Recenzje wydarzeń

Szampański sylwester w lubelskiej filharmonii

  Edytuj ten wpis
Dodano: 1 stycznia 2010, 00:57

Koncert sylwestrowy, Lublin, Filharmonia im. Henryka Wieniawskiego, 31.12.09

Niemal trzy godziny trwał sylwestrowy koncert w lubelskiej filharmonii. I był to czas niemal nieustającej muzycznej rozkoszy, przerwanej tylko jednym dłuższym antraktem na przednoworoczny toast i przedzielonej kilkoma wejściami autokonferansjerskimi Krzysztofa Jakowicza, które jednak były równie pysze jak jego granie.

Koncerty sylwestrowe to już wieloletnia tradycja naszej filharmonii. Co roku występuje jakaś gwiazda klasyki ze specjalnym klasyczno-rozrywkowym programem. Co roku bilety są wyprzedane na kilka tygodni przed 31 grudnia mimo wysokich cen. Co roku sala pęka w szwach, a widownią są także przejścia, schody i cztery balkony. Co roku wszyscy są dumni, że mogą się potłoczyć na takim wydarzeniu muzyczno-towarzyskim. I co roku koncert kończy się kilkoma bisami.

Tak było i tym razem. A może nawet było bardziej atrakcyjnie, tłoczno i szczęśliwie. Program przygotowano iście szampański. Pod hasłem "Miłośnie i filmowo” pomieszczono kilka wiązanek i kilka pojedynczych popularnych utworów zaczerpniętych ze słynnych filmów, z dużym udziałem numerów miłosnych, ale – jak na sylwestra przystało – niekoniecznie wolnych (np. "Umówiłem się z nią na dziewiątą” czy "Libertango”).

Najlepszą pozycją koncertu okazał się miszmasz zatytułowany "Suita sensacyjna”, na który złożyły się fragmenty utworów "James Bond Main Theme” Monty'ego Normana, "Stawka większa niż życie" Jerzego Matuszkiewicza, "Mission Impossible” Lalo Schifrina, "07 zgłoś się” Włodzimierza Korcza, "The Pink Panther” Henry'ego Manciniego i "Vabank” Henryka Kuźniaka. Był najbardziej porywający i elektryzujący, w czym tyle samo zasługi mieli kompozytorzy co wykonawcy.

W tym punkcie programu, ale też w paru innych, Krzysztof Jakowicz zaskakiwał niezwykłą dynamiką i nerwem grania oraz niebywałą jak na 70-latka ruchliwością przechodzącą momentami w taniec. Akompaniowali mu z równą werwą – kiedy było trzeba – lubelscy filharmonicy i członkowie Kameleon Septet Hadriana Filipa Tabęckiego. Kiedy indziej cała muzyczna załoga z czułością romantyzowała, wprawiając słuchaczy w niebiański nastrój.

Ci, którzy mieli szczęście wszystko to słyszeć i widzieć, zapewne poszli witać nowy rok na bale sylwestrowe, imprezy klubowe czy prywatki z prawdziwie szampańskimi humorami.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

październik 2017
P W Ś C Pt S N
1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031
CGK - aplikacja mobilna