czwartek, 23 listopada 2017 r.

Zdrowie

Pszczoła esemesuje do pszczelarza: Tu jest miód

  Edytuj ten wpis
Dodano: 24 sierpnia 2007, 17:26

Jak pszczelarz pszczole - tak pszczoła pszczelarzowi. Ta zasada idealnie się sprawdza w pasiece na skraju Lublina.

Obopólne korzyści widoczne są z daleka - rozwijają się pięknie i pasieka, i gospodarstwo.
W sadzie okalającym obszerny dom, obok zwykłych uli, stoją małe uliki weselne, w których mieszkają specjalnie znakowane żółtą kropką pszczele matki ze swoim dworem. To początek nowych rodzin pszczelich. Mają ich państwo Zofia i Józef Jasinowie już ponad setkę i razem z synem Grzegorzem (wszyscy na zdjęciu wyżej), który od małego chodził przy pszczołach, dbają o to, by się miały dobrze. Robią to z sercem i ze znawstwem. A złote owady odwdzięczają się im za to hojnie.
Ta praca jest przyjemna, ale jest jej dużo, wszystko trzeba zrobić na czas - mówi pan Józef. - Nieraz bywało tak, że my rano do fabryki, a córka z synem stawali do wirowania. Zarywaliśmy noce, gdy trzeba było jechać z ulami na pożytki - nieraz 100 i więcej kilometrów.
Ale dzięki prowadzeniu tak intensywnej gospodarki w pasiece, dzięki poznaniu najlepszych rośliny miodnych, uzyskują z ula nie 10 kilogramów miodu - jak inni pszczelarze - lecz... kilka razy więcej!


Procentuje wiedza, praktyka, nowinki

Pan Józef wymyślił urządzenie do kremowania miodu, by miał lepszy zapach i konsystencję. Jest "ojcem chrzestnym” bioinwertu, produkowanego w puławskim Biowecie. To zastępująca cukier odżywka, która pozwala owadom lepiej przetrwać zimę. Pomysł przywiózł z Niemiec. Zastosował też inne, ciekawe rozwiązania. Np. w ulu ustawionym w roztoczańskich lasach zamontował wagę, która SMS-em powiadamia go trzy razy dziennie, ile przybyło miodu. Gdy jest to już odpowiednia ilość, pakuje pozostałe ule na ciężarówkę i jedzie na cenny spadziowy pożytek. Robi mapy występowania roślin miododajnych i ich "napszczelenia”.
- Nie warto - twierdzi - wieźć uli tam, gdzie jest tłok.
Niedaleko pada jabłko
Oprócz pasieki towarowej powstała też zarodowa. By mieć owady o pożądanych typach, trzeba prowadzić inseminację i nieraz zrobić 50 krzyżówek. To wymaga czasu, cierpliwości, sprawnych rąk. Liczy na to, że z czasem obowiązki przejmie synowa, która już ukończyła odpowiedni kurs.
- Teraz zajmuje się córeczką, druga jest w drodze - chwali się 20-letni syn gospodarzy, Grzegorz. Podkreśla, że dzięki temu, iż sam zdecydował się sprzedawać miód i jego pochodne z własnej pasieki na stoisku w jednym z lubelskich hipermarketów, ma z czego utrzymać rodzinę.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!