Recenzje książek

"Pasja żonglowania” Mirosław Urban, Paweł Fortuna

Dodano: 20 sierpnia 2012, 15:04
Autor: agdy

"Pasja żonglowania” Mirosław Urban, Paweł Fortuna, Wyd. TWN Libropolis
\"Pasja żonglowania” Mirosław Urban, Paweł Fortuna, Wyd. TWN Libropolis

Gdy tylko odkryjesz walory żonglowania, poczujesz przypływ sił witalnych i radości życia. (…) Nie blokuj fali pozytywnych emocji, nie hamuj ekspresji. Daj się ponieść fali entuzjazmu.

Tak. Nie da się ukryć, że książka napisana przez dwóch lubelskich autorów – psychologów, trenerów rozwoju osobistego i krzewicieli żonglowania przypomina reklamowy tekst wypreparowany w PR-owskiej agencji. A gdyby wpadła w ręce Henryka Dederko reżysera "Witajcie w życiu” może by z tego wyszło coś ciekawego? Bo totalne zakręcenie "na temat tematu” widać u Autorów na każdej stronie.

Trzeba powiedzieć otwarcie, czytelnik dostał 122 stronicową reklamówkę żonglowania. Oprawioną w solidną okładkę, bogato ilustrowaną, na błyszczącym papierze.

Po lekturze można sobie zadać tylko jedno pytanie – dlaczego jeszcze żonglowanie nie jest zajęciem obowiązkowym dla wszystkich obywateli? Jak chodzenie do podstawówki, kochanie ojczyzny i mycie zębów. Gdyby tak było, wszyscy by byli szczęśliwi, zdrowi, inteligentni, sprawni, weseli, komunikatywni, zorganizowani, mieli poczucie rytmu, śmiałość, pozytywną samoocenę, optymizm, rozwinięte zachowania społeczne i… jest tego mnóstwo. 122 strony!

A tak serio, publikację która towarzyszyła tegorocznej Europejskiej Konwencji Żonglerskiej czyta się z zaciekawieniem. Zwłaszcza, że po kolejnej edycji Carnavalu Sztuk-Mistrzów coraz więcej osób wie coraz więcej o nowej sztuce cyrkowej. Książka trochę wpuszcza z kulisy.

Uświadamia na przykład, że początkowo (a pewnie i później też) żonglowanie to głównie podnoszenie z ziemi przedmiotów, którymi się żongluje. I po tysięcznym schyleniu się po piłeczkę czy maczugę raczej ma się dość. Debiutanci, którzy się uprą, że jednak będą żonglerami uciekają się do wybiegów – ćwiczą nad łóżkiem albo skośnie ustawiony stołem (pochylnia opadająca w stronę ćwiczącego). Nie muszą się wtedy tak nisko schylać.

Autorzy przytaczają masę pozytywnych przykładów jak żonglowanie zmieniło ludziom życie, jak żonglerom zmienia się struktura mózgu (mam nadzieję, że to nie boli), jak pokonują swoje słabości. Aż zazdrość bierze.

Kto już umie robić kaskadę pewnie się ucieszy, że taką ma fajna pasję. Kto nawet nie próbował podrzucić i złapać czegoś bardzo wolno spadającego lekko się zaniepokoi, że marnuje życie nie żonglując. Tak jak ja.

Może powinnam spróbować. Tylko, kurczę, co z tym przekładaniem piłek z ręki do ręki?

"Wiele osób sięga po dwie piłki, mówiąc: Ja przecież potrafię żonglować” – a potem przekłada je z ręki do ręki. Niektórzy doprowadzili te umiejętność do perfekcji. Niestety, im większe mają osiągnięcia, tym trudniej im będzie opanować podstawowy układ żonglerski jakim jest kaskada. Nagle okaże się, że naprzemienne wyrzucanie piłeczek z prawej i lewej dłoni jest koszmarnie trudne.” Strona 28.

A na stronie 36 Autorzy piszą "O ile w kaskadzie trzema piłkami przerzucasz piłki z lewej do prawej dłoni, o tyle w przypadku podstawowego triku czterema piłkami dwie podrzucasz lewą, a dwie prawą”.

Kurcze, to znaczy, że przekładanie nie a przerzucanie tak?

Na koniec czytelnik dostaje wskazówkę www.pasjazonglowania.blogspot.com. Blog uczący żonglowania.

Hmmmm. To ja może poczekam na czwartą edycję Carnavalu Sztuk-Mistrzów.

Książkę można kupić w sklepie internetowym http://zongluj.pl/
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

CGK - aplikacja mobilna