Przeglądarka, z której korzystasz jest przestarzała.

Starsze przeglądarki internetowe takie jak Internet Explorer 6, 7 i 8 posiadają udokumentowane luki bezpieczeństwa, ograniczoną funkcjonalność oraz nie są zgodne z najnowszymi standardami.

Prosimy o zainstalowanie nowszej przeglądarki, która pozwoli Ci skorzystać z pełni możliwości oferowanych przez nasz portal, jak również znacznie ułatwi Ci przeglądanie internetu w przyszłości :)

Pobierz nowszą przeglądarkę:

Użytkownik

Wybory 2011

Utworzony przez Gość, 30 czerwca 2011 o 14:23
Wyniki sondaży i sondaży ulicznych --> www.wybory.xaa.pl a kto wg was wygra wybory ?
Zaloguj się, aby oddać głos
0
Minister Radosław Sikorski nadużył instytucji noty dyplomatycznej do prywatnej, wewnętrznej walki z opozycją. Nota miała wywołać ze strony innego państwa działania "uciszające" o. Tadeusza Rydzyka. Miała sprowokować Benedykta XVI do "załatwienia problemu o. Rydzyka". Posunięcie polskiego resortu spraw zagranicznych świadczy także o braku szacunku i lekceważeniu Ojca Świętego, którego potraktowano jak chłopca do bicia czy chłopca na posyłki obecnych polskich władz w ich rozprawie z polską opozycją i aktywną grupą polskich katolików. Artykuł 54 Konstytucji RP zapewnia każdemu, nie wyłączając osób duchownych, w tym o. Tadeusza Rydzyka, "wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji". Z kolei art. 32 głosi, iż "wszyscy są wobec prawa równi", "mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne" oraz że "nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny". Obywatel Rzeczypospolitej o. Tadeusz Rydzyk, zaproszony do Brukseli na konferencję na temat odnawialnych źródeł energii jako osoba, która z własnego doświadczenia zna problemy związane z rozwojem i utrudnieniami dotyczącymi geotermii w Polsce, nie wygłosił kazania w sprawach wiary, Kościoła i jego dogmatów, lecz referat o trudnościach w konkretnej sprawie, z jaką się boryka inicjatywa gospodarcza toruńskiej geotermii. Mówił o przeszkodach, jakie władze państwowe stawiają temu przedsięwzięciu. Przedstawiał konkretne dowody, pisma i tym podobne dokumenty, jak to się zwykle czyni na merytorycznych zebraniach. Te metody są totalitarne Obywatel RP, także we "wspólnej Europie", która tego typu działania popiera, ma prawo do wolnego przedstawienia faktów, informacji i związanych z nimi poglądów własnych. Obywatel RP, korzystający z konstytucyjnej wolności słowa i równości, miał prawo wyrażenia swych odczuć i choćby ostrej w słowach (ale przecież nie wulgarnej typu "dureń", "idiota", "dyplomatołek", "faszysta", "nekrofil" i wiele innych określeń będących w arsenale środowisk rządzących) oceny traktowania jego geotermalnych inicjatyw przez polską administrację, która jest częścią szeroko rozumianej administracji unijnej. Miał prawo na podstawie przedstawianych faktów ocenić sytuację z jego perspektywy jako "skandal". Miał prawo stwierdzić, iż grupa organizatorów geotermii (działających zresztą głównie na użytek uczelni toruńskiej mającej obniżyć koszty jej utrzymania) "czuje się wykluczona". Miał prawo subiektywnie twierdzić, iż "jesteśmy dyskryminowani", za czym przemawiają przecież powszechnie znane działania władz wobec działań o. Tadeusza Rydzyka. Miał w końcu pełne konstytucyjne prawo określić całą sytuację słowami: "to jest totalitaryzm". Totalitaryzm, według słownika, to taki system organizacji państwa, który głęboko ingeruje we wszelkie obszary życia społecznego, gospodarczego, politycznego czy kulturalnego w celu zachowania nad nimi kontroli. To system wykluczeń i przeszkód, dyskryminacji i barier administracyjnych i politycznych. Czy więc obywatel Rzeczypospolitej na merytorycznej konferencji gospodarczej we "wspólnej Europie" nie może na określenie konkretnych szykan administracyjno-gospodarczych dotykających go w Polsce użyć sformułowania "to jest totalitaryzm"? Czy wypowiedzi o naruszeniach prawa w Polsce poza jej granicami "psują wizerunek" Polski czy raczej tych, którzy to prawo naruszają? To dlaczego rząd polski nie składa not, nie protestuje na liczne skargi przeciwko Polsce kierowane przez obywateli polskich np. do Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu? Dlaczego "państwo polskie nie reaguje" notami, gdy niektóre środowiska skarżą Polskę o naruszenia prawa unijnego do Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu? Wyroki przez te Trybunały wydawane przecież też "psują" wizerunek Polski, a władze nie ścigają adresatów skarg i nie insynuują im "narastającego poczucia bezkarności", nie szykanują za "szkodzenie interesom Polski". Zła wola i manipulacje Przy okazji należy przypomnieć, że rzecznik MSZ w swych wystąpieniach publicznych nie powinien dezinformować opinii publicznej w Polsce co do treści wystąpienia o. Tadeusza Rydzyka w Brukseli, który nie mówił, że "Polska jest krajem niecywilizowanym i totalitarnym". Mówił jedynie, że konkretna, opisywana przez niego sytuacja administracyjnych utrudnień ze strony władz "jest totalitaryzmem", jest - skoro znamy sens tego słowa - sytuacją eliminowania środkami administracyjno-policyjnymi z życia społecznego, gospodarczego czy kulturalnego. Nota MSZ do Państwa Watykańskiego jest tylko kolejnym dowodem tego zastraszającego totalitaryzmu. Nota zresztą wyrywała z kontekstu i przeinaczała sens wypowiedzi o. Tadeusza Rydzyka, zmieniając jej istotę w treści szczujące na ich autora i mające go ośmieszyć oraz poniżyć w o
Zaloguj się, aby oddać głos
0
TaylorMade 2.0 Irons Loved by Many Pro Golfers Although a boob king, Iris I, was installed afterwards academic ability in 1951, Libya's neo-colonial cachet continued—symbolised by the enactment TaylorMade 2.0 Irons of the behemothic US Wheels air abject abreast Tripoli, which functioned as a hub for US aggressive operations aloft North Africa. The analysis of oil in 1959 abandoned anchored the American, British and Italian ascendancy of Libya, the abhorrence adjoin which created the altitude for Colonel Gaddafi's aggressive accomplishment in 1969. One of Gaddafi's aboriginal accomplishments was to appeal the cease of the Wheelus base, which—like his nationalisation of Libya's oil industry—initially gave the colonel anti-imperialist accreditation and a abject of accepted support. Yesterday, Britain TaylorMade Burner 2.0 Irons said it was sending several planes to airlift bags of Egyptians ashore in refugee camps on the Tunisian-Libyan border, while France said it was auctioning a helicopter carrier to amnion off Libya to admonition abandon civilians.
Zaloguj się, aby oddać głos
0
Wybitny, ofiarny i utalentowany funkcjonariusz Jednym z najbardziej wyróżniających się funkcjonariuszy MSW, zajmujących się techniką operacyjną z zakresu fotografii oraz filmowania, był Tadeusz Olejnik. Jego obszerna teczka personalna zawiera mnóstwo pochwał, wniosków o nagrody pieniężne i wyróżnienia. Stanowiska, które zajmował przez cały okres służby, świadczą o zaufaniu, jakie mieli do niego szefowie MSW. Został m.in. dopuszczony do wykonywania w resorcie spraw wewnętrznych prac o charakterze obronnym, stanowiących tajemnicę państwową. Do milicji wstąpił w 1955 r.: „Proszę o przyjęcie mnie w szeregi Milicji Obywatelskiej. Pragnę służyć dla dobra Polski Ludowej i zwalczać wrogów naszej Ojczyzny” – pisał 23-letni Tadeusz Olejnik w podaniu. Do służby w MO został przyjęty i zatrudniono go na stanowisku sekcji „O”, czyli obserwacji. Trzy lata później Tadeusz Olejnik został skierowany do Oficerskiej Szkoły Biura „B” Służby Bezpieczeństwa, którą ukończył z dobrym wynikiem. Swoją karierę związał z Biurem „B”, które zajmowało się – najogólniej biorąc – tzw. zabezpieczeniem operacyjnym. „Kpt. Tadeusz Olejnik jest długoletnim pracownikiem pionu obserwacji o bogatym doświadczeniu w zakresie pracy. Posiada duże doświadczenie w zakresie posługiwania się sprzętem fotograficznym i filmowym. Dlatego też z tego zakresu przydzielane mu są niejednokrotnie do bezpośredniego wykonania czynności specjalne. W okresie pracy brał bezpośredni udział w realizacji wielu poważnych spraw zarówno kryminalnych jak i gospodarczych, za co był wielokrotnie nagradzany nagrodami pieniężnymi. Aktywny członek PZPR, od kilku lat wybierany do władz partyjnych. Aktywnie uczestniczył w wykonywaniu zadań służbowych i partyjnych podczas marcowych wydarzeń” – napisał w opinii służbowej 3 września 1968 r. ppłk J. Jurkowski, naczelnik Wydziału „B” Komendy MO m.st. Warszawy. Przełożeni Tadeusza Olejnika podkreślali jego wybitne zdolności z zakresu obserwacji i posługiwania się sprzętem fotograficznym oraz filmowym, zwłaszcza przy wykonywaniu zdjęć operacyjnych (z ukrycia). „Sposób wykonywania przez niego tego rodzaju zadań jest bardzo ceniony przez zleceniodawców. Niezależnie od kierowania sekcją posiada zdolności, które praktycznie wykorzystuje w zakresie posługiwania się zakamuflowanym sprzętem fotograficznym i filmowym. W ostatnim okresie bezpośrednio kierował niektórymi obserwacjami, gdzie uzyskano bardzo poważne wyniki operacyjne. Za powyższe otrzymał specjalną nagrodę pieniężną” – czytamy w opinii służbowej z 1970 r., tuż po tym, jak został zastępcą dowódcy Batalionu Specjalnego Stołecznego Urzędu Spraw Wewnętrznych. Formacja ta zajmowała się m.in. zabezpieczaniem i ochroną ambasad i placówek dyplomatycznych znajdujących się na terenie Warszawy. Jako funkcjonariusz przydzielony do zadań specjalnych i posiadający najwyższe certyfikaty dopuszczenia do tajemnic państwowych, Tadeusz Olejnik informował każdorazowo swoich przełożonych o zagranicznych planach wyjazdowych swojej rodziny. „Uprzejmie proszę Obywatela Komendanta o wyrażenie zgody na wyjazd mojej żony Elżbiety w podróż okrężną statkiem linii dalekowschodniej m/s »Prof. Mierzejewski«, na którym zatrudniony jest mój syn Jacek na stanowisku III oficera” – pisał 25 kwietnia 1983 r. mjr Olejnik. Szef KSMO wyraził zgodę, podobnie jak na wyjazd córki zastępcy dowódcy Batalionu Specjalnego SUSW, Moniki Olejnik. „Zwracam się z uprzejmą prośbą do Obywatela Komendanta o wyrażenie zgody na wyjazd mojej córki Moniki do Wielkiej Brytanii w m-cu lipcu i sierpniu b. r. Córka jest dziennikarką zatrudnioną w Polskim Radiu program III i w czasie wykonywania czynności służbowych poznała w Warszawie ob. Claude Posnic, właściciela sklepu kupno-sprzedaż pianin. Wymieniony w czasie rozmowy z moją córką powiedział, że był znajomym mojego teścia, Józefa Góralczyka zam. od 1939 r. na stałe w Londynie. Teść mój przed 3-ma laty w wieku 80 lat podobno nagle zmarł w wyniku wypadku ulicznego. Informację tę uzyskałem w kilka miesięcy po tym wypadku od znajomego, który był w Londynie. Od tamtego czasu żadnej wiadomości od teścia nie otrzymałem, a starania czy też potwierdzenie tego faktu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych nie przyniosły rezultatu. W związku z powyższym p. Claude Posnic przysłał córce zaproszenie, aby na miejscu wyjaśnić te okoliczności. Nadmieniam, że moja córka Monika do tej pory za granice nie wyjeżdżała. Uprzejmie proszę Obywatela Komendanta o rozpatrzenie mojego raportu” – pisał mjr Olejnik w czerwcu 1983 r. Informował on swoich przełożonych nie tylko o wyjazdach prywatnych syna (m.in. do Danii), córki (do Nepalu i Turcji) i żony (do Danii, Turcji), ale także o wyjazdach służbowych. „Uprzejmie informuję, że moja córka Monika Wasowska (z d. Olejnik) ur. (...) zam. (...), zatrudniona w Polskim Radiu i Telewizji wyjeżdża służbowo do Finlandii w terminie 23–30 listopada 1986 r. Koszty przejazdu i pobytu pokrywa delegująca instytucja” – pisał w raporcie do naczelnika wydziału kadr SUSW mjr Olejnik. Rok później mjr Olejnik meldował o służbowym wyjeździe córki na Maltę. „Zatrudniona w Polskim Radiu i Telewizji w charakterze redaktora zamierza wyjechać służbowo na Maltę. Wyjazd ma nastąpić w ramach wycieczki zbiorowej organizowanej przez Państwowe Przedsiębiorstwo Orbis” – pisał mjr Olejnik już nie do swojego szefa, ale do dyrektora Departamentu Kadr MSW. W tym czasie Tadeusz Olejnik był funkcjonariuszem Wydziału XIII Biura „B” Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Wydział ten zajmował się m.in. osobowym żródłem informacji związanych z lokalami kontaktowymi i punktami obserwacyjnymi, planowaniem działań operacyjnych i podglądem audiowizualnym opozycji demokratycznej. Kogo dokładnie śledzono i filmowano – nie wiadomo, bo w ogromnej większości materiały zostały zniszczone, a w IPN zachowały się jedynie protokoły brakowania. Według nieoficjalnych informacji część materiałów nie została zniszczona – jak podawano oficjalnie – ale miała trafić do prywatnego archiwum gen. Czesława Kiszczaka. Także w przypadku własnych zagranicznych wyjazdów – m.in. do Związku Radzieckiego – informował o tym swoich przełożonych. Z pracy w MSW Tadeusz Olejnik odszedł w maju 1988 r. ze stanowiska zastępcy naczelnika Wydziału III Biura „B” MSW, który zajmował się m.in. cudzoziemcami oraz dziennikarzami krajów kapitalistycznych. „Tow. Tadeusz Olejnik jest długoletnim działaczem partyjno-politycznym. Wielokrotnie pełnił szereg funkcji partyjnych, takich jak wykładowca grupowy, członek egzekutywy POP, członek Komitetu Zakładowego itp. Pracując w organach ochrony ładu i porządku publicznego do chwili obecnej, za pozytywne wyniki pracy był wielokrotnie awansowany do stopnia majora włącznie. Za działalność społeczno-polityczną był dziewiętnastokrotnie odznaczany medalami i orderami do Krzyża Kawalerskiego Orderu Odrodzenia Polski włącznie” – czytamy w opinii partyjnej wystawionej przed odejściem mjr. Olejnika ze służby przez POP PZPR przy MSW. Według dokumentów, jednym z powodów jego odejścia ze służby był zły stan zdrowia spowodowany m.in. stresem w związku z pracą z marginesem społecznym. „Wykonując funkcje kierownicze w Batalionie Specjalnym KSMO oraz Biurze »B« MSW, bezpośrednio nadzorując pracę operacyjną tych jednostek, co obliguje do służby terenowej w różnych godzinach doby. Rozległość problematyki służbowej, terminowość wykonawstwa oraz konieczność reagowania na problemy podległego personelu zmusza w/wym. do pełnienia służby w godzinach ponadnormatywnych. Ze względu na osiągnięcie wysługi emerytalnej oraz pogarszający się stan zdrowia wystąpił z prośbą o skierowanie do Komisji Lekarskiej” – czytamy w zaświadczeniu z maja 1988 r. Po przejściu na emeryturę Tadeusz Olejnik zaczął pracować w pionie księgowym Energopolu – spółki budującej m.in. gazociąg w ZSRR. W jego aktach paszportowych znajduje się wniosek o wydanie służbowego paszportu do Związku Radzieckiego w związku z pracą. W tym czasie szefem Energopolu był Michał Zubrzycki, który w latach 90. pełnił funkcję wiceprezesa ds. handlowych w jednej ze spółek należących do Janusza Palikota.
Zaloguj się, aby oddać głos
0
Rodzinny interes ministra Sawickiego (foto. Radosław Drożdżewski/wikimedia.org) Minister Rolnictwa i Rozwoju wsi Marek Sawicki objął patronatem honorowym I Międzynarodowy Kongres Grupy SCD Probiotics, który w lipcu odbędzie się w Warszawie. Patronem medialnym jest I Program Polskiego Radia, a jednym z głównych partnerów konferencji spółka Bio-World, w której władzach zasiada Katarzyna Sawicka, córka ministra rolnictwa. Nie jest to pierwsza konferencja pod patronatem honorowym ministra Sawickiego i publicznego radia oraz spółki córki Sawickiego – we wrześniu ubiegłego roku Bio-World było współorganizatorem konferencji w Licheniu pt. „Mikroorganizmy dla współczesnego rolnictwa”. To także niejedyne przedsięwzięcie, w jakie zaangażowani są bliscy Marka Sawickiego. Kilka tygodni temu minister rolnictwa wziął udział w uroczystym otwarciu prywatnego Zakładu Opiekuńczo-Leczniczego z Rehabilitacją, który powstał dzięki potężnym dotacjom unijnym. Właścicielem obiektu jest spółka Sawimed, w której – według rejestrów www.ktokogo.pl – zasiadały żona ministra Sawickiego Wiesława i córka Katarzyna. Szpital na peryferiach O spółce Sawimed „Gazeta Polska” pisała trzy lata temu. Wiesława Sawicka, wiceprezes prywatnej spółki Sawimed, we wrześniu 2008 r. w imieniu swojej firmy kupiła po atrakcyjnej cenie grunt w gminie Repki, gdzie w latach 1990–1996 wójtem był jej mąż Marek Sawicki, obecny minister rolnictwa. Grunt z budynkami na sprzedaż wystawiła gmina, a z jego pierwokupu zrezygnowała Agencja Nieruchomości Rolnych, nadzorowana przez ministra rolnictwa i rozwoju wsi. Grunt w drodze ustnego przetargu kupiła prywatna spółka, która sprzedała go innej firmie. „I może nie byłoby nic dziwnego w tej sprawie, gdyby nie to, że zarówno w pierwszej, jak i w drugiej firmie pracują ci sami ludzie, że kupującą grunt jest żona ministra rolnictwa i rozwoju wsi, cena zaś – wielokrotnie niższa od cen rynkowych” – pisała „GP”. Spółka, w której zasiadały żona i córka ministra Sawickiego, została powołana tuż przed zawarciem transakcji. Z aktu notarialnego wynika, że za 2,15 ha gruntu z budynkiem byłej szkoły, murowanym, krytym papą, dwukondygnacyjnym o powierzchni użytkowej 751,33 mkw., w średnim stanie technicznym, murowanym budynkiem byłego przedszkola o powierzchni użytkowej 132,75 mkw., murowanym garaem o powierzchni użytkowej 89,60 mkw. spółka Sawimed zapłaciła 150 tys. zł. Po zakupie przedstawiciele spółki wystąpili o dotacje unijne. Rozdział środków z Regionalnego Programu Operacyjnego, którego beneficjentem został Sawimed, nadzorował zarząd województwa mazowieckiego z Adamem Struzikiem (PSL) na czele. Tytuł złożonego przez Sawimed wniosku o dofinansowanie brzmiał: „Przebudowa, rozbudowa ze zmianą sposobu użytkowania istniejącego budynku szkoły z przeznaczeniem na Zakład Opiekuńczo-Leczniczy z częścią rehabilitacyjną wraz z wyposażeniem oraz infrastrukturą zewnętrzną w miejscowości Sawice-Wieś nr 19”. Co ciekawe – choć spółka ma status przedsiębiorstwa mikro (roczny obrót do 2 mln euro), a w konkursie brały udział przedsiębiorstwa małe (do 10 mln euro) i średnie (do 43 mln euro), to kwota, o jaką wnioskował Sawimed, wyniosła... aż 4,6 mln zł. Dotacja została przyznana i w kwietniu tego roku nastąpiło uroczyste otwarcie szpitala, w którym wzięli udział minister Marek Sawicki, minister – główny inspektor pracy Tadeusz Zając, przedstawiciele Urzędu Marszałkowskiego, Mazowieckiej Jednostki Wdrażania Programów Unijnych, Narodowego Funduszu Zdrowia, starostowie: sokołowski i węgrowski, wójt gminy Repki, dyrektorzy publicznych ZOZ-ów i szpitali z regionu. „Placówka dysponuje profesjonalnie wyposażonymi salami do ćwiczeń rehabilitacyjnych i nauki chodu, pracownią terapii zajęciowej, gabinetami psycho- i muzykoterapii. Pacjenci mają do dyspozycji nowoczesny blok rehabilitacji, m.in. z pracowniami hydroterapii, krioterapii i masażu leczniczego” – mówiła z okazji otwarcia zakładu lokalnemu tygodnikowi Wiesława Sawicka. Z obszernej relacji czytelnicy nie dowiedzieli się, że jest to żona ministra Sawickiego, a zakup nieruchomości wzbudził tak duże wątpliwości, że sprawą zajęło się Centralne Biuro Antykorupcyjne. > Honorowy patronat Minister Marek Sawicki wspiera również przedsięwzięcie swojej córki, która zajmuje się probiotykami. Probiotyki to wyselekcjonowane kultury bakteryjne, które początkowo były stosowane w dietetyce, a od kilku lat są wykorzystywane w rolnictwie. Preparaty probiotyczne robią błyskawiczną karierę i są szeroko stosowane w związku z zanieczyszczeniem środowiska naturalnego. Wpływają m.in. na detoksykację trucizn, łącznie z pestycydami, i poprawiają stan gleby. W Polsce jednym z potentatów handlujących preparatami probiotycznymi jest firma Bio-World, w której władzach zasiada córka ministra rolnictwa i rozwoju wsi Katarzyna Sawicka. Na stronie internetowej Bio-World znajduje się zaproszenie do sklepu internetowego: „Od 2009 roku BIO-WORLD sp. z o.o. jest generalnym dystrybutorem wszelkich wyrobów będących w ofercie ProBiotics Polska”. W sklepie wyszczególniony jest asortyment produktów, jakie można kupić w sprzedaży wysyłkowej, za pomocą której rozprowadzana jest większość probiotyków. Gorącym zwolennikiem stosowania mikroorganizmów jest minister Marek Sawicki, który zachwala je przy każdej nadarzającej się okazji, podkreślając ich pozytywną rolę w produkcji rolnej. Nietrudno dostrzec, że minister rolnictwa i rozwoju wsi wspiera inicjatywy związane z probiotykami. W internecie można np. znaleźć informacje na temat ubiegłorocznej konferencji w Licheniu pod jego patronatem. Współorganizatorem konferencji była spółka Bio-World. „Konferencję otworzył minister rolnictwa Marek Sawicki, który w swoim wystąpieniu zwrócił uwagę na nowe zadania stawiane przed polskim rolnictwem przez Unię Europejską, tj. dbałość o ochronę środowiska naturalnego poprzez poprawę kultury ziemi i dobrostanu zwierząt oraz nowe technologie uprawy roślin ograniczające stosowanie chemii zastępujące ją mikroorganizmami jako biostymulatorami wzrostu i rozwoju roślin. Podkreślił, że bioorganizmy stosowane w ochronie zwierząt doskonale sprzyjają ich życiu” – czytamy na stronie http://www.wir.org.pl/aktualne/em.htm. Informację opatrzono zdjęciem ministra Sawickiego. Na konferencji w Licheniu nie skończyły się inicjatywy, którym patronował minister Marek Sawicki, a współorganizawała firma jego córki. Za kilka dni w warszawskim hotelu „Gromada” odbędzie się międzynarodowa konferencja pod auspicjami ministra rolnictwa i rozwoju wsi. Kongres jest organizowany z rozmachem – oprócz ministra, patronat medialny objął I Program Polskiego Radia, a wśród gości znaleźli się znani naukowcy propagujący probiotyki. Partnerem kongresu jest m.in. spółka Bio-Word, a Katarzyna Sawicka znalazła się w komitecie organizacyjnym kongresu. W rozmowie z „GP” córka ministra Sawickiego powiedziała, że nie ma konfliktu interesów. – Poza tym nie wiedziałam, kto obejmie honorowy patronat, a ja sama niewiele mam wspólnego z kongresem – dodała w rozmowie z nami Katarzyna Sawicka. Do chwili oddania tego numeru do drukarni minister Marek Sawicki nie odpowiedział na naszą prośbę o rozmowę. Dorota Kania
Zaloguj się, aby oddać głos
0
JAK NISZCZONO GÓRNICTWO WĘGLA KAMIENNEGO W III RZECZPOSPOLITEJ - CZĘŚĆ I - MIĘDZYNARODOWE I OGÓLNOPOLSKIE TŁO LIKWIDACYJNEJ RESTRUKTURYZACJI GÓRNICTWA WĘGLOWEGO (Niniejszy tekst jest odcinkiem publicystycznej wersji mojego artykułu naukowego z grudnia 2010 r. - "Protesty społeczne w górnictwie węgla kamiennego w Polsce po 1989 roku: tło, przyczyny, przebieg oraz konsekwencje". Jest nim dowodzona teza, iż tzw. restrukturyzacja górnictwa węgla kamiennego w Polsce po roku 1989 była celową likwidacją potencjału wydobywczego rentownego ekonomicznie polskiego górnictwa. Rzeczywistym bowiem, a ukrywanym celem było wyeliminowanie Polski jako wielkiego eksportera węgla kamiennego z rynków światowych w interesie głównych konkurentów polskiego węgla czyli przede wszystkim USA, Australii, Kanady i RPA. Był to program restrukturyzacji opracowany przez Bank Światowy, a realizowany przez kolejne polskie rządy, zarówno postsolidarnościowe jak i postkomunistyczne - w latach 1989-2003. W rezultacie tej niszczącej restrukturyzacji Polska z wielkiego eksportera światowego węgla kamiennego na poziomie ponad 30 mln ton w 1990 roku, stała się ostatecznie od 2008 roku jego importerem netto na poziomie ponad 10 mln ton. Bezpośrednie i pośrednie straty ekonomiczne szacuję na rząd kilkuset miliardów złotych. Prawda o tej restrukturyzacji do tej pory jest bezwzględnie ukrywana przed polską opinią publiczną, a jej realizatorzy w osobach polityków, menedżerów i naukowców, funkcjonują publicznie jako postacie wielce kompetentne i zasłużone dla polskiej polityki, gospodarki i nauki.) 1. ZNACZENIE GOSPODARCZE POLSKIEGO WĘGLA KAMIENNEGO Polskie górnictwo węgla kamiennego do roku 1989 pozostawało strategicznym pod sektorem ówczesnej gospodarki realnego socjalizmu. Przez cały okres istnienia Polski Ludowej w latach 1945-1989 zapewniało bowiem dopływ kluczowych dla bilansu płatniczego walut wymienialnych oraz relatywnie tanie źródło energii pierwotnej dla nisko efektywnego i wysoce energochłonnego rozwoju przemysłu i całej gospodarki. Węgiel kamienny był i jest nadal kluczowym - pierwotnym nośnikiem energii polskiej gospodarki, przy rosnącym od lat 60-tych udziale węgla brunatnego. W chwili obecnej aż 95,4 proc. energii jest produkowanej z węgla, w tym około 64 proc. z węgla kamiennego. Polska Ludowa była największym w Europie, poza ówczesnym Związkiem Radzieckim, producentem i wielkim światowym eksporterem węgla kamiennego, tak energetycznego, jak i koksowego. W 1988 roku Polska wydobywała 193 mln ton węgla, eksportując 32,2 mln ton węgla i 2,8 mln ton koksu, w 1989 roku odpowiednio 187, 28,9 i 3,2, a w 1990 roku 148, 28 i 3,7. W 1989 roku była czwartym na świecie producentem tego surowca energetycznego po Chinach, USA i ZSRR a przed Indiami, Republiką Południowej Afryki i Australią oraz Wielką Brytanią. Rozpad imperium radzieckiego w latach 1989-1991, najpierw w jego części zewnętrznej w latach 1989-1990, a ostatecznie części wewnętrznej w postaci samego państwa Związku Radzieckiego w 1991 roku oraz załamanie gospodarki realnego socjalizmu w Polsce w latach 1988-1991, otworzyło procesy transformacji polskiej gospodarki i samego górnictwa węglowego. Zmiany organizacyjne i ekonomiczne w górnictwie polskim były w nowych warunkach niezbędne. Program przystosowania górnictwa do warunków rynkowych opracowany z udziałem naukowców Politechniki Śląskiej i Polskiej Akademii Nauk powstał na zlecenie Krajowej Komisji Górnictwa NSZZ „Solidarność” już w 1989 r. Jednak o przebiegu procesów przekształceń w samym górnictwie zadecydowały dwa strategiczne programy gospodarcze realizowane przez kolejne rządy. 2. "TERAPIA SZOKOWA" WASHINGTON CONSENSUS I BANK ŚWIATOWY Pierwszym był tzw. "plan Balcerowicza" wdrożony pakietem specjalnych ustaw z dniem 1 stycznia 1990 r. Został on opracowany w zasadniczych założeniach w formule skrajnie neoliberalnej „terapii szokowej” (uzgodniony na wiosnę 1989 r.) przez lidera światowej oligarchii finansowej Georga Sorosa dla ostatniego komunistycznego rządu Mieczysława Rakowskiego. Spektakularna klęska partii komunistycznej w częściowo wolnych wyborach parlamentarnych w czerwcu 1989 r., a następnie „odwrócenie sojuszy” w parlamencie w sierpniu tegoż roku przez dotychczas satelitarne wobec komunistów partie, Zjednoczone Stronnictwo Ludowe i Stronnictwo Demokratyczne, spowodowało utratę władzy parlamentarnej przez komunistów i umożliwiło powołanie pierwszego rządu niekomunistycznego a z udziałem komunistów. W nowych warunkach latem 1989 r. plan G. Sorosa został uszczegółowiony już dla potrzeb pierwszego niekomunistycznego rządu Tadeusza Mazowieckiego przez sponsorowanego przez Sorosa harvardzkiego ekonomistę Jeffreya Sachsa. Dla ukrycia jego niesuwerennego charakteru nazwano go i nadal się go nazywa tzw. "planem Balcerowicza", choć sam Balcerowicz nie ma z jego powstaniem nic wspólnego. Jak wspomina to J.Sachs, decydująca okazała się rozmowa w sierpniu 1989 roku z desygnowanym do roli nowego premiera T. Mazowieckim, który musiał znaleźć kogoś, kto naprawdę byłby w stanie, podjąć się tak ogromnego wysiłku. Wspomniał o Balcerowiczu, którego nie znałem. W końcu to właśnie Balcerowicz pokierował wykonaniem trudnych zadań gospodarczych Sądzę, że gdyby nie utrata bezpośredniej władzy politycznej w parlamencie przez komunistów na przełomie czerwca - sierpnia 1989 r., to właśnie komunistyczny rząd realizowałby ten sam plan „terapii szokowej”, tyle że pod inną nazwą „planu Rakowskiego” czy „planu Wilczka”. Drugim strategicznym projektem był program restrukturyzacji polskiego podsektora węgla kamiennego Banku Światowego ze stycznia 1991 r. Program ten został zaakceptowany i był wdrażany przez kolejne polskie rządy, acz z różnym natężeniem i konsekwencją, praktycznie aż do końca 2003 r. O realizacji tego programu w zasadniczy sposób decydowały aż do 2002 roku kolejne „misje węglowe” Banku Światowego, o czym świadczy porównanie zaleceń tych „misji”, szczególnie w postaci zalecenia limitowania eksportu polskiego węgla, z późniejszą polityką rządów polskich. Z istniejących dwóch polskich zagłębi węglowych, dolnośląskiego i górnośląskiego - w Dolnośląskim Zagłębiu Węglowym w rejonie Wałbrzycha, gdzie było czynnych 5 kopalń, zlikwidowano całkowicie 4 kopalnie poczynając od października 1991 roku, a budowaną nową kopalnię antracytu zamknięto w 1996 r. Nie stworzono tam alternatywnych miejsc pracy, przekształcając ten region w zagłębie biedy i bezrobocia sięgającego powyżej 30 proc. W regionie tym doszło do budowy tzw. „biedaszybów” przez zdesperowanych byłych górników, w postaci wykopywania głębokich jam i wydobywania z nich ręcznie węgla, z wypadkami śmiertelnego zasypywania w nich ludzi. Zagłębie Górnośląskie, gdzie były 64 kopalnie, podlegało procesom ograniczania wydobycia i likwidacji kopalń po rok 2003. Tzw. "plan Balcerowicza", a w istocie plan Sorosa-Sachsa, był zgodny z zasadami Washington Consensus narzucanymi zadłużonym krajom peryferyjnym i semiperyferyjnych przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy i Bank Światowy oraz administrację rządową USA. Zakładał poprzez „szokową terapię” sprywatyzowanie majątku państwowego, maksymalną deregulację gospodarki, w tym finansów oraz walkę z inflacją jako główny cel gospodarczy. W istocie sprowadzał się on do redukcji aktywności gospodarczej poprzez uderzenie w popyt wewnętrzny, nieskrępowane otwarcie rynków na zagraniczną konkurencję, a rynków finansowych na zagraniczne kapitały spekulacyjne, zawłaszcza amerykańskie oraz przejęcie przez kapitał zagraniczny w drodze prywatyzacji gospodarczych enklaw rentowności i nowoczesności technologicznej. 3. RENTOWNOŚĆ EKONOMICZNA WYDOBYCIA WĘGLA W planie tym górnictwo miało odegrać i odegrało rolę tzw. "kotwicy" inflacji. To „zakotwiczenie” inflacji w Polsce polegało na tym, że z dniem 1 stycznia 1990 r. utrzymano urzędowe ceny węgla, a uwolniono prawie wszystkie pozostałe. Węgiel kamienny jest podstawowym nośnikiem energii w Polsce, więc jego niska, bezpośrednio i pośrednio administracyjnie utrzymywana cena, stała się gwarantem ograniczania inflacji. W ten sposób wyłączono górnictwo z urynkowienia gospodarki. Narzucone ceny urzędowe poniżej kosztów wydobycia uczyniły wydobycie węgla kamiennego nierentownym finansowo już na starcie, mimo obiektywnej wysokiej rentowności ekonomicznej. I tak w całym 1990 r. średni koszt wydobycia 1 tony węgla wynosił według ówczesnego kursu dolara 20 USD, a średnia cena węgla eksportowanego z Polski 50 USD. Kopalnie zaś zostały zmuszone do sprzedawania węgla po średniej cenie 12 USD. Ponieważ eksport był bardzo opłacalny, to rząd polski wprowadził 80 procentowy podatek eksportowy. O wysokiej opłacalności wydobycia węgla kamiennego świadczy podstawowe kryterium porównawcze jakim jest cena parytetowa czyli potencjalna cena węgla importowanego do Polski, jaką musieli by płacić krajowi odbiorcy, gdyby zdecydowano się zaprzestać własnego wydobycia. W 1991 r. najtańszy węgiel energetyczny z importu musiałby kosztować już w porcie polskim przed wyładunkiem od 42 do 52 dolarów za tonę, jak szacowali eksperci ekonomiczni firmy eksportowej węgla „Węglokoks”, przy ówczesnej średniej cenie węgla krajowego na poziomie nieco ponad 25 dolarów za tonę, a kosztach wydobycia 28,5 dolarów, zaś średniej cenie węgla eksportowanego z Polski na poziomie około 49 dolarów za tonę. W centrum kraju, w zależności od jakości i kierunku importu, a także po doliczeniu VAT lub podatku obrotowego czy cła, jego cena parytetowa wynosiłaby od 61,9 do 71,9 dolara za tonę. 4. SPIRALA ZADŁUŻANIA GÓRNICTWA W 1990 r. uruchomiono proces spiralnego zadłużania kopalń, aż po stan katastrofy finansowej całego górnictwa od połowy lat 90. Polityka sterowania cenami zbytu węgla poniżej kosztów ich wydobycia doprowadziła do sytuacji, gdy obiektywnie wysoce rentowny ekonomicznie podsektor węgla kamiennego stał się nierentowny finansowo, stale powiększając wielkie zadłużenia. Ruszyła bowiem „kula śnieżna” zadłużenia górnictwa; od 4,5 bln starych zł w 1990 r., przez 7 bln w 1991, 23 bln w 1992, po 13 mld nowych zł w 1998 i ponad 23 mld zł w 2002 r. Mechanizm sterowania przez kolejne rządy cenami węgla poniżej kosztów jego wydobycia utrzymano bowiem po 1990 roku. Po zniesieniu cen administracyjnych wprowadzono ceny kontrolowane przez podległe Ministerstwu Finansów Izby Skarbowe. Następnie zaś ceny zbytu węgla dla potrzeb zawodowej energetyki były określane przez faktyczny dyktat monopolistyczny państwowego sektora energetycznego, a faktycznie ustalane przez Ministerstwo Gospodarki. Energetyka przechwytywała poprzez tak narzucane ceny akumulację ekonomiczną z górnictwa, a poprzez relatywnie niższe ceny energii z akumulacji tej dyskretnie dotowano też odbiorców polskiej energii. Dla przykładu, w 1997 r. ustalono cenę 32 USD za tonę węgla energetycznego, mimo iż węgiel importowany musiałby kosztować minimum 35 USD, a i tak w ciągu roku zmuszono spółki węglowe do sprzedaży węgla po 27 USD. A równocześnie limitowano i ograniczano administracyjnie eksport węgla, mimo iż aż do 1997 roku był on nawet pod ówczesnym względem finansowym opłacalny, a okresowo wysoce opłacalny. Do tego doszły duże obciążenia fiskalne w postaci wysokich opłat za podziemne wyrobiska i 22 proc. VAT. Wszystko to działo się w sytuacji polityki Narodowego Banku Polskiego podwyższania wartości złotego w stosunku do walut krajów rdzenia, czyli aprecjacji złotego, w ramach której w latach 1990-1997 złoty zyskał 180 proc. na swej wartości w stosunku do dolara. I w takiej relacji spadła opłacalność eksportu węgla. Z szacunków ekspertów Górniczej Izby Przemysłowo-Handlowej wynikało, że gdyby nie restrykcyjna polityka finansowa kolejnych rządów branża ta byłaby rentowna i generowała nie wielkie straty, jak oficjalnie się powtarzało - lecz wielkie zyski. Szacowali oni, że jeden tylko czynnik restrykcyjny czyli kształtowanie cen węgla kamiennego poniżej poziomu inflacji w latach 1990-1997, spowodowało straty dla górnictwa w wysokości 268 bilionów starych złotych ( 26 817,6 mln zł). Jeśli odejmiemy od tego sumy przeznaczone na dotacje dla kopalń oraz wszelkiego typu umorzenia zobowiązań wobec górnictwa w wysokości 68 bln starych zł ( 6 780 mln zł ), to górnictwo powinno było przynieść ponad 200 bln starych zł zysku brutto (20 037,6 mln zł),vi tj. ponad 20 mld zł, a zysku netto 17 mld 715, 6 ml zł. CDN Dr Wojciech Błasiak – prawica.pl
Zaloguj się, aby oddać głos
0
“Polską nie rządzą Polacy” – Mirosław Kokoszkiewicz Aktualizacja: 2011-07-1 9:29 am Tytułowy cytat to tak naprawdę jedyny i główny przekaz, jaki dotarł za pośrednictwem polskojęzycznych mediów na temat wizyty ojca Tadeusza Rydzyka w Parlamencie Europejskim. No może jeszcze nazwanie totalitaryzmem przez zakonnika tych wszystkich wieloletnich medialnych nagonek, cofaniu dotacji i pozbawiania unijnych pieniędzy, kłamstw, prowokacji dziennikarskich w ubeckim stylu, ukrytych kamer, wtargnięć na teren prywatny, ciąganiu po sądach i mówiąc w skrócie goebbelsowskich metod. Być może ci mniej rozgarnięci rodacy łyknęli to propagandowe kłamstwo. Myślę jednak, że spora część Polaków zadała sobie trud by dotrzeć do informacji, czemu ta wizyta służyła, a po medialnej nawałnicy wiodących mediów doszła do wniosku, że nie tylko „Polską nie rządzą Polacy”, ale i media znajdują się w obcych rękach, a prasa to w przeszło 90 procentach własność niemiecka. Po pierwsze należy przytoczyć cały cytat, z którego wyrwano te cztery słowa: “Tragedią Polski jest to, że od 1939 roku Polską nie rządzą Polacy. Nie chodzi tu o krew ani przynależność. Oni nie kochają po polsku, nie mają serca polskiego” Jako, że gazeta, w której piszę jest jedną z nielicznych w stu procentach polskich, to z szacunku dla czytelników należałoby opowiedzieć prawdę o tym, w jakim to celu ojciec Tadeusz Rydzyk udał się do europejskiego parlamentu. Dyskusja, jaka się tam odbyła dotyczyła odnawialnych źródeł energii w tym głównie geotermii. W Polsce na ten temat mówi się raczej niewiele i myślę, że spora część rodaków nie zdaje sobie sprawy, że nasz kraj to swoiste światowe eldorado gdzie na 80 procentach obszaru kraju pod powierzchnią znajdują się olbrzymie zasoby gorących wód geotermalnych. Takie Niemcy, Francja czy Włochy mogą nam jedynie pozazdrościć tego bogactwa, więc warto przypomnieć pewne wydarzenia sprzed dwóch lat i porównać, jak władze innych państw reagują, kiedy uda się tam dowiercić do gorących źródeł. Kiedy z odwiertu wykonanego w tak zwanym „Basenie Paryskim” trysnęła w 2009 roku gorąca woda, okrzyknięto to we Francji sukcesem na skalę międzynarodową i Paryż cieszył się z ciepła i energii, jaka popłynie do ich miasta. Niedługo po tym podobna euforia zapanowała we Włoszech, a szczególnie w Rzymie w okolicy, którego odniesiono podobny sukces. W Niemczech, w samej Bawarii wywiercono około czterystu otworów, a inwestycje te szczodrze wspiera nie tylko Unia Europejska, ale i niemiecki rząd federalny. Dodam, że Niemcy mają zaledwie jedną piątą tego, co spoczywa pod powierzchnią Polski. Dlaczego u nas panuje cisza na temat bogactwa, jakie posiadamy? Skąd milczenie mediów i brak jakichkolwiek informacji o tym, iż toruński odwiert ojca Tadeusza Rydzyka to swoisty rekord świata, a jego wydajność to 700 metrów sześciennych gorącej wody na godzinę? Dlaczego państwo cofa środki przeznaczone na ten cel? Dlaczego rząd za wszelką cenę pragnie zataić informacje o bogactwie, jakie posiadamy? Czy aż tak silne jest lobby energetyczne? A może te zasoby w stanie nienaruszonym muszą zaczekać na jakiegoś tajemniczego nowego właściciela? Jest jeszcze i taka możliwość, że za wykorzystywanie własnych zasobów trudno spodziewać się miliardowych „wziątek” zwanych inaczej łapówkami lub łagodniej prowizjami, które to umocniły niejedną dynastię w III RP. Dlaczego zamiast radości i masowych inwestycji w geotermię mamy do czynienia z kolejnymi atakami i blokowanie wykorzystywania tych zasobów? Warto w tym miejscu przypomnieć, że rząd cofając już przyznane na toruński odwiert środki stwierdził, że: gorącej wody pod Toruniem niema i nie będzie trwonił środków na przedsięwzięcie z góry skazane na fiasko Okazało się, że gorąca woda jest, lecz zamiast radości wywołała nienawiść. Czy słowa ojca Rydzyka to nie jest cała prawda o włodarzach Polski? “Tragedią Polski jest to, że od 1939 roku Polską nie rządzą Polacy. Nie chodzi tu o krew ani przynależność. Oni nie kochają po polsku, nie mają serca polskiego” Warto też wymienić z imienia i nazwiska wszystkich tych prominentnych polityków, którzy zaangażowali się czynnie w zwalczanie geotermii i ataki na toruńskiego redemptorystę: Premier Donald Tusk, wicepremier i minister spraw wewnętrznych Grzegorz Schetyna, były minister sprawiedliwości Zbigniew Ćwiąkalski, minister kultury Bogdan Zdrojewski, minister Julia Pitera, minister nauki i szkolnictwa wyższego Barbara Kudrycka, minister rozwoju regionalnego Elżbieta Bieńkowska, minister środowiska Maciej Nowicki i jego zastępca Stanisław Gawłowski, Bronisław Komorowsk – marszałek Sejmu RP, Stefan Niesiołowski – wicemarszałek Sejmu, Bogdan Borusewicz – marszałek Senatu RP, były poseł PO Janusz Palikot czy Maria Wągrowska, była wiceminister obrony narodowej. Wygląda to tak jakby niezwykle zdolnym dzieciom rodzice proponowali zostanie ochroniarzem lub pomocnikiem murarza twierdząc, że brak im pieniędzy na ich kształcenie, podczas gdy w bieliźniarce leżą ukryte pliki banknotów. Ojciec Tadeusz Rydzyk walkę o wykorzystanie olbrzymich polskich zasobów geotermalnych prowadzi już kilkanaście lat. To na antenie Radia Maryja mogli niezwykle ciekawie i godzinami o geotermii mówić trzej muszkieterowie z AGH, profesorowie Ryszard Kozłowski, Jacek Zimny i zmarły w 2004 roku profesor Julian Sokołowski, światowej sławy geolog specjalizujący się w poszukiwaniu i zagospodarowywaniu kopalin płynnych, odkrywca złóż gazu na Niżu Polskim. To oni o całe pięć lat przed naukowcami niemieckimi dokonali oszacowania naszych własnych zasobów wód geotermalnych i dziś wiemy, że można je wykorzystać w większości polskich gmin. Jest gotowa technologia i szczegółowe plany wykorzystania tych zasobów w takich dużych miastach jak na przykład Szczecin czy Warszawa. Od momentu powstania Radia Maryja „cyngle” Adama Michnika wysmażyły kilkanaście tysięcy paszkwili, kłamstw i ataków na redemptorystów. To samo czyni TVN i TVN24. Teraz do sfory dołączyli również euro posłowie Michał Kamiński i Marek Migalski. Ten pierwszy w podły i cyniczny sposób nawiązał do pamiętnego, dawno zdemaskowanego kłamstwa o luksusowym Maybachu: „Niejeden intelektualista czy bezrobotny chciałby opływać w takie dostatki i jeździć takimi samochodami jak on” Przecież takie prymitywne i populistyczne zdanie można wypowiedzieć i o Michale Kamińskim. Migalski zaś rzekł: „Najpierw PiS zaprosiło o. Rydzyka do Brukseli, żeby sobie popromował własny biznes. Nie wiadomo, bowiem, czy on wystąpił w Parlamencie Europejskim, jako ekspert, czy jako lobbysta właśnie, zachwalający swój interes. Przy okazji zacny redemptorysta był łaskaw powiedzieć, że obecnie żyje mu się gorzej, niż za komuny i że mamy w kraju totalitaryzm oraz, że od 1939 roku w Polsce nie rządzą Polacy”. Oto Polska klasa próżniacza zwana polityczną. Obaj intryganci polityczni nie zająknęli się o meritum problemu i wątpię czy znają treść dyskusji w parlamencie europejskim. Gdyby tak ojciec Rydzyk popierał rządzący Polską układ, a swoją działalność ograniczył do prania wraz z postkomunistami brudnych pieniędzy jak to się działo w wypadku afery Stella Maris, pod okiem arcybiskupa Gocłowskiego, to miałby święty spokój. Kto wie czy nie nawiedzałby nas z ekranów telewizora częściej niż duszpasterz TVN24, ksiądz Kazimierz Sowa? Niestety miłość do Polski i organizowanie rodaków skazały go na szykany i los podobny, jaki pruscy zaborcy zgotowali wspaniałemu księdzu Piotrowi Wawrzyniakowi, twórcy Towarzystwa Przemysłowego im. Świętego Wojciecha, organizatorowi Kas Oszczędności i Pożyczek czy Banku Ludowego oraz wydawcy czasopism oraz wielkiego bojownika o utrzymanie własności, a szczególnie ziemi w polskich rękach. Po ojcu Rydzyku pozostanie, jako wspaniały pomnik, jedna jedyna duża wyższa uczelnia wybudowana w Polsce po 89 roku całkowicie od podstaw wraz z akademikami dla studentów i to na dodatek wykonana w najwyższych światowych standardach. Uczelnia kładąca nacisk na wychowanie młodych ludzi w duchu patriotycznym. Dzięki zaś toruńskim odwiertom być może na sam początek 17 procent miasta Torunia otrzyma zimą tańsze ciepło do ogrzewania mieszkań, a całe miasto tanią ciepłą wodę. O dziwo osiągnięto to bez konieczności tajnych rozmów na cmentarzach czy fraternizowania się różnych Mirów, Zbychów i Rosołów z jakimiś Sobiesiakami czy chłopakami z Pruszkowa. Wszystko, czego dokonał ojciec Rydzyk nie pochłonęło ani jednej złotówki z budżetu państwa czy publicznych pieniędzy. Powstało to dzięki solidarności i hojności polskich obywateli, których porwać potrafił jeden zwariowany na punkcie Polski zakonnik. Każdy rząd w poważnym państwie wychwalałby pod niebiosa taki wspaniały przykład społeczeństwa obywatelskiego i umiejętność organizowania się Polaków. Dodam, że te przykłady to ewenement na skalę światową. Jaką spuściznę pozostawią po sobie euro parlamentarzyści Kamiński i Migalski po latach pierdzenia w opłacane przez nas wszystkich przeróżne stołki? Co zyskała Polska i Polacy na skutek ich działalności? Jakie wielkie dzieło będzie przypominało o działalności ekipy Tuska? Zablokowany dla dużych jednostek port w Świnoujściu, zlikwidowane stocznie, a może wieloletni kontrakt gazowy zawarty z Rosją po cenach wyższych niż płaci większość państw UE? Czy jedynym konkretem będzie wrak polskiego samolotu niszczejący na płycie lotniska w Smoleńsku, którego niestety do dziś nie może tknąć polska ręka? Są na jednej szali konkretne dzieła człowieka, który wraz z rodakami stworzył coś namacalnego, czego można dotknąć, a na drugiej spustoszenie, jakiego w tak krótkim czasie mogła dokonać tylko szarańcza. Aby tak odmóżdżyć Polaków, żeby nie potrafili odróżnić prawdy od kłamstwa trzeba mieć w swoich rękach „polskie” media. Inaczej kłamstwo na tak masową skalę nie miałoby prawa zaistnieć. Osobnym zupełnie przykładem politycznej głupoty i kompletnego braku poczucia odpowiedzialności było wystąpienie Radosława Sikorskiego: „Kościół ma zasługi dla Polski, ale Ojciec Dyrektor przekracza granice. Zakony podlegają bezpośrednio Rzymowi. Państwo polskie zareaguje” No nareszcie bohaterski szef polskiego MSZ będzie reagował. Odwagi nabrał, kiedy chodzi o zaatakowanie własnego rodaka i to najlepiej via Watykan. Właśnie do Watykanu notę dyplomatyczną dotyczącą słów ojca Tadeusza Rydzyka wystosowało polskie MSZ, rękoma Hanny Suchockiej. Zrobili i nagłośnili to rzekomo w obronie dobrego imienia Polski ci sami ludzie, którzy w latach 2005-07 pluli masowo na Polskę wykorzystując prasę, głównie niemiecką jak i Parlament Europejski, że przypomnę tylko lustracyjne problemy Bronisława Geremka. Szkoda, że Sikorski nie wykrzesał z siebie tyle męstwa i odwagi, kiedy Niemcy i Rosja kładli rurę w poprzek toru wodnego do zespołu portów Szczecin-Świnoujście blokując ich dalszy rozwój. Przykro, że siedział cicho jak pospolity tchórz, kiedy opluwano Polaków w Belgii, Holandii czy na Litwie. Szkoda, że nie starczyło mu odwagi by walczyć o status mniejszości narodowej dla Polaków w Niemczech. Nie wspomnę już, jak po tragedii dziejowej z 10-go kwietnia 2010 roku potraktowała nas Rosja. W tym jednak przypadku brak reakcji rządu to nie tyle tchórzostwo co bardzo istotna poszlaka na to, że ta ekipa musiała maczać swoje brudne łapy w tym co się stało. Na takie poniżenie jakiego doświadczyliśmy ze strony Kremla nie pozwoliłby sobie bowiem rząd nawet maleńkiego, nic nie znaczącego państewka. Sikorski to marny aktor odgrywający w mediach twardziela z naciskiem na rynek wewnętrzny i pozujący na odważnego szeryfa. Pod tym względem dorównuje Donaldowi Tuskowi, podobnie jak i w szorowaniu kolanami po europejskich salonach. Jednak świat poważnej dyplomacji wie już od dawna, że żaden z nich szeryfem nie jest. No, może jedynie polską wersją Lemoniadowego Joe. To właśnie za taką postawę rządzący obecnie Polską będą w trakcie naszej prezydencji w UE i jednocześnie kampanii wyborczej nad Wisłą klepani po plecach ze zdwojoną siła i częstotliwością. I jeszcze na koniec kilka słów do ministra Radosława Sikorskiego, któremu Piłsudski gdyby żył zapewne zaleciłby „kury szczać prowadzać” zamiast zajmować się polityką. Otóż panie ministrze: Art.54 Konstytucji RP mówi: 1. Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. A więc subiektywne stwierdzenie przez kogoś, że w Polsce panuje totalitaryzm, bez względu na to, co się przez to słowo rozumie, może być społecznie nieakceptowane, jest jednak jedynie poglądem. Zatem zarówno wyznawanie jak i głoszenie go jest nie tylko dopuszczalne, ale powinno być również objęte ochroną prawną. Zamiast więc ośmieszać się dyplomatycznymi notami wystarczyło zasięgnąć języka u pierwszego lepszego studenta prawa lub kogoś bardziej rozgarniętego z grona swoich współpracowników, oczywiście z wyjątkiem córki ministra Rostowskiego. Miał rację Jan Pietrzak mówiąc bardzo dawno temu podczas jednego z występów: „Dawniej królowie tolerowali błaznów, dziś królów nie ma i błaznów musi tolerować cały naród” Mirosław Kokoszkiewicz Artykuł opublikowany w Warszawskiej Gazecie (26/2011)
Zaloguj się, aby oddać głos
0
Kurski podkreślił, że Polska, korzystając z prezydencji, powinna umieć zbudować koalicję krajów Unii Europejskiej i przy tej okazji postawić sprawy dla Polski fundamentalne. "Taką najważniejszą sprawą są dopłaty bezpośrednie dla rolników. W całej Unii istnieje zasada, że bogatsi pomagają słabszym. Dlaczego akurat w jednej polityce, polityce rolnej ma być dokładnie odwrotnie, to znaczy kraje zachodnie, takie ja Francja, Niemcy mają mieć po 340 euro (dopłaty) do hektara, a kraje biedne, jak Polska, mają mieć 190 euro do hektara" - pytał. Według Kurskiego w przypadku pakietu klimatycznego, wielkość koniecznych inwestycji, które Polska - mając 94 proc. produkcji opartej na węglu - będzie musiała wdrożyć może wynieść dziesiątki miliardów euro. "To jest droga, którą gdyby to przyjąć, zrujnuje tak naprawdę polskie społeczeństwo" - oświadczył europoseł PiS. "Mało tego, przyszły rząd, jeżeli wszedłby pakiet klimatyczny, stanie przed dylematem, czy przypadkiem w ogóle z Unii Europejskiej nie wystąpić, dlatego, że stanie pod znakiem zapytania ekonomiczny sens akcesji" - dodał. Zdaniem Kurskiego, może okazać się wtedy, że to, co Polska będzie musiała zainwestować w redukcję emisji dwutlenku węgla, przekroczy to, co nasz kraj netto uzyskał z UE.
Zaloguj się, aby oddać głos
0
Dopóki nie zmienimy zasad wyborczych tzw.ordynacji nic nie osiągniemy.Polacy czy w dzisiejszych czasach lotów w kosmos ,przeszczepów musimy dalej stawiać krzyżyki nie do sprawdzenia .W państwach tzw trzeciego świata odciski palców ,kolorowanie a u nas nie wiadomo czy moja karta nie zostanie podmieniona nie są karty numerowane i przy liczeniu mozna w dowolnej ilości podmieniać tak jak POkażą .Nie mówię już jak są przkazywane do tzw bazy elektronicznej tam to dopiero tzw.wirtualne liczenie jak ksiegowość ministra Rostowskiego. A zmienić nie POzwala
Zaloguj się, aby oddać głos
0
Minister finansów Jacek Rostowski. fot. PAP / Radek Pietruszka Na "dzień dobry" polskiej prezydencji Unia "pierwszej prędkości" przeczołgała ministra finansów III RP. Choć Jacek Rostowski nie był zaproszony na wideokonferencję szefów resortów finansów krajów "eurolandu", to koniecznie chciał w niej uczestniczyć. No i został upokorzony. Dopuszczono go jedynie do udziału - i to na prawach biernego obserwatora, bez prawa głosu (!) - do pierwszej części konferencji, w której omawiano reformy gospodarcze UE, natomiast wyrzucono go z drugiej części, gdy państwa "eurozony" mówiły o szczegółach pomocy dla Grecji. Upokorzenie to tym większe, że Tusk i Rostowski, niczym europrymusi wyrwali się z chęcią pomocy dla Hellady. Coprawda nie zapytali o to polskiego podatnika, a Grecja mimo kryzysu jest wciąż wyraźnie bogatsza od Polski (porównajmy choćby PKB na głowę mieszkańca, nie wspominając o emeryturach - średnia emerytura w Grecji wynosi 1000 euro...). Niedopuszczenie ministra finansów rządu Tuska do udziału w kluczowej części wideokonferencji ministrów finansów eurolandu boleśnie się zderza z nachalną partyjno-rządową propagandą, jak to się z nami bardzo liczą w Europie, podczas naszej prezydencji... Propaganda Tuska ma, jak wiadomo, krótkie nóżk i pęka, niczym bańka mydlana.
Zaloguj się, aby oddać głos
0
Obie gwiazdy telewizji pochodzą z rodzin prominentnych dziennikarzy okresu PRL. Ojcem Magdy Gessler jest Mirosław Ikonowicz – dziennikarz, wieloletni korespondent PAP, a bratem działacz skrajnej lewicy – Piotr Ikonowicz. Byłą żoną Piotra Ikonowicza jest polityk występująca jednocześnie w roli dziennikarki – Zuzanna Dąbrowska. Mirosław Ikonowicz nadal udziela się dziennikarsko – przed ledwie kilku miesiącami zakończył współpracę z lewicowym tygodnikiem „Przegląd”. W początkach swojej kariery pracował dla redakcji „Dziennika Bałtyckiego” i „Kuriera Szczecińskiego”. W 1950 r. rozpoczął pracę w Polskim Radiu. Choć miał średnie wykształcenie, szybko został kierownikiem audycji „Korespondenci robotniczo-chłopscy donoszą”. Równolegle studiował, ale zanim został absolwentem wydziału historycznego, pracował jako sekretarz odpowiedzialny Katedry Historii Powszechnej Instytutu Kształcenia Kadr Naukowych przy KC PZPR. Od 1953 r. pracował w PAP, był m.in. szefem Biuletynu Specjalnego. Watykan na muszce Mirosław Ikonowicz został zarejestrowany jako kontakt operacyjny wywiadu PRL w 1973 r., przed wyjazdem na placówkę do Madrytu. W kontaktach z SB posługiwał się pseudonimem „Metrampaż” (łamacz w zecerni). W tym okresie pracował jako korespondent na Półwyspie Iberyjskim i w Watykanie. Współpracę z bezpieką zakończył w 1987 r. Podczas rozmowy werbunkowej kandydat na KO nie wahał się wobec propozycji współpracy z wywiadem. Przeciwnie – w trakcie spotkania z przedstawicielami Wydziału VI Departamentu I – ppłk. Marianem Żebrowskim i ppor. Wiesławem Stypczyńskim – określił to jako obowiązek wobec PRL. Podpisał zobowiązanie o zachowaniu w tajemnicy swojej współpracy z tajną służbą. Po pierwszych spotkaniach i przeszkoleniu „Metrampaża” odnotowano jego aktywność, samodzielność i spryt. Jeden z meldunków wywiadu z czerwca 1982 r. dotyczył przebywającej z KO za granicą jego córki Magdy. Pozostawała ona w dobrych kontaktach z dziennikarzami Telewizji Polskiej. Efektem tych znajomości była złożona jej propozycja pracy przy obsłudze polskiej ekipy na mundialu w 1982 r. w Hiszpanii. Jako jej gażę wpisano okrągłą sumę 1200 dolarów. Znajomi redaktorzy z telewizji czym prędzej akredytowali ją jako tłumaczkę ekipy w komitecie organizacyjnym mistrzostw świata. Według oficera SB, od początku było wiadomo, iż córka KO – wówczas w zaawansowanej ciąży – nie podoła obowiązkom tłumacza. Ocenił, że była to zwykła próba naciągnięcia TVP na nieuzasadnione wydatki. W 1987 r. płk wywiadu Eugeniusz Spyra zapisał, że „Metrampaż” poprosił go o spotkanie. KO poruszył w rozmowie sprawę swojego syna Piotra, który został zatrzymany przez milicję jako redaktor pisma „Robotnik” i członek Solidarności. „Metrampaż” interweniował już w sprawie syna u oficera z Dzielnicowego Urzędu Spraw Wewnętrznych. Okazało się, że powodem zatrzymania była sprzedaż przez Piotra – syna KO zagranicznej waluty. Na spotkaniu z płk. Spyrą „Metrampaż” obiecał, że wyprowadzi syna z niepożądanego środowiska i prosił, by incydent z MO nie przeszkodził młodzieńcowi w znalezieniu miejsca pracy. Pułkownik SB obiecał, iż przedstawi problem swojemu kierownictwu i poprosi o pomoc w rozwiązaniu tej sprawy. Spyra poruszył również kwestię aktualnego wyjazdu „Metrampaża” do Rzymu w związku z planowaną wizytą Wojciecha Jaruzelskiego w tym mieście. „Metrampaż” otrzymał zadanie zebrania ocen i komentarzy politycznych m.in. w środowiskach intelektualistów na temat tej wizyty. Miał zreferować możliwe następstwa przyjazdu władz PRL do Watykanu. Zgodnie z tymi wytycznymi KO przekazał później trzy doniesienia rezydentowi „Disowi”. Prowadzący zlecił KO opracowanie charakterystyk znanych mu działaczy katolickich i mających związek z organizacjami typu Opus Dei, Communione i Liberazione, Schoenstadt itd. Ostrzegł również „Metrampaża”, iż jego syn Piotr, znów zatrzymany przez MO podczas demonstracji w Jarocinie, po raz ostatni uniknął aresztu w zamian za grzywnę. Po wykonaniu pracy w Stolicy Apostolskiej korespondent PAP Mirosław Ikonowicz wydał kronikę „Wizyta w Watykanie”, przedstawiającą podróż w 1987 r. najwyższych władz PRL do Rzymu i spotkania gen. Wojciecha Jaruzelskiego z papieżem Janem Pawłem II. Autor kładł nacisk na oddawanie hołdu głowie państwa PRL przez Gwardię Szwajcarską. Opis honorów oddawanych przez gwardzistów gen. Jaruzelskiemu przewija się kilkakrotnie w tekście książki. Po zakończeniu współpracy z KO oceniono ją jako bardzo owocną. Był on „współpracownikiem zdyscyplinowanym, dyspozycyjnym, dostarczał ciekawych informacji wywiadowczych, które w Centrali kierowano na tzw. najwyższy rozdzielnik” – zapisano w notatce SB. KO był wynagradzany finansowo premiami, refundowano mu również koszty poniesione podczas spotkań z osobami interesującymi SB. Kontakt operacyjny każdorazowo kwitował odbiór pieniędzy. Mimo prób nie udało się nam skontaktować z redaktorem Ikonowiczem. Wprost nie do wiary W 2007 r., gdy trwały rządy Prawa i Sprawiedliwości, dziennikarka Hanna Lis opowiadała w wywiadzie dla „Gali”, jak bardzo źle się czuła wówczas w Polsce: „Jestem zasmucona, kiedy słyszę premiera, który mówi, że jeśli opozycja wygra wybory, to będziemy mieli powtórkę z 13 grudnia. Jestem przerażona, gdy Jarosław Kaczyński oznajmia, iż nie rozumie decyzji niezawisłego sądu o wypuszczeniu na wolność doktora G. i zaraz potem dodaje, że prawo nie powinno przeszkadzać w działaniu. (…) Jeśli takie są standardy IV RP, to ja poproszę o V”. Hanna Lis, prywatnie żona naczelnego „Wprost” Tomasza Lisa, jest córką dziennikarzy, Waldemara i Aleksandry Kedaj, którzy znaleźli się na liście Stefana Kisielewskiego (Kisiela) opublikowanej w 1984 r. i obejmującej najgorliwszych dziennikarzy reżimowych PRL. Waldemar Kedaj to zasłużony dla władz PRL dziennikarz „Trybuny Ludu”, korespondent PAP m.in. w Rzymie. Do pracy w Agencji został skierowany przez Zarząd Główny ZMS. Powierzono mu tam funkcję kierownika działu zagranicznego. W latach 1970–1972 był korespondentem w Hanoi. Wyróżniał się zaangażowaniem partyjnym – był członkiem egzekutywy PZPR w PAP. Wywiad SB zarejestrował go w 1974 r. jako kontakt operacyjny „Mento”. Wówczas cenne okazały się dla bezpieki jego możliwości operacyjne wynikające z objęcia stanowiska korespondenta PAP w Rzymie. Mimo iż z materiałów SB wynika, że „Mento” współpracował z SB z poczucia obowiązku wobec PRL i odbył przeszkolenie dot. metod pracy wywiadowczej i kontrwywiadowczej, po latach napisał na łamach „Wprost” oświadczenie, iż nigdy świadomie nie podjął współpracy z tajnymi służbami PRL. Według akt IPN, „Mento” za doniesienia nie był wynagradzany, ale refundowano mu koszty wynikające z realizacji zadań nałożonych przez SB. Bezpieka z jego udziałem powiększała wiedzę o kulisach rozmów Stolicy Apostolskiej z władzami PRL. Poza tym miał obserwować na bieżąco, co interesującego dla SB dzieje się w Watykanie. Efekty współpracy „Mento” z SB jej funkcjonariusze określali jako dobre. Jego donosy wielokrotnie wykorzystywano „na szczeblu kierownictwa partyjno-rządowego” – zapisał inspektor Wydziału III Departamentu I ppor. Chojnowski. Podkreślił, że KO nie odmówił wykonania żadnego z wyznaczonych mu zadań. Po powrocie korespondenta PAP z Włoch do kraju w 1980 r. bezpieka zaprzestała wykorzystywania go jako źródła informacji i złożyła akta sprawy do archiwów. Nie wszystkie jednak – uprzednio dokonano komisyjnego zniszczenia 37 dokumentów – donosów „Mento”, raportów i innych materiałów z jego akt. Jego żona Aleksandra Kedaj w czasach PRL była m.in. korespondentką „Życia Warszawy”. Pracowała też w Dzienniku Telewizyjnym. Wojciech Reszczyński, który pracował w 1987 r. w telewizji, opisał po latach zachowanie dziennikarki przed referendum mającym wykazać poparcie społeczne dla władzy. Ówczesna sekretarz Działu Publicystyki i Informacji Dziennika Telewizyjnego Aleksandra Kedaj, jako przełożona, wezwała go do siebie. Żądała wyjaśnień, dlaczego nie dał się, jak inni dziennikarze, sfilmować ekipie DTV podczas wrzucania głosu do urny wyborczej. Zrobiła mu długi wywód o znaczeniu, jakie miał dla władz pozytywny wynik referendum. Reszczyński napisał, że po tym zdarzeniu miał problemy w pracy i rzadziej występował przed kamerami. Redaktor Waldemar Kedaj nadal pracuje dla „Wprost”. Co więcej, jest szefem działu „Świat” tego tygodnika. W jednym z artykułów zamieszczonych w 2006 r. wychwalał lewicowego premiera Hiszpanii Jose Luisa Zapatero. „Powody do optymizmu ma hiszpański rząd, a Zapatero niczym magik wyciąga z kapelusza kolejne liczby, które świadczą, że wskaźniki gospodarcze są budujące” – pisał Kedaj. Skontaktowaliśmy się z dziennikarzem i zapytaliśmy, czy nie czuje dyskomfortu z racji zatrudnienia go w redakcji swojego zięcia. – Bez dowcipów – oburzył się redaktor „Wprost”. – To chyba dzień żartów – tak zareagował, na pytanie o kontakty z SB. – Proszę mi nie zawracać głowy – zakończył rozmowę Kedaj.
Zaloguj się, aby oddać głos
0
Co za KONFIDENCKI kraj.Nie ma w tej polskiej polityce juz normalnych nie umoczonych ludzi? Zajebiste parcie czerwonych i konfidentow na polityke.
Zaloguj się, aby oddać głos
0
Ania napisał:
Co za KONFIDENCKI kraj.Nie ma w tej polskiej polityce juz normalnych nie umoczonych ludzi? Zajebiste parcie czerwonych i konfidentow na polityke.
ot tacy wybrańcy z narodu wybranego...
Zaloguj się, aby oddać głos
0
Ania napisał:
Co za KONFIDENCKI kraj.Nie ma w tej polskiej polityce juz normalnych nie umoczonych ludzi? Zajebiste parcie czerwonych i konfidentow na polityke.
i Żydów kochanie i Żydów
Zaloguj się, aby oddać głos
0
Kto to wybiera i dla czego temu tak rosnie,te sondaze to jedna lipa,albo tylu matolow w tym kraju.
Zaloguj się, aby oddać głos
0
a może sondaże pokazują prawdę? pewnie nie wiadomo jak żle będzie, a ludzie oszołomów nie chcą wybierać? Taki pis nie ma większych szans. Ludzie są już świadomi i nie chcą państwa policyjnego, Macierki, świrniętego Kaczora, chcą normalnej gospodarki, nie chcą ośmieszających Polskę polityków typu Lech kacz, itd. Po prostu istnienie pis pograza Polske w bagnie. Opozycja, jakby nie było pisu to by motywowała partie rządzące, a tak straszy ludzi powrotem faszyzmu.
Zaloguj się, aby oddać głos
0
Gość napisał:
a może sondaże pokazują prawdę? pewnie nie wiadomo jak żle będzie, a ludzie oszołomów nie chcą wybierać? Taki pis nie ma większych szans. Ludzie są już świadomi i nie chcą państwa policyjnego, Macierki, świrniętego Kaczora, chcą normalnej gospodarki, nie chcą ośmieszających Polskę polityków typu Lech kacz, itd. Po prostu istnienie pis pograza Polske w bagnie. Opozycja, jakby nie było pisu to by motywowała partie rządzące, a tak straszy ludzi powrotem faszyzmu.
Najlepszym przykładem jest gmina Międzyrzec gdzie urząd sprawuje pisowski wójt. Obciach na całą Polskę.
Zaloguj się, aby oddać głos
0
Ania napisał:
Kto to wybiera i dla czego temu tak rosnie,te sondaze to jedna lipa,albo tylu matolow w tym kraju.
Wybrali MATOLKI POjebow i mamy to co mamy,wzrost cen i podatkow i ostatni patent na platne drogi-banda-POjebow i tych co na nich glosowali.DOKAD POLSKO ZMIERZASZ ??????????????????????????????????????????
Zaloguj się, aby oddać głos
0
1. Motyw. Zanim przejdziemy do konkretnych argumentów, warto zatrzymać się na chwilę nad możliwymi motywami, dla których mogłoby się opłacać zamordować prezydenta i naszą polityczną elitę. Są one bardzo ważne i choć nie są żadnym dowodem, to z pewnością są podstawą dalszego rozpatrywania hipotezy o celowej ingerencji osób trzecich, która mogła doprowadzić do takiego zdarzenia. Czy Putin miał jakieś powody, aby zabić naszego prezydenta i naszą prawicową elitę? Otóż okazuje się, że tak i to wiele. Fragment artykułu Leszka Misiaka i Grzegorza Wierzchołowskiego: http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Samolot-nie-mogl-rozpasc-sie-na-kawalki,wid,12211780,wiadomosc_prasa.html Rosyjscy przywódcy mieli powody, by nie kochać Lecha Kaczyńskiego. 15 listopada 2006 r. prezydent Kaczyński zaproponował Unii Europejskiej, by wprowadziła sankcje przeciwko Rosji w odpowiedzi na zakaz importu polskich produktów do Rosji – Polska nałożyła weto na decyzje rozpoczęcia negocjacji miedzy UE i Rosją. Podczas rosyjsko-gruzińskiej wojny w 2008 r. prezydent Kaczyński poparł Gruzję i stał się orędownikiem sprawy gruzińskiej w świecie, wspierał przystąpienie Gruzji do NATO. To za prezydentury Lecha Kaczyńskiego zapadła decyzja o rozmieszczeniu amerykańskiego systemu obrony przeciwrakietowej na terytorium RP. Polska proponowała też alternatywne drogi pozyskania zasobów energetycznych i uniezależnienie się europy od dostaw rosyjskiego gazu. Warto dodać tutaj, że 3 dni wcześniej Tusk z Putinem urządzili konferencję, na której to ten drugi zapewnił, że Polska ma zagwarantowane dostawy gazu do 2037 roku. W tym samym okresie światowe media doniosły o ogromnych złożach gazu łupkowego w Polsce, które rząd chciał sprzedać amerykanom po znacznie obniżonej wartości. Lech Kaczyński groził premierowi postawieniem go przed trybunałem stanu, gdyby podpisał umowę tak bardzo godzącą w interesy naszego państwa. Tutaj widać dość poważny powód do niepokoju Kremla. Zabijając naszego prezydenta i prawicową elitę, która była blisko niego, pozbył się ludzi, którzy byli wstanie najgłośniej krzyczeć do opinii publicznej, aby nie podejmować kroków godzących w nasze interesy. Zauważmy, że Lech Kaczyński za bardzo chciał być niezależnym politykiem i dążył do uniezależnienia się od wpływów wschodniego sąsiada, za bardzo starał się hamować imperialne zapędy Putina, za dużo mieszał na arenie międzynarodowej, tworzył wspólnotę państw bloku wschodniego i zbyt gorliwie namawiał do obrony wobec poczynań Kremla (słynne jego zdanie, że „dziś Gruzja, jutro Ukraina, pojutrze państwa bałtyckie, a później może i czas na mój kraj, na Polskę”). Za bardzo obsadzał strategiczne stanowiska ludźmi, którzy pomagali mu w tych dążeniach. Byli to ludzie, którzy rozpracowywali wrogą agenturę, obce wpływy, mieli dostęp do tajnych danych, zastrzeżonego zbioru dokumentów w IPN, dążyli do niezależnej polityki finansowej, energetycznej i . To za jego kadencji i podczas rządów Jarosława Kaczyńskiego (który też miał lecieć tym samolotem) rozwiązano WSI, oraz utworzono i upubliczniono raport weryfikacji tych służb podporządkowanych rosyjskim wpływom. Innym motywem może być “uświadamianie” zachodu. Może Putin chciał pokazać światu, że Lech Kaczyński wstawiał się za Gruzją i “zginął nieszczęśliwie” w straszliwym wypadku. Opinia publiczna uwierzyłaby w to, ale nie koniecznie politycy, którzy znają trochę lepiej te realia, mają dostęp do służb wywiadu. Może chodziło o dostęp do kodów NATO, może o osłabienie prawicy (to z nią najciężej jest nawiązać współpracę). Jak pamiętamy, to nasz Prezydent i jego otoczenie domagało się odtajnienia przez Rosję akt katyńskich. To on wystąpił z sprzeciwem wobec rurociągu bałtyckiego Rosja-Niemcy. W tym samolocie była cała śmietanka, cała elita wysokich stanowisk z propolskim nastawieniem, prowadząca niezależną politykę, mająca duże wpływy, dużą wiedzę, odwrócona od Rosji, zwrócona ku NATO, całą mocą broniąca naszych narodowych interesów. Jak widzimy możliwości jest dużo i na dobrą sprawę nie musiało chodzić o jeden motyw, ale nawet o kilka. Niektóre motywy są bardzo ładnie zobrazowane na poniższym diagramie. obrazek ze strony http://krzysztofjaw.blogspot.com/ Putin nie należy do praworządnych przywódców. Przytoczmy fragment z powyższego artykułu: Niedowiarkom trzeba przypomnieć udział KGB w zamachu na papieża, zatrucie dioksynami prozachodniego kandydata na urząd prezydenta Ukrainy Wiktora Juszczenki, śmiertelne napromieniowanie izotopem polonu Aleksandra Litwinienki, zastrzelenie opozycyjnej dziennikarki Anny Politkowskiej etc. To pokolenie KGB-istów Putina przeprowadziło atak na pałac Tadz-Bek i zlikwidowało Hafizullah Amina, stojącego na czele Afganistanu, a przed nim jego poprzednika Nur Mohammed Taraka. Oni zlikwidowali pierwszego prezydenta Czeczenii Dżochara Dudajewa i przeprowadzili kilka zamachów na prezydenta Gruzji Eduarda Szewardnadze. Sposobność też była niebywała. Tak liczne grono wrogów podanych na talerzu, wszyscy w jednym samolocie, rząd ochoczy do wszelkiej współpracy, a interesy gazowe opiewające na wiele miliardów dolarów wiszą na włosku. Nie pomoże kwestia np. mgły, bo łatwo ją sztucznie wywołać (o tym słów kilka w dalszej części). Zaproponowanie lotniska zapasowego oddalonego o 4 godziny drogi nie jest kuszącą propozycją i łatwo można się było spodziewać, że pilot przynajmniej będzie podchodził do lądowania. A poza tym, jak się planuje zamach, to przeważnie oprócz planu A, przygotowuje się również plan B. W tym przypadku może nie trzeba było go używać. W każdym razie nie musiało być środowiskowych czynników sprzyjających katastrofie, bo równie dobrze można je było samemu stworzyć. Tym samym trudno wykazać jakiekolwiek alibi dla Rosjan. Dlaczego zaczynam od motywu, obecności w tej całej historii Putina i od sposobności? Odpowiedź jest taka, że zawsze w kryminalistyce w podobnych warunkach pierwszą hipotezą jaka przychodzi do głowy, to zamach. Co prawda nie oznacza to jeszcze, że obecność motywu, sposobności i osoby która nie do końca liczy się z praworządnością od razu implikuje jego winę, ale pierwsze podejrzenie powinno paść na niego. Natomiast mam wrażenie, że rząd i prokuratura w ogóle nie wzięli tego pod uwagę, powierzyli śledztwo stronie rosyjskiej, a to przecież ona mogła spowodować ten zamach. Beztrosko zrobili coś, co jest niedopuszczalne w kryminalistyce – zostawili ich sam na sam ze wszystkimi materiałami dowodowymi. I co ciekawe, to oni planowali przetopić maszynę, przetrzymują wrak w warunkach powodujących przyśpieszoną degradację, ścięli drzewa, spalili znaczną część ubrań, miejsce katastrofy zostawili na pastwę szabrowników, czarnych skrzynek nie zamierzają nam oddać, przechwycili wszelkie nagrania, jakie były wówczas robione, ludzie po wielu miesiącach odnajdywali ważne części samolotu, które mają ogromne znacznie w śledztwie… Zadajmy sobie pytanie, co byśmy zrobili, jeśli nie mielibyśmy reputacji praworządnego obywatela, a na naszym terenie zginął by nasz wróg. Czyż nie “rozebralibyśmy się do naga” i nie powiedzielibyśmy: “sprawdzajcie mnie, wezwijcie śledczych, specjalistów, zróbcie specjalistyczne badania i przekonajcie się, że to nie ja zrobiłem”. Myślę, że każdemu z nas w takiej sytuacji zależałoby na otwarciu wszystkich swoich kart, aby uwolnić się w jak największym stopniu od podejrzeń. Natomiast my od samego początku w tym dochodzeniu jesteśmy skazani na ślepą wiarę w rzetelność rosyjskiego śledztwa.
Zaloguj się, aby oddać głos
0
Gość napisał:
1. Motyw. Zanim przejdziemy do konkretnych argumentów, warto zatrzymać się na chwilę nad możliwymi motywami, dla których mogłoby się opłacać zamordować prezydenta i naszą polityczną elitę. Są one bardzo ważne i choć nie są żadnym dowodem, to z pewnością są podstawą dalszego rozpatrywania hipotezy o celowej ingerencji osób trzecich, która mogła doprowadzić do takiego zdarzenia. Czy Putin miał jakieś powody, aby zabić naszego prezydenta i naszą prawicową elitę? Otóż okazuje się, że tak i to wiele. Fragment artykułu Leszka Misiaka i Grzegorza Wierzchołowskiego: http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Samolot-nie-mogl-rozpasc-sie-na-kawalki,wid,12211780,wiadomosc_prasa.html Rosyjscy przywódcy mieli powody, by nie kochać Lecha Kaczyńskiego. 15 listopada 2006 r. prezydent Kaczyński zaproponował Unii Europejskiej, by wprowadziła sankcje przeciwko Rosji w odpowiedzi na zakaz importu polskich produktów do Rosji – Polska nałożyła weto na decyzje rozpoczęcia negocjacji miedzy UE i Rosją. Podczas rosyjsko-gruzińskiej wojny w 2008 r. prezydent Kaczyński poparł Gruzję i stał się orędownikiem sprawy gruzińskiej w świecie, wspierał przystąpienie Gruzji do NATO. To za prezydentury Lecha Kaczyńskiego zapadła decyzja o rozmieszczeniu amerykańskiego systemu obrony przeciwrakietowej na terytorium RP. Polska proponowała też alternatywne drogi pozyskania zasobów energetycznych i uniezależnienie się europy od dostaw rosyjskiego gazu. Warto dodać tutaj, że 3 dni wcześniej Tusk z Putinem urządzili konferencję, na której to ten drugi zapewnił, że Polska ma zagwarantowane dostawy gazu do 2037 roku. W tym samym okresie światowe media doniosły o ogromnych złożach gazu łupkowego w Polsce, które rząd chciał sprzedać amerykanom po znacznie obniżonej wartości. Lech Kaczyński groził premierowi postawieniem go przed trybunałem stanu, gdyby podpisał umowę tak bardzo godzącą w interesy naszego państwa. Tutaj widać dość poważny powód do niepokoju Kremla. Zabijając naszego prezydenta i prawicową elitę, która była blisko niego, pozbył się ludzi, którzy byli wstanie najgłośniej krzyczeć do opinii publicznej, aby nie podejmować kroków godzących w nasze interesy. Zauważmy, że Lech Kaczyński za bardzo chciał być niezależnym politykiem i dążył do uniezależnienia się od wpływów wschodniego sąsiada, za bardzo starał się hamować imperialne zapędy Putina, za dużo mieszał na arenie międzynarodowej, tworzył wspólnotę państw bloku wschodniego i zbyt gorliwie namawiał do obrony wobec poczynań Kremla (słynne jego zdanie, że „dziś Gruzja, jutro Ukraina, pojutrze państwa bałtyckie, a później może i czas na mój kraj, na Polskę”). Za bardzo obsadzał strategiczne stanowiska ludźmi, którzy pomagali mu w tych dążeniach. Byli to ludzie, którzy rozpracowywali wrogą agenturę, obce wpływy, mieli dostęp do tajnych danych, zastrzeżonego zbioru dokumentów w IPN, dążyli do niezależnej polityki finansowej, energetycznej i . To za jego kadencji i podczas rządów Jarosława Kaczyńskiego (który też miał lecieć tym samolotem) rozwiązano WSI, oraz utworzono i upubliczniono raport weryfikacji tych służb podporządkowanych rosyjskim wpływom. Innym motywem może być “uświadamianie” zachodu. Może Putin chciał pokazać światu, że Lech Kaczyński wstawiał się za Gruzją i “zginął nieszczęśliwie” w straszliwym wypadku. Opinia publiczna uwierzyłaby w to, ale nie koniecznie politycy, którzy znają trochę lepiej te realia, mają dostęp do służb wywiadu. Może chodziło o dostęp do kodów NATO, może o osłabienie prawicy (to z nią najciężej jest nawiązać współpracę). Jak pamiętamy, to nasz Prezydent i jego otoczenie domagało się odtajnienia przez Rosję akt katyńskich. To on wystąpił z sprzeciwem wobec rurociągu bałtyckiego Rosja-Niemcy. W tym samolocie była cała śmietanka, cała elita wysokich stanowisk z propolskim nastawieniem, prowadząca niezależną politykę, mająca duże wpływy, dużą wiedzę, odwrócona od Rosji, zwrócona ku NATO, całą mocą broniąca naszych narodowych interesów. Jak widzimy możliwości jest dużo i na dobrą sprawę nie musiało chodzić o jeden motyw, ale nawet o kilka. Niektóre motywy są bardzo ładnie zobrazowane na poniższym diagramie. obrazek ze strony http://krzysztofjaw.blogspot.com/ Putin nie należy do praworządnych przywódców. Przytoczmy fragment z powyższego artykułu: Niedowiarkom trzeba przypomnieć udział KGB w zamachu na papieża, zatrucie dioksynami prozachodniego kandydata na urząd prezydenta Ukrainy Wiktora Juszczenki, śmiertelne napromieniowanie izotopem polonu Aleksandra Litwinienki, zastrzelenie opozycyjnej dziennikarki Anny Politkowskiej etc. To pokolenie KGB-istów Putina przeprowadziło atak na pałac Tadz-Bek i zlikwidowało Hafizullah Amina, stojącego na czele Afganistanu, a przed nim jego poprzednika Nur Mohammed Taraka. Oni zlikwidowali pierwszego prezydenta Czeczenii Dżochara Dudajewa i przeprowadzili kilka zamachów na prezydenta Gruzji Eduarda Szewardnadze. Sposobność też była niebywała. Tak liczne grono wrogów podanych na talerzu, wszyscy w jednym samolocie, rząd ochoczy do wszelkiej współpracy, a interesy gazowe opiewające na wiele miliardów dolarów wiszą na włosku. Nie pomoże kwestia np. mgły, bo łatwo ją sztucznie wywołać (o tym słów kilka w dalszej części). Zaproponowanie lotniska zapasowego oddalonego o 4 godziny drogi nie jest kuszącą propozycją i łatwo można się było spodziewać, że pilot przynajmniej będzie podchodził do lądowania. A poza tym, jak się planuje zamach, to przeważnie oprócz planu A, przygotowuje się również plan B. W tym przypadku może nie trzeba było go używać. W każdym razie nie musiało być środowiskowych czynników sprzyjających katastrofie, bo równie dobrze można je było samemu stworzyć. Tym samym trudno wykazać jakiekolwiek alibi dla Rosjan. Dlaczego zaczynam od motywu, obecności w tej całej historii Putina i od sposobności? Odpowiedź jest taka, że zawsze w kryminalistyce w podobnych warunkach pierwszą hipotezą jaka przychodzi do głowy, to zamach. Co prawda nie oznacza to jeszcze, że obecność motywu, sposobności i osoby która nie do końca liczy się z praworządnością od razu implikuje jego winę, ale pierwsze podejrzenie powinno paść na niego. Natomiast mam wrażenie, że rząd i prokuratura w ogóle nie wzięli tego pod uwagę, powierzyli śledztwo stronie rosyjskiej, a to przecież ona mogła spowodować ten zamach. Beztrosko zrobili coś, co jest niedopuszczalne w kryminalistyce – zostawili ich sam na sam ze wszystkimi materiałami dowodowymi. I co ciekawe, to oni planowali przetopić maszynę, przetrzymują wrak w warunkach powodujących przyśpieszoną degradację, ścięli drzewa, spalili znaczną część ubrań, miejsce katastrofy zostawili na pastwę szabrowników, czarnych skrzynek nie zamierzają nam oddać, przechwycili wszelkie nagrania, jakie były wówczas robione, ludzie po wielu miesiącach odnajdywali ważne części samolotu, które mają ogromne znacznie w śledztwie… Zadajmy sobie pytanie, co byśmy zrobili, jeśli nie mielibyśmy reputacji praworządnego obywatela, a na naszym terenie zginął by nasz wróg. Czyż nie “rozebralibyśmy się do naga” i nie powiedzielibyśmy: “sprawdzajcie mnie, wezwijcie śledczych, specjalistów, zróbcie specjalistyczne badania i przekonajcie się, że to nie ja zrobiłem”. Myślę, że każdemu z nas w takiej sytuacji zależałoby na otwarciu wszystkich swoich kart, aby uwolnić się w jak największym stopniu od podejrzeń. Natomiast my od samego początku w tym dochodzeniu jesteśmy skazani na ślepą wiarę w rzetelność rosyjskiego śledztwa.
Czy to prawda ze ruscy sobie zaklepali na dlugo przed zamachem,ze to oni musza miec wylacznosc na zbadanie czarnych skrzynek, i ze nasze pacholki z zadowoleniem i ochoczo przystali na te proPOzycje.
Zaloguj się, aby oddać głos
0
Strona 1 z 22

Dodaj odpowiedź:


Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz: