Recenzje książek

Jerzy Pilch "Dziennik”

  Edytuj ten wpis
Dodano: 29 maja 2012, 14:01

 Jerzy Pilch, "Dziennik”, wydawnictwo Wielka Litera
Jerzy Pilch, \"Dziennik”, wydawnictwo Wielka Litera

Z okładki patrzy autor. Chyba jest zły. Podobno tak reaguje na opinie, że jego książka się podoba, że znalazła uznanie krytyki i czytelników. A przecież jeśli decyduje się na upublicznienie swoich przemyśleń, musi liczyć się z tym, że będzie miał pecha i rzecz stanie się bestsellerem.
Z okładki patrzy autor. Chyba jest zły. Podobno tak reaguje na opinie, że jego książka się podoba, że znalazła uznanie krytyki i czytelników. A przecież jeśli decyduje się na upublicznienie swoich przemyśleń, musi liczyć się z tym, że będzie miał pecha i rzecz stanie się bestsellerem.

Oczywiście to tak pół żartem, gdyż "Dziennik” Pilcha istotnie się czyta świetnie, a w dodatku – jakiż to dziennik, kiedy na kolejnych stronicach daty przeskakują jak chcą, albo wcale ich nie ma. Jednak, na pewno to nikomu nie robi, bo ostatecznie nie idzie o to, żeby śledzić codzienne śniadania autora, a o to, żeby smakować tę jego prozę, te krótkie formy w których zawiera tak wiele i mówi tak wspaniałym językiem.

Zaczyna 21 grudnia 2009. "W Wiśle, jak Pan Bóg przykazał: minus czternaście stopni mrozu, plus czternaście centymetrów śniegu. Można powiedzieć: zatrważająca luterska równowaga. W dzisiejszych czasach mało co poza meteorologią Panu Bogu zostało”. Wydaje się być nie ważne to, co nazajutrz. Ma własną cezurę, wedle której zaznacza kartki kalendarza i odnotowuje sprawy ważne, wspomnienia, wydarzenia, opinie, żarty.

"Dziennik” drukowany był w odcinkach, w "Przekroju”. Teraz dostajemy zbiór, który czyta się jak opowieść o życiu w jego codzienności i odświętności. Pilch wraca pamięcią do tego, co było dla niego ważne, ale także do wielu wydarzeń, którymi żyło wielu z nas.

Czytamy nie tylko o jego sprawach osobistych – rodzinie, wierze, dniach czarnych i przyjemnościach, lecz także o pisarzach, polityce i wreszcie – o piłce nożnej, o sprawach egzystencjalnych, zwyczajnych i ostatecznych. Jakże on o tym opowiada!

Odnosi się do sprawy smoleńskiej, jaka wciąż jest przyczyną narodowego fermentu, ale na swój sposób ocenia postawy ludzi. Można z ulgą stwierdzić, że te jego zdania zanotowane 18 kwietnia 2010 są balsamem dla zdrowego rozsądku.

Ktoś zauważył, że ten "Dziennik” jest odtrutką na nasze narodowe, monstrualne brednie. To prawda i warto po tę odtrutkę sięgnąć.

Zapowiedzi wydarzeń z regionu znajdziesz na strefaimprez.pl
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

październik 2017
P W Ś C Pt S N
1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031
CGK - aplikacja mobilna