Recenzje wydarzeń

Ciasno na koncertach w lubelskich klubach. To dobrze!

Dodano: 7 listopada 2013, 14:35

Mela Koteluk podczas koncertu w Domu Kultury (Paweł Buczkowski)
Mela Koteluk podczas koncertu w Domu Kultury (Paweł Buczkowski)

Stała się rzecz niezwykła. Dwa koncerty muzyki poprockowej dwa dni pod rząd w mieście Lublinie sprzedały się co do ostatniego biletu.

Duża popularność Dawida Podsiadło nie dziwi. Zdobył sławę w jednym z telewizyjnych programów talent-show. Nie znoszę takich programów, bo mam wrażenie, że lansują gwiazdki jednej piosenki. Dawid jest jednak znakomitym (i kolejnym) przykładem łamiącym tę zasadę. Nagrał bardzo dobrą debiutancką płytę, a na koncertach potwierdza, że jest świetnym wokalistą nie tylko w telewizji.

Efekt? Biletów na jego wtorkowy koncert w lubelskim Graffiti zabrakło już dawno. Z tego też powodu w sali koncertowej klubu było niesamowicie ciasno. I tak samo jak grupa fanów nie chcących cisnąć się w środku, stałem przed wejściem do tej sali, a właściwie stałem już w sali barowej. Idealnych warunków owszem nie było – gorszy dźwięk, mało widziałem. Ale jestem przekonany, że gdybym był mocno zdeterminowany, wcisnąłbym się do środka. I właśnie w tym postrzegam różnicę między koncertami muzyki rockowej i poważnej. Nie siedzę, tylko skaczę, bawię się, a nawet cisnę. Najlepszy mój koncert tego sezonu – zespołu Crystal Castles podczas festiwalu Open'er – spędziłem w niesamowitym ścisku, bo chciałem być w centrum. Mogłem stanąć gdzieś z boku, gdzie było luźniej, ale właśnie tam mniej bym widział i słabiej słyszał.

Tłumy ściągnęły też w środę do Domu Kultury na koncert Meli Koteluk. Tutaj także biletów w dniu koncertu już nie było. Kto był zdeterminowany i miał siłę stać przez ponad godzinę żeby pilnować sobie miejsca przed sceną, mógł słuchać Meli niemal twarzą w twarz. Taki już urok Domu Kultury, że wszystko jest tu blisko i bardzo intensywnie. Ale znowu byłem na świetnym koncercie. Zjawiskowy wokal, niesamowita osobowość i znakomity kontakt z widownią. Czy było za ciasno? W żadnym wypadku, to były najlepsze warunki do słuchania i bawienia się taką muzyką. Bo nie chciałbym słuchać Meli np. w filharmonii czy innej sali kongresowej, choć tam pewnie także jej muzyka by się obroniła. To jednak nie to samo, co w małym klubie.

A popularność, nawet w Lublinie, polskich muzyków pop-rockowych może stworzy dobry precedens. I teraz każdy koncert z ciekawą muzyką będzie się sprzedawał jak ciepłe bułeczki. Osobiście podpowiadam, żeby bez większego namysłu kupować bilety na XX▲N▲XX (16 listopada – Dom Kultury), Kamp! i Rebeka (27 listopada w Graffiti), Sorry Boys (4 grudnia, Graffiti), Tres B. (8 grudnia, Dom Kultury) czy Łąki Łan (20 grudnia, Graffiti).

A z czasem taka popularność koncertów może spowoduje, że w Lublinie powstanie jakiś nowy, odrobinę większy klub z równie dobrą muzyką...
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

CGK - aplikacja mobilna