wtorek, 24 października 2017 r.

Zdrowie

Lepiej się leczyć maliną, niż penicyliną

  Edytuj ten wpis
Dodano: 16 czerwca 2008, 12:14

Rozmowa z prof. Kazimierzem Głowniakiem, dziekanem Wydziału Farmaceutycznego lubelskiego Uniwersytetu Medycznego

• Mamy coraz dłuższe kolejki do lekarzy i coraz droższe leki. Czy jest na to rada?

- Dążymy do tego, by lekarze i farmaceuci mogli martwić się o pacjentów, a nie o pieniądze. Lansujemy więc zasadę: jeden aptekarz, jedna apteka. Zajmujemy się więc farmakoekonomiką, która ma sprawić, by skuteczne leczenie było jak najtańsze. Proponujemy tańszy polski lek, zamiast drogiego z importu, jeśli są równie skuteczne.

Przekonujemy też decydentów, m.in. w Komisji Zdrowia, że nierówność wobec pacjentów nikomu nie służy i leki w małej wiejskiej aptece nie mogą być droższe niż w dostającej upusty z racji większych obrotów wielkomiejskiej sieci. Stałe ceny na leki refundowane i na receptę przeciwdziałałyby nieuzasadnionym wyciekom pieniędzy z coraz chudszych kieszeni pacjentów i budżetu.

• Leki naturalne - jak słyszymy - często są lepsze od syntetyków dla naszego zdrowia, nie mówiąc o kieszeni. Czy dlatego nauka o surowcach roślinnych i sposobach korzystania z nich w leczeniu jest jednym z głównych kierunków pana zainter

- Przede wszystkim, ale także dlatego, że farmakognozja to bardzo wdzięczna i wciąż tajemnicza dziedzina. Znana na całym świecie, szczególnie w krajach azjatyckich, w Afryce. U nas też. Wciąż nie odkryliśmy jeszcze wszystkich skarbów natury.

• Ale mamy dość bogate tradycje wspomagania naszego zdrowia tym, co oferuje nam natura...

- Owszem. Już nasze mamy i babcie skutecznie leczyły nas np. z przeziębień naparem z pędów malin. Te są równie skuteczne w 10-krotnie mniejszym stężeniu salicylanów, niż w syntetycznych pigułkach znanych światowych firm. Bo zachodzi tu efekt współdziałania różnych pomagających nam składników.

Tak jest z wieloma lekami roślinnymi. Ale by je upowszechnić, leki roślinne powinny mieć swoje sklepy - trzeba je wyprowadzić z bazarów - a w aptekach jest dla nich za mało miejsca.

Trzeba też wiele o nich wiedzieć, m.in. to, że muszą być podane w odpowiednim etapie choroby. Później już pomagają tylko syntetyki.
Wiem to nie tylko z książek, dwójkę z czwórki swoich dzieci wychowałem bez antybiotyków.

• Rozszerza pan tę wiedzę kierując Katedrą Farmakognozji z Pracownią Roślin Leczniczych?

- Tak, bo może pomóc pacjentom. W naszej pracowni prowadzimy m.in. badania dotyczące analizy jakościowej i ilościowej substancji farmakologicznie aktywnych występujących w w świerząbku - roślinie podobnej do kopru, o sosnowym zapachu, czy w arcydzięglu.

Ale akurat to nic nowego. Górale podhalańscy od lat leczą się nalewką sporządzaną na korzeniu tej rośliny: dźwigoniówką lub litworówką. Sławny likier kartuzów (Chartreuse) był również produkowany na spirytusowym wyciągu ze świeżego korzenia arcydzięgla, barwiony zaś wyciągiem z kwiatu czarnej malwy. Jest też składnikiem czeskiej Becherovki.

Maria Balicka
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!