Recenzje książek

Miron Białoszewski, "Tajny dziennik”

  Edytuj ten wpis
Dodano: 27 lutego 2012, 11:23

Miron Białoszewski, "Tajny dziennik”
Miron Białoszewski, \"Tajny dziennik”

Wydawnictwo ZNAK

Właśnie na księgarskie półki trafia książka długo oczekiwana, zanim jeszcze trafiła do drukarni już była owiana jakąś atmosfe-rą/atmosferką smaczków, ploteczek, skandalików może, jakie w niej są zawarte.

Oczekiwaniom związanym z jej wydaniem nerwu dodawał fakt, że ukazała się wiele lat po śmierci autora – no właśnie dlaczego, dlaczego, czyż nie dlatego, że pisze źle i fatalnie o żyjących? Domysłów i dywagacji było (i jest) mnóstwo.
Oczywiście idzie o "Tajny dziennik” Mirona Białoszewskiego. Istotnie, wydany dopiero teraz, zapowiadany, oczekiwany, nie jest jednak książką dla każdego.

To nie jest powieść, którą się czyta jednym tchem i od deski do deski. To kilka lat z codzienności poety, pisarza z jego uwagami o literaturze, kulturze, też oczywiście o znajomych i przyjaciołach, o aktualnej sytuacji w kraju, o miłostkach, seksie. Ale też Miron pisze o tym, co zjadł w barze na obiad i po ile kupił dropsy, choć nie przepada za nimi, ale były bez kartek.

Czytając ten dziennik po prostu trzeba znaleźć w nim to, co najważniejsze dla poznania autora "Pamiętnika Powstania Warszawskiego” i tego co miało wpływ na jego twórczość, jak postrzegał świat i jakie były jego opinie na ważne tematy. Trzeba też znać jego twórczość, żeby nie poruszać się po omacku, choć z pewnością niezbędne będzie korzystanie z wyczerpujących i licznych przypisów.

To niewątpliwie dzieło fundamentalne, a jednocześnie zaskakujące, bo jego autor okazuje się z jednej strony guru młodych intelektualistów, którzy byli mocno przyciągani w jego orbitę, z drugiej strony nie odnosiło się przecież wrażenia, że ma w sobie charyzmę przywódcy.

A "te sprawy”?
W nowym dzienniku zatytułowanym "Pogorszenie” napisał: "Traktowałem swoje potrzeby homo jako przejściowe, że niby kiedyś znormalnieję. Mając 15 czy 16 lat zadawałem sobie pytanie "kiedy”? Niby zmienię się z dnia na dzień? Nie. Wobec tego trzeba przyjąć siebie takiego, jakim się jest. Ustaliłem to, przestałem się tym turbować. I nadal uprawiałem swoje sex-przygody ze świadomością, że to jest mój rodzaj. Wszelkie słyszane określenia i przezwiska owych gustów nie przejmowały mnie specjalnie. W ten sposób szkoliłem swój upór i nieprzemakalność. W seksie i w pisaniu. Nie przejmuję się krytyką. Czy nieuznawaniem. Było to dobre i skuteczne samoszkolenie”.

  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

październik 2017
P W Ś C Pt S N
1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031
CGK - aplikacja mobilna