Recenzje książek

Penderecki Krzysztof, Janowska Katarzyna, Mucharski Piotr, "Pendereccy. Saga rodzinna”

  Edytuj ten wpis
Dodano: 12 grudnia 2013, 10:58

Penderecki Krzysztof, Janowska Katarzyna, Mucharski Piotr, "Pendereccy. Saga rodzinna” (Wydawnictwo
Penderecki Krzysztof, Janowska Katarzyna, Mucharski Piotr, \"Pendereccy. Saga rodzinna” (Wydawnictwo

Przyznaję, że do czytania tej książki zabierałam się ostrożnie. Penderecki, mistrz, o czym może mówić? O muzyce, o muzyce, o muzyce.

A tymczasem o ile awangardowy Penderecki był przeze mnie z trudem odbierany, to późniejszy po prostu niósł jak na skrzydłach. Jednak, jako zwyczajny zjadacz chleba nie umiem precyzyjnie nazwać wszystkich odcieni i niuansów jego kompozycji, nie znam teorii muzyki. Więc, jeśli będzie to książka o muzyce, to raczej niełatwa w odbiorze.

Tymczasem – jakie miłe rozczarowanie. To się czyta!

Podtytuł tej książki to "Saga rodzinna”. W rzeczy samej, tak można ją nazwać. To opowieść zaskakująco barwna, prawdziwa, choć oczywiście trudno się spodziewać, żeby kompozytor "wybebeszał” przed czytelnikiem najbardziej osobiste wątki życia swojego i swoich bliskich. Jednak i tak zaskakująco dużo mówi.

Proporcjonalnie do całości opowiada to, co wie o swoich przodkach – prapradziadku, który był Niemcem, prababci też z pochodzenia Niemce – "Po wojnie ludzie bali się o tym mówić. Ukrywali swoje korzenie. My zresztą też”. Wspomina szkołę, pierwsze lata nauki w Krakowie.

Mówi o latach młodzieńczego buntu i utworach, które szokowały nawet na Warszawskiej Jesieni. A później powstała "Pasja”.

"Istne szaleństwo. Na festiwalu Warszawska Jesień w tym samym roku ludzie wyważyli drzwi do Filharmonii żeby się dostać na koncert. Bilety były dawno wyprzedane. To był absolutnie przełomowy moment w moim życiu. Świat stanął przede mną otworem. Nie ma co ukrywać, że zdradziłem awangardę, ponieważ pokazałem, że można pisać inaczej”.

Przyznaje, że nie prowadził życia towarzyskiego. Jego żona potwierdzi to później – jest pracoholikiem i tylko praca się liczy.

"Jestem trochę jak borsuk, lubię być sam, nie odzywać się do nikogo. Wtedy najlepiej wypoczywam. Nie ma co owijać w bawełnę: jestem mrukiem”

Mówi, jak stracił głowę dla swojej żony Elżbiety, a teraz dla wnuczki Marysi. Opowiada o pasji jaką jest arboretum w Lusławicach, o podróżach, koncertach, wreszcie o swoich dziełach. I tu właśnie czytamy o tej muzyce zdania tak klarowne, że przestajemy czuć ten przygniatający dystans między muzyką odczuwaną wszystkimi zmysłami odbiorcy, a brakiem wiedzy teoretycznej, żeby to wszystko nazwać. mówi o swoich utworach, o tym, jak powstawały, o zmaganiach z opornym materiałem.

Ta książka -- zakładamy że szczera, choć nie wymagajmy zwierzeń najbardziej osobistych, bardzo przybliża Pendereckiego, zdłubuje z niego trochę spiżu i sprawia, że bardziej go rozumiemy. Z pewnością jest także zasługą jego rozmówców, że to czyta się świetnie.

Zapowiedzi wydarzeń z regionu znajdziesz na strefaimprez.pl
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

październik 2017
P W Ś C Pt S N
1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031
CGK - aplikacja mobilna