sobota, 16 grudnia 2017 r.

Zdrowie

Żywieniowa rewolucja w szkołach. "Sól nie jest całkowicie zakazana"

Dodano: 16 września 2015, 18:34
Autor: ask

Rozmowa o zdrowym jedzeniu dla najmłodszych toczyła się przy okazji otwarcia kuchni lubelskiej firmy Bon Appetit, którą przygotowuje posiłki dla blisko 2 tys. dzieci z lubelskich szkół i przedszkoli. W nowym obiekcie może produkować ponad 4000 posiłków dziennie. Szefowie firmy podkreślają, że zdrowe żywienie dzieci nie jest trudne
Rozmowa o zdrowym jedzeniu dla najmłodszych toczyła się przy okazji otwarcia kuchni lubelskiej firmy Bon Appetit, którą przygotowuje posiłki dla blisko 2 tys. dzieci z lubelskich szkół i przedszkoli. W nowym obiekcie może produkować ponad 4000 posiłków dziennie. Szefowie firmy podkreślają, że zdrowe żywienie dzieci nie jest trudne

Rodzice: Dzieci lubią różnorodność i lekkie, ale smaczne obiady. Dietetyk: Solić w stołówkach można, ale dosalać nie.

Artykuł otwarty

Czytaj Dziennik Wschodni bez ograniczeń. Sprawdź naszą ofertę

Artykuł otwarty

Od 1 września w szkolnych sklepikach uczniowie nie kupią już w szkole chipsów, czekolady ani napojów gazowanych. Zmiany objęły także stołówki – smażone kotlety ma zastąpić ryba i cielęcina, a lekarstwem na nadmiar soli mają być zioła. 

– Ideą wprowadzenia zmian jest chęć oddziaływania w sposób korzystny na kształtowanie nawyków żywieniowych dzieci oraz oferować im tego, co jest dla nich wskazane – mówi prof. Krystyna Gutkowska, ekspert w zakresie żywienia, Dziekan Wydziału Nauk o Żywieniu Człowieka i Konsumpcji Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie, która wczoraj przekonywała dyrektorów lubelskich szkół do zmian. Podkreślała, że nie można uczyć dzieci teoretycznie, tego co jest zdrowe, a jednocześnie pozwalać żywić się fastfoodami.

Podobnie uważa wielu nauczycieli. – Reforma jest potrzebna. W trosce o zdrowe żywienie dzieci już dwa lata temu zmieniliśmy firmę cateringową dowożącą do szkoły obiady. Poprzednie posiłki były monotonne i dosyć ciężkie. Dzieci lubią zaś różnorodność i lekkie, ale smaczne obiady – przyznaje Wioleta Toruń, ze Szkoły Podstawowej Sióstr Urszulanek Unii Rzymskiej w Lublinie.

– Niektórzy krytykują zmiany, ale uważam, że idą one w dobrym kierunku. Nasz styl życia zmienił się w ciągu kilku lat i dlatego zmienić powinno się pożywienie. Musimy uczyć dzieci nowych smaków. Owszem, są rzeczy których nie lubią np. barszcz ukraiński. W naszym przedszkolu udało się do tej zupy przekonać jednak wiele dzieci. Trzeba próbować – tłumaczy Marta Mazurkiewicz, Niepublicznego Przedszkola „Plastuś” w Bełżycach.

Specjaliści zdrowego żywienia podkreślają jednak, że rewolucja żywieniowa nie zda się na nic jeśli nie włączą się w nią rodzice i nauczyciele. Krytykują np. mamy pozwalające nosić dzieciom do szkoły sól w woreczkach i nauczycieli odwracających głowy udając, że tego nie widzą.

– Solić można, a dosalać nie – podkreśla prof. Gutkowska. – To, że takie praktyki mają miejsce w lubelskich szkołach to błąd kucharzy, którzy źle interpretują ustawę. Sól nie jest całkowicie zakazana, a gotowanie bez soli jest nieprawdopodobne. Kucharki powinny się edukować. Muszą wiedzieć, co zastąpić czym, żeby było smaczne, zdrowe i absolutnie nie droższe niż wcześniej.

WIDEO

Czytaj więcej o: szkoła edukacja zdrowie kuchnia
DarekR
Gość
Gość
(19) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

DarekR
DarekR (20 października 2015 o 11:19) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

Straszne cyrki z tym jedzeniem w szkołach. Wycofanie ze sprzedaży 90% słodyczy i zastąpienie ich warzywami, owocami i zdrowszymi przekąskami w zupełności by wystarczyło. Ale jak widać głodujące dziecko jest lepsze niż dziecko najedzone. Polska jak zwykle popada ze skrajności w skrajność.

Rozwiń
Gość
Gość (19 października 2015 o 17:16) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Ełówna przyczyna otyłości to brak ruchu,Dzieci całymi popołudniami siedzą przed komputerem bo zajęcia dodatkowe są płatne,niech Minister Edukacji przywróci dawne SKS-y i inne.Ludzi nie stać płacić za to zeby dziecko coś dodatkowo ćwiczyło.Ponadto nie ma zdrowej żywności należałoby wziąść producentów żywności za du,,, dowalić im kary za faszerowanie chemii do niej.
Rozwiń
Gość
Gość (28 września 2015 o 14:26) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

Biorąc pod uwagę to, że statystyczne dziecko jest coraz grubsze, to coś z tym żywieniem w szkołąch trzeba było zrobić.
Ale ja mając już prawie 30 lat, nadal pamiętam smak oranżadek „w słomce”, pysznych, mlecznych cukierków Jogusie, andrutów i innych drobiazgów kupowanych za grosze w szkolnym sklepiku i to, ile radości mi to sprawiało. Po Jogusie to ja nadal sięgam :D Takich słodkich wspomnień już maluchy nie będą miały…….
 

Rozwiń
wiktor
wiktor (21 września 2015 o 06:13) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

Mogę się zazłożyć, że i tak w szkołach będą sprzedawać najtańsze ciemne (barwione karmelem - że niby "żytnie") pieczywo.... I potem będą mówić, że normy dotrzymują. A wiadomo, że jest ciemne pieczywo (prawdziwe) i udawane. Ciekawe czy ktoś to będzie kontrolował..... nie sądzę.

U mnie skontrolowała to dopiero dietetyk w prywatnej lecznicy przy Ordynackiej, gdy powiedziałem jej, gdzie kupuję pieczywo. Dopytała jakie, bo zna tę piekarnię. Okazało się, że tak jak mówisz - nieświadomie kupowałem udawane razowe pieczywo. Dramat!

Rozwiń
Gość
Gość (17 września 2015 o 06:29) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

W dzisiejszych czasach jak dziecko je zupę i tradycyjne drugie na obiad to juz jest zdrowo... Rodzice nie mają kiedy gotować, nie mają kiedy dopilnować dzieciaków.

Mogę się zazłożyć, że i tak w szkołach będą sprzedawać najtańsze ciemne (barwione karmelem - że niby "żytnie") pieczywo.... I potem będą mówić, że normy dotrzymują. A wiadomo, że jest ciemne pieczywo (prawdziwe) i udawane. Ciekawe czy ktoś to będzie kontrolował..... nie sądzę.

Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (19)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!