CGK-hp

Pani Bovary w Teatrze Osterwy. Recenzja spektaklu

Dodano: 9 grudnia 2015, 16:46

To jedno z najlepszych przedstawień w lubelskich teatrach w ciągu ostatnich lat. Pani Bovary w reżyserii Kuby Kowalskiego idzie łeb w łeb z najciekawszymi spektaklami prezentowanymi pod marką Centrum Kultury i Teatru Starego. Mało tego, idzie łeb w łeb z najciekawszymi przedstawieniami w Krakowie, Warszawie, Poznaniu czy Wrocławiu. A nawet niektóre przewyższa.

Jest kilka dowodów w tej sprawie. Dowód pierwszy? Przez ponad 3 godziny publiczność siedzi jak cicho jak trusia. Wpatrzona w scenę, zasłuchana w tekst. Raz zachwycona, raz zdumiona, raz przerażona. Bezradna wobec scen obnażenia.

Dowód drugi. Uważna widownia nie bierze się znikąd. Inscenizacja Pani Bovary jest doskonale zaprojektowana przez reżysera Kubę Kowalskiego. Napięcie rośnie do finału. W dodatku sceny z powieści Gustave Flauberta – są przeplatane symbolicznymi scenami – pokazującymi samotność i odchodzenie Emmy Bovary. Odchodzenie w kierunku śmierci.

Dowód trzeci. Dobra robota Kuby Kowalskiego przyniosła wyniki. Mamy w Lublinie piekielnie mocne, nowoczesne, harmonijne przedstawienie. Nie byłoby go bez adaptacji duetu: Julia Holewińska i Kuba Kowalski. Nie byłoby go bez inteligentnej, malarskiej i wizjonerskiej scenografii Katarzyny Stochalskiej. Oraz wideo Adriana Krawczyka i muzyki Radka Dudy, granej na żywo.

Dowód czwarty. Nie ma dobrego spektaklu bez dobrej roli. Emma Bovary w wykonaniu Justyny Bartoszewicz z Teatru Wybrzeże w Gdańsku (gra gościnnie) to wielka rola. Jej Pani Bovary elektryzuje, wzrusza, chwyta za serce i gardło. W dodatku aktorka ani się nie napina, ani nie unosi.

Dowód piąty. Sceny obnażenia. Kiedy Daniel Dobosz kładzie się na szezlongu i powoli wyskakuje z kostiumu – na widowni robi się cisza. Kiedy staje, ściąga bieliznę, i jak go Pan Bóg stworzył patrzy na widzów – robi się bezbronny. Kiedy w finale oglądamy nagie ciało Justyny Bartoszewicz, wzruszenie łapie za gardło, widzowie po cichu łykają łzy. Nagość jest pragnieniem życia sięgającym aż po śmierć. Pani Śmierć, która każdego sięgnie. Czasem pomoże jej w tym drugi człowiek.

Emma Bovary popełnia samobójstwo. Łyka arszenik. Po arszeniku wyje się z bólu. Emma umiera cicho. Jak jaskółka, która zabija się o szybę.

 

 

 

Czytaj więcej o: Pani Bovary
Melania
Gość
Gość
(9) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Melania
Melania (27 maja 2017 o 09:14) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Realizatorzy spektaklu pan Kuba Kowalski -reżyser i pani Julia Holewińska - dramaturgia zmasakrowali piękną książkę Gustawa Flauberta. Dzielnie dopomogła im w tym odtwórczyni głownej roli Marta Ledwoń. Będąc świeżo po lekturze powieści patrzyłam z prawdziwym niesmakiem na to co dzieje się na scenie. Emma Bovary to kobieta piękna, dystyngowana i chociaż pochodząca z niższych sfer to z aspiracjami do wytwornego życia. Kobieta wychowana na pensji, rozczytana w literaturze romantycznej dusząca się w małym miasteczku przy boku poczciwego ale mało rozgarniętego męża. Pragnąca miłości, namiętności, lepszego życia. Emma na scenie to wulgarna, rozkrzyczana prostaczka, rozchełstana i nieuczesana, żądna seksu i pieniędzy. I taki jest cały spektakl. Rozkrzyczany i źle zagrany (z wyjątkiem roli pana Janusza Łagodzińskiego). Dużo golizny, seksu, wynaturzeń - aktor grający Leona na rozkaz Emmy przebiera się w sukienkę i czerwone szpilki i prowokuje mężczyzn. Po co? Z pięknej, subtelnej książki nie zostało nic. Odradzam. Strata czasu i pieniędzy.
Rozwiń
Gość
Gość (17 grudnia 2015 o 10:28) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Najgorsza sztuka jaką kiedykolwiek widziałem
Rozwiń
Gość
Gość (13 grudnia 2015 o 12:34) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Zdecydowanie odradzam. Najgorsze przedstawienie jakie widziałam w tym teatrze.
Rozwiń
mm
mm (10 grudnia 2015 o 18:23) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

Wszędzie ta golizna podniesiona do rangi sztuki. Czekam na sztukę bez golizny, przekleństw i tak zrealizowanej abym nie miał wątpliwości, że napisał ją autor , którego nazwisko jest na afiszu.

Rozwiń
Gość
Gość (10 grudnia 2015 o 13:40) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Nie do końca zgadzam się z opinią wyrażoną w tym artykule . Myślę, że w naszym Teatrze jest kilka sztuk równie dobrych. Golizna Pana Dobosza była niepotrzebna, właściwie nie bardzo rozumiem dlaczego bezbronność wyrażać ma się w ten sposób. Trudno ją tutaj zauważyć. Obawiam się, że więcej będzie się o tym mówić i pisać niż o samej sztuce. Golizna nie jest żadnym nowatorstwem... no może męska - nie tak często spotykana. Nie będę znęcać się nad Panem Danielem ( świetnym aktorem! ) zrobią to inni. Myślę, że wbrew zamierzeniom reżysera ta scena kładzie to fantastyczne przedstawienie. Jeszcze jedna sprawa : dawno czytałam " Panią Bovary ". W związku z tym, trudno mi pisać o tym co zrobił z tą sztuką reżyser. Trzeba to nadrobić, aby mieć pełną świadomość tego, o czym jest to przedstawienie i na ile pozwolił sobie pan Kowalski. Niestety, coraz częściej adaptacje mają niewiele wspólnego z treścią . Np. Mistrz i Małgorzata... ( Pan Dobosz był tam rewelacyjny !)... niech mi ktoś powie - o czym była ta sztuka? Bardzo efektowna, bardzo dobrze zagrana, ale o czym? O miłości? O diable? Przecież Bulhakow pisał o czymś zupełnie innym, a miłość była tylko tłem tej powieści, ważnym, ale tylko tłem. Wracając do " Pani Bovary " gratulacje dla aktorów, reżysera i pozostałej ekipy realizatorów.
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (9)

Pozostałe informacje

CGK - aplikacja mobilna