stać na to, by godnie spędzić święta – powiedziała nam Swietłana Falfuszyńska, która jest kucharką w siedzibie kurii biskupiej w Łucku. – Cieszymy się, że ktoś o nas pamięta, czekamy na gości z Polski i wszystkim życzymy na święta przede wszystkim dużo, dużo zdrowia.

U nas biednie

W 280-tysięcznym Łucku, gdzie mieszka około 3 tys. Polaków, nie wszystkim się dobrze powodzi. To widać na ulicach: obok jeżdżących "wypasionymi” samochodami i ubierających się w najdroższych marketach biznesmenów, żyją ludzie, którzy ledwie wiążą koniec z końcem.

– U nas niczego nie brakuje, wszystko znajdziesz w sklepie, tylko skąd na to wziąć hrywny (hrywna to ukraińska waluta – red.) – zżyma się bezrobotny Ołeh. – Niech dadzą nam pracę, a nie będziemy szukać szczęścia w Polsce albo jeszcze dalej.

Narzekają emeryci. – Na wykupienie leków ledwie mi starczy, a trzeba jeszcze opłacić czynsz i z czegoś żyć – powiedziała nam staruszka sprzedająca na ulicy pluszowe maskotki, która co miesiąc dostaje niewiele ponad 800 hrywien emerytury, czyli ok. 350 zł. – U nas biednie jest, panie, naprawdę biednie!

W łuckiej diecezji

Do 1991 roku w Łucku i okolicy nie było księży ani kościołów.

– Marzyliśmy, by mieć choć jednego biskupa na Ukrainie, o powołaniu seminarium duchownego nie było mowy. Wierni modlili się w prywatnych domach – wspominał bp Marcjan Trifimiak, ordynariusz diecezji łuckiej.

Bo w katedrze pod wezwaniem Świętych Apostołów Piotra i Pawła władza radziecka urządziła Muzeum Historii, Religii i Ateizmu... Na jesieni 1990 r. księżą otrzymali zgodę na odprawianie nabożeństw w bocznej nawie kościoła, a w następnym roku przystąpili do adaptacji "pomuzealnej” świątyni na potrzeby wiernych. Przez 20 lat wiele się zmieniło: na Ukrainie działa obecnie 7 diecezji, 3 seminaria duchowe, odradzają się też zakony. W samej diecezji łuckiej jest 33 parafii.

– Zawsze podkreślamy, że każda pomoc jest cenna, zwłaszcza że sytuacja u nas jest trudna i niestabilna – powiedział nam w poniedziałek ordynariusz diecezji łuckiej. – Ważnym czynnikiem jest pamięć o tych, którzy po wojnie zostali po tej stronie granicy. Ta pamięć jest bardzo ważna głównie dla ludzi, którzy tak dużo wycierpieli na tych terenach, a później – przez władze komunistyczne – byli spychani na margines. Pamięć, że rodacy o nas nie zapominają, motywuje do działania.

Prałat niezłomny, biskup radosny

O dary dla mieszkańców diecezji łuckiej zadbał niezawodny ks. prałat Andrzej Puzon, proboszcz parafii Matki Bożej Nieustającej Pomocy w Hrubieszowie.

– Wszystko, co dziś przywieźliśmy, to są dary serca, zebrane dzięki życzliwości i otwartości mieszkańców Hrubieszowa – mówił ks. Puzon. – Betlejem, to inaczej dom chleba, dlatego chcemy się podzielić ze wszystkimi tym chlebem. My nie rozróżniamy ludzi na wierzących i niewierzących, katolików i niekatolików. Chcemy dotrzeć z pomocą i świątecznymi życzeniami do wszystkich.

O tym samym mówił przy śniadaniu bp Trifimiak. – Mimo tego, że mieszkańcy Łucka i okolic różnymi językami mówią, to potrafią znaleźć wspólny – tłumaczył ordynariusz łuckiej diecezji.

Wspomniał, że na początek uroczystej pasterki w miejscowej katedrze (to kościół pojezuicki, którego budowę zakończono w 1640 r.), którą po 45 latach dewastacji dostosowano do kultu religijnego, wierni zawsze śpiewają najpierw po polsku kolędę "Wśród nocnej ciszy”, ale zaraz po niej w świątyni rozbrzmiewa po ukraińsku główna kolęda "Boh predvicznyj”.

– I wszyscy wierni śpiewają obie kolędy, po polsku i ukraińsku – zaznaczył biskup Łucki. – Na Boże Narodzenie do naszej świątyni przychodzi zawsze bardzo dużo naszych prawosławnych przyjaciół, jest z nami arcybiskup prawosławny. To radosny moment, łączący dwa narody i dwa kościoły.

Odprowadzając nas do autokaru ks. biskup nucił nie tylko "Boh predvicznyj”, ale też inne ukraińskie kolędy, które od soboty będą – na przemian – z polskimi śpiewane nie tylko w łuckiej katedrze, ale także innych świątyniach na Ukrainie.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!