Przeglądarka, z której korzystasz jest przestarzała.

Starsze przeglądarki internetowe takie jak Internet Explorer 6, 7 i 8 posiadają udokumentowane luki bezpieczeństwa, ograniczoną funkcjonalność oraz nie są zgodne z najnowszymi standardami.

Prosimy o zainstalowanie nowszej przeglądarki, która pozwoli Ci skorzystać z pełni możliwości oferowanych przez nasz portal, jak również znacznie ułatwi Ci przeglądanie internetu w przyszłości :)

Pobierz nowszą przeglądarkę:

Użytkownik
Miejmy nadzieję, że poseł (prof. KUL) zrozumie cale przesłanie zawarte w recenzji, jak również stanowisko środowiska naukowego. Najważniejsze w pracy historyka powinno być ściśle trzymanie się faktów, nawet jeśli są niewygodne, nie zaś ich upiększanie i wybielanie ludzi o wątpliwej moralności tylko dlatego, ze stanęli po drugiej stronie barykady!
Zaloguj się, aby oddać głos
0
Słaby to naukowiec,który nie umie odróżnić lubelskie od lubelszczyzny.
Zaloguj się, aby oddać głos
0
A to się dobrało towarzystwo i poparło towarzysza. Z czego ten "naukowiec" i recenzina się cieszy. Faktycznie, osiągnął nie lada sukces. Kłamsatwa, a nie recenzja zostały poparte stanowsikiem tak "ogromnych" autorytetów. Polemikę można i należy prowadzić w sytuacji, kiedy jest o czym rozmawiać. Nie można przecież polemizować o kłamstwach wciśniętych w tekst książki. Pan Profesor Piotrowski nie mial innego wyjścia jak dochodzić prawdy na drodze sądowej. Z przykrością nalży stwierdzic, a ten kto mial do czynienia z polskimi sądami doskonale wie, że do polskich sądów nie idzie się po sprawiedliwość tylko po wyrok a skazuje się wskazanych a nie winnych.
Zaloguj się, aby oddać głos
0
profesor juest cieniutki jesli przegrywa a w tym przypadku sromotnie zostal obnazony , i to z kim ??? pracownikiem ipnu ; zreszta jest z kulu a to przecietna tzw uczelnia a ponadto trzyma z radiem ma ryja i wszytsko juz zostalo powiedziane
Zaloguj się, aby oddać głos
0
o stylu działania niejakiego Poleszaka niech świadczy ponizszy tekst, takich jego wyskoków jak w przypadku przeciw p. Piotrowskiemu było conajmniej kilka Wednesday, 13 July 2011 W ODPOWIEDZI PANU POLESZAKOWI “Wiem, żeś prawdy nie powiedział! Tylko jakieś sny czerwone, Zaludnione czartów gminem,” Juliusz Słowacki, „Odpowiedź na >>Psalmy przyszłości<<” Reakcja Pana Poleszaka bardzo mnie rozczarowała. Poświęciłem jego pracy sporo czasu. Wytknąłem autorowi ewidentne manipulacje i wynikające z nich obraźliwe opinie, których jednak nie odwołał. A przecież naruszają czyjeś dobre imię. Bez rezultatu. Nie wyjaśnił, dlaczego w konflikcie pomiędzy NSZ-NZW a AKO-WiN zaprezentował i przyjął argumenty tylko jednej strony. Spodziewałem się odpowiedzi, może nie na całą listę moich zarzutów, ale przynajmniej odniesienia się do oczywistych błędów, które popełnił pisząc wcześniej biogram kpt. „Grota”. Zamiast tego napisał: “Nie mam zamiaru dyskutować odnośnie odmiennej interpretacji faktów, wydarzeń i zjawisk jaką on proponuje. Chciałbym jedynie stwierdzić, że opracowując ten biogram, nie mając jeszcze wtedy dostępu do żadnych dokumentów zgromadzonych w zasobach Instytutu Pamięci Narodowej, nie ustrzegłem się kilku pomyłek.” Jaka interpretacja?! Przecież chodziło o oczywiste błędy, do których nie zechciał się przyznać, jak np. rzekomy pobyt kpt. Antoniego Kozłowskiego, ps. „Biały”, w więzieniu sowieckim i „zwolnienie po wkroczeniu Niemców”. Domagałem się dowodu albo sprostowania – bez skutku. Po co autor napisał biogram, skoro „nie miał dostępu” do dokumentów? Miał za to dostęp do wielu innych źródeł, po które nie sięgnął. Treść biogramu, razem z błędami, została jednak powtórzona w późniejszej (o dwa lata) publikacji, opartej już na zasobach IPN. Zamiast rzeczowego ustosunkowania się do poważnych zarzutów, przypuścił personalny i emocjonalny atak dotyczący spraw formalnych albo nieistotnych. A za tym poszły oskarżenia o wykoślawianie, fałszowanie jego wypowiedzi. Mój oponent, tonem mentora, próbuje wykoleić rzeczową dyskusję i odwrócić uwagę od prawdziwych problemów. Niektóre zastrzeżenia autora Przyjrzyjmy się głównym zastrzeżeniom. Autor stwierdza: „mój polemista nie czyni różnic pomiędzy informacjami źródłowymi, a moimi opiniami”. Powołuje się przy tym na zamieszczone w jego tekście oryginalne wypowiedzi członków AKO-WiN dotyczące komunistów i bandytów w szeregach NSZ. Aby poprzeć swoje oskarżenie, autor przytacza rzekomo moją wypowiedź: „w szeregach NSZ [...] znalazła się pewna ilość komunistów [sic!] a nawet przestępców kryminalnych”. Okazuje się, że moja wypowiedź różni się od wersji podanej przez Pana Poleszaka: „w szeregach NSZ [...] znalazła się >>pewna ilość komunistów [sic!] a nawet przestępców kryminalnych<<”; zawiera cudzysłów przy części należącej do „informacji źródłowej”. Oznacza to, że jednak uwzględniłem fakt powoływania się autora na jakieś źródło. Mało tego, w dalszej części mojego tekstu ten sam cytat (użyłem go dwa razy) poprzedzony jest frazą: „(...) cytując absurdalne twierdzenia, że >>w szeregach (...)<<” itd. Tak więc, zarzut jest bezpodstawny. Zauważmy: historyczny tekst naukowy jest zawsze prezentacją bądź interpretacją (komentarzami autora) pewnych źródeł. Tekst wywodu może składać się z samych cytatów - tekstów źródłowych. Ale nie każda informacja źródłowa współtworzy wiarygodny i racjonalny przekaz historyczny. Dlatego autor jest zobowiązany do poddania źródła rzetelnej krytyce, a to, że przytacza źródło bez zastrzeżeń, świadczy o tym, że dla niego ta informacja jest wiarygodna i racjonalna; staje się niejako opinią autora. Przejdźmy do następnego przykładu: zacytowałem fragment komentarza autora do wypowiedzi prezesa łomżyńskiego WiN mjra Tabortowskiego i opatrzyłem uwagą: „Autor przywołuje tu oskarżenia niektórych ludzi z podziemia poakowskiego, (...)” - O co więc chodzi? Czy rzeczywiście nie czynię różnic? Poza tym, w całym podrozdziale wręcz podkreślam pochodzenie informacji podanych przez Pana Poleszaka; zarzucam mu prezentowanie racji jednej tylko strony konfliktu, czyli podziemia poakowskiego. Dlaczego więc autor wmawia mi rzeczy, których nie popełniłem? Proszę przeczytać to, co napisałem. Z kolei, informacja o komunistach w szeregach NSZ, dobitnie świadczy o braku krytycyzmu autora wobec źródeł. Czy zweryfikował przekaz prezesa Józefa Rutkowskiego „Adama”? Znał inne wiarygodne źródła, które rzekomy fakt potwierdzały? Jeśli nie zgadza się z opinią, to dlaczego umieszcza ją bez komentarza? Druga sprawa, to propagandowy charakter różnych informacji pochodzących z podziemia poakowskiego. Podczas gdy prezesi „Adam” i „Tabor” tylko uprawiają propagandę, tak Pan Poleszak rozpowszechnia treści nieracjonalne i obraźliwe, i nadaje im naukową rangę. Zgadzam się, co prawda z innych powodów, z opinią autora, że „dzielą nas niestety nie tylko metody pracy ze źródłem, lecz też rozumienie tego czym jest krytyczna nterpretacja tekstu.” Akta sądowe jako źródła Pan Poleszak „uważa, że akta sądowe są cennym źródłem, które należy krytycznie analizować i weryfikować z innymi źródłami.” Jeśli tak uważa, to dlaczego - przytoczone przez niego - przypadki rzekomej działalności oddziałów PAS NZW opierają się wyłącznie na protokołach przesłuchania albo aktach oskarżenia, o czym świadczą przypisy (np. ss. 278, 283, 303 itd.). Gdzie jest ta weryfikacja? Także dodatkowe informacje przy innych przypisach, dotyczące raportów MO, UB czy KBW też sprawy nie rozwiązują i nie przesądzają, bo sprowadzają się w istocie do jednego źródła, czyli UB. Tak więc, w większości sytuacji, można mówić tylko o domniemanych sprawcach. Dalej, mówiąc o aktach sądowych jako źródłach, autor twierdzi, że je całkowicie odrzucam. Tego nie napisałem; autor wygłasza tu bezpodstawną opinię. Niewątpliwie akta mogą wskazać kierunki badań, a także mogą dostarczyć wielu informacji na temat śledztwa, procesu, drogi więziennej itd. W takich przypadkach są nawet źródłem podstawowym. Pan Poleszak kontynuuje: „Nie wchodząc w pobudki nim kierujące dyskredytowanie źródeł sądowych uważam za kardynalny błąd w warsztacie naukowym.” Moją opinię na ten temat poparłem stosowną wypowiedzią badacza historii powojennej (pochodzącą z pracy, która znalazła się też w bibliografii dzieła Pana Poleszaka). To, że tak uważam, wynika również z doświadczeń rodzinnych; ja po prostu wiem, jak wyglądały przesłuchania moich najbliższych, słyszałem jakimi sposobami wprowadzali w błąd oficerów śledczych. Dlatego akta sądowe nie mogą być źródłami podstawowymi i taki właśnie pogląd podzielają historycy. Zauważmy: „Jak wiadomo, ten zestaw dokumentów, który z Urzędu Bezpieczeństwa via prokuratura trafiał do sądu, był przygotowany tak, by ten ostatni mógł „w majestacie prawa” skazać podsądnego na karę, przewidzianą dla niego w gabinetach partii komunistycznej lub bezpieki”. Właśnie procesy żołnierzy NSZ-NZW miały za zadanie przekazać społeczeństwu zohydzony obraz podziemia narodowego, a - w związku z tym – akta sądowe były preparowane w szczególny sposób. Mimo to, Pan Poleszak czerpie z tego „źródła” pełnymi garściami, niejednokrotnie używając do opisów ubeckiego języka, dodając pikantne szczegóły. Dlatego „sprawcy” z NSZ gwałcą i mordują rodziny „rzekomych” konfidentów, „masakrują” ofiary... Autor czuje się usprawiedliwiony. To nie ja, to źródła („relata refero”, ja tylko powtarzam to, co słyszałem), ... takie są wyniki moich wieloletnich, naukowych badań... A u podstaw takiego stanu rzeczy leży zasadniczy błąd w metodologii Pana Poleszaka. O sztuce interpretacji Autor twierdzi: „Metodą przyjętą przez Pana Kozłowskiego jest wyjmowanie cytatów z kontekstu, opaczne ich interpretowanie, tak aby potwierdzały jego tezy i oskarżenia.” Niestety, analiza podanego przykładu nie pozwala na potwierdzenie zarzutów. Napisałem, zgodnie z prawdą, że autor nie podejmuje sugestii, że „podziemie antykomunistyczne było dogłębnie spenetrowane i manipulowane przez UBP i NKWD”. A czy podejmuje? Jaką inną wymowę miałoby mieć to zdanie? Dalej, komentując moją wypowiedź, dopuszcza się manipulacji: „uważa, że podziemie antykomunistyczne (w tym NSZ) od początku było spenetrowane przez NKWD i UB. Z tą tezą absolutnie się nie zgadzam.” Dlaczego autor dodaje tu NSZ? Przecież pisałem w kontekscie WiN i podałem przykłady świadczące o dużym prawdopodobieństwie penetracji przez agenturę. W końcu autor poucza: „W poważnej debacie naukowej takie postępowanie jest niedopuszczalne.” Debata wymaga ustosunkowania się do poważnych zarzutów, a Pan Poleszak je zignorował. I jeszcze parę słów na temat sztuki interpretacji. Warto zauważyć, że nie ma „opatrznej interpretacji”; po prostu wyciągane wnoski mogą być racjonalne lub nie. Mogą być skrajnie różne. Posłużmy się przykładem z życia Związku Sowieckiego - krainy wielkiego dobrobytu: Na Placu Czerwonym w Moskwie szła staruszka w jednym tylko bucie. - Wy pot’ierali, babuszka? - zapytał milicjant. - Niet, ja naszła - odpowiedziała. Widzimy jeden fakt i dwie interpretacje, jedna z nich – politycznie poprawna. Na szczęście minęły już czasy jedynie słusznych wniosków. Dlaczego więc, wypowiedzi dowództwa - piętnujące bandyckie zachowania niektórych żołnierzy NSZ-NZW - dla Pana Poleszaka są tylko dowodem bandytyzmu w szeregach organizacji? Ja natomiast wyciągam inny, zapewne wg oponenta, opaczny, wniosek: wypowiedzi dobitnie świadczą o wielkiej trosce dowództwa o stan moralny żołnierzy. Kluczem do oceny zjawiska są tu okoliczności: staczanie się żołnierzy na pozycje bandyckie było wielkim problemem każdej organizacji, także podziemia poakowskiego, o czym świadczy np. fragment rozkazu płk „Kaliny” z 24 maja 1945 r.: „(...) bandy rabunkowe należy natychmiast rozbrajać i likwidować, jednak uprzednio należy upewnić się, czy rabunek nie został popełniony samowolnie przez członków innej organizacji, w tym wypadku należy zakomunikować ich władzom przełożonym (...).” (Cytat z polemiki Pana Poleszaka.) Jeśli ów problem nie znalazł odbicia w raportach dowództwa AKO-WiN, czy wobec tego dowództwo tolerowało bandytyzm w swoich szeregach? - Zapewne takim pytaniem narażam się - ze strony oponenta - na zarzut wrogości wobec podziemia poakowskiego, co mi bezpodstawnie zarzuca. Ze zdziwieniem przyglądam się metodom uprawiania polemiki przez Pana Poleszaka. Rozumiem jego wzburzenie, ale uważam, że powinien używać argumentów lepiej dobranych i zweryfikowanych. Sprawa agentury Zauważmy, że dzięki „Burzy” w ręce NKWD dostali się członkowie ścisłego dowództwa AK w łomżyńskiem: mjr Tabortowski „Bruzda”, kpt. Cieślewski „Lipiec”, kpt. Dziejma, ppor. Kiszkurno „Skiba”. Tak sam los spotkał wielu podkomendnych. Zaraz po tzw. „wyzwoleniu” aresztowany został szef kedywu AK Zbigniew Rećko. Zapewne właśnie dlatego AKO działała tylko kilka miesięcy. Inaczej było z podziemiem narodowym: upłynęło trochę czasu, zanim UBP mógł pochwalić się jakimiś osiągnięciami. Pan Poleszak wymienia tu postacie z łomżyńskiego i grajewskiego NSZ-NZW; no cóż - nie miał wielkiego wyboru. Jedną z nich jest Edmund Skrodzki, ps. „Kmicic”, który zdezerterował i został oficerem PUBP w Łomży. Pisząc o agencie „Łomżyńskim”, postaci nierozszyfrowanej, autor napisał, że był to zapewne Skrodzki. - A jeśli się myli? Jeśli to ktoś inny? ... Pracując w IPN, Pan Poleszak powinien być bardziej ostrożny w wydawaniu tak kategorycznych sądów. Z kolei przy sprawie por. Ignacego Ramotowskiego ps. „Wawer” – szefa wywiadu łomżyńskiego NZW, zalecałbym dużo większą ostrożność. Czy autor ma faktycznie mocne dowody, aby nazywać go zdrajcą i agentem? Prawdą jest, że po aresztowaniu został funkcjonariuszem WUBP w Białymstoku, ale jednocześnie - dalej działał na rzecz NZW. O jego roli wiedziały może dwie, trzy osoby z Dowództwa Okręgu. Dlaczego Pan Poleszak tak łatwo oskarża żołnierzy NSZ-NZW? Przecież praca w UBP była w działalności Ramotowskiego krótkim epizodem; uciekł na zachód, by wrócić do Polski z misją wywiadowczą. Został jednak odkryty, a następnie stracony. A pomimo tego autor wydał bardzo kategoryczny osąd, że to po prostu był „agent”... Przecież ten człowiek za swoją postawę zapłacił najwyższą cenę. Relacje pomiędzy organizacjami Jako dowód złych relacji pomiędzy obu nurtami podziemia, Pan Poleszak wspomina pracę żołnierza AK Mieczysława Laszczkowskiego4, który nie tai głębokiej niechęci czy nawet nienawiści do podziemia narodowego. Poza tym, książka zawiera wiele poważnych i oczywistych błędów, i dlatego nie jest żadnym świadectwem relacji pomiędzy AK i NSZ. Proszę też zauważyć, że nie stawiałem żadnej „tezy (...) o >>braterstwie<<” obu organizacji. To nie była teza, to synteza - fakt braterstwa, przyjaźni i współpracy za okupacji niemieckiej. Natomiast, nie kwestionuję istnienia konfliktu pomiędzy organizacjami za czasów drugiej okupacji sowieckiej. Dlatego liczne przykłady złego stanu rzeczy, jakie przywołuje autor, niczemu nie służą; są reakcją emocjonalną. Działania PAS NZW na terenie gminy Jedwabne Pan Poleszak dopiero w polemice (a szkoda, że nie wcześniej!) rzuca ważną uwagę: „Materiały proweniencji ubeckiej tylko w niektórych przypadkach potwierdzają zasadność przeprowadzanych akcji [NSZ (-K.K.)]. Poza tym nie zachowały się materiały >>procesowe<< podziemia. Nie możemy do końca zweryfikować zasadności podejrzeń czy winy.” A jednak, na podstawie takich materiałów wydaje werdykt, a np. w odniesieniu do działalności PAS NZW na terenie powiatu grajewskiego pisze: „Należy pamiętać, że likwidowano osoby faktycznie winne, ale zdarzały się również tragiczne pomyłki” (s. 310). Inaczej ma się sprawa w wypadku działalności oddziału „Sępa”, dowódcy PAS z terenu Jedwabnego; autor nie pisze tu o likwidacjach uzasadnionych. Mało tego - prawie wyłącznie (sprawdziłem) na terenie jego działalności (ss.272-285) stosuje zwroty: „powodem miała być”, „podejrzewany o współpracę”, „obwinianego o”, „rzekoma współpraca” itp. Jak pisałem, takie słownictwo sugeruje, że wina ofiar była problematyczna. Ponadto, niektóre ofiary „masakrowano” albo „dotkliwie pobito”. Pomimo to, Pan Poleszak twierdzi, że „w przypadku akcji likwidacyjnych NSZ-NZW używał identycznego języka”, jak w odniesieniu do AKO-WiN. Jest to nieprawda. Z kolei sprawa chronologii teorii prof. Grossa o „chamach i żydach”: autor twierdzi, że jego „książka pojawiła się na rynku księgarskim później niż artykuł wspomnianego autora.” Za to praca doktorska Pana Poleszaka, bo książka jest jej rozwinięciem, była jednak dostępna dla zainteresowanych badaczy dwa lata wcześniej. Jeszcze o inteligencji w NSZ Pan Poleszak pisze: “(...) temat pracy odnosi do podziemia powojennego, a poza tym identyczne kryteria dotyczyły kadry poakowskiej tej, która działała nadal po zakończeniu wojny. Właśnie tak wyglądał przypadek wymienionych przez niego trzech działaczy NSZ z powiatu grajewskiego, którzy posiadali wyższe wykształcenie, ale działali w konspiracji do momentu zakończenia okupacji niemieckiej.(...) według przyjętego przeze mnie założenia Kozioł nie został uwzględniony, gdyż po wojnie był członkiem Komendy Okręgu, a tej struktury nie uwzględniałem, podobnie jak w odniesieniu do struktur okręgowych AKO-WiN. Marian Kozłowski w okresie, o którym traktuje moja książka również był członkiem dowództwa okręgowego, a ponadto z punktu widzenia formalnego nie posiadał wyższego wykształcenia.” Przypomnę, że temat pracy obejmował lata 1944-1957, czyli także ostatni rok okupacji niemieckiej(!), a wniosek autora ma charakter generalny i brzmi: „Równie charakterystyczne jest to, że w podziemiu narodowym nie było osób z wyższym wykształceniem.” Twierdzi przy tym, że stosuje te same - co w wypadku podziemia akowskiego - kryteria. A jednak, personalia dowódców AK-AKO-WiN są na ogół znane, natomiast - jak to sam zauważa - „jest bardzo wiele nierozszyfrowanych pseudonimów członków komendy” NSZ (s. 40), a ja dodaję NZW - to co może powiedzieć o ich edukacji?... Przypomnijmy też, że autor nie wie jaka część organizacji ujawniła się w roku 1947. Przecież w takiej sytuacji trudno jest cokolwiek powiedzieć o poziomie edukacji żołnieży NSZ-NZW, a co dopiero dokonywać porównywań! Autor bada sprawę edukacji dowództwa w różnych okresach, a nie w jednym określonym momencie. W roku 1944 inż. R. Kozioł „Łużyca” nie był jeszcze szefem sztabu, a wbrew temu co autor twierdzi, Marian Kozłowski „Dąbrowa” w aktach UB występuje jako osoba z wyższym wykształceniem;5 „formalnie” też posiadał wyższe wykształcenie, nie miał tylko tytułu magistra. Poza funkcją w komendzie okręgu, w 1945 r. był również komendantem powiatu ostrołęckiego NSZ. Chciałem też powiedzieć autorowi, że - członkowie organizacji - księża katoliccy są jednak osobami wykształconymi, a jeden z nich brał udział w „odprawie dowództwa”, „sztabu” NZW. Przy próbie rozbicia grupy „(…) organy bezpieczeństwa rozpoznały księdza z parafii Ławsk” (s. 320), o czym Pan Poleszak pisze. Tak więc, fakty przeczą opinii Pana Poleszaka. Z kolei „przypadek trzech działaczy NSZ [mających wyższe wykształcenie, którzy - K.K.] (…) działali w konspiracji do momentu zakończenia okupacji niemieckiej”, jest wymysłem autora; „Charakterystyka ...”, z której informacja pochodzi, nie obejmuje bowiem czasu okupacji niemieckiej. Mój polemista kilkakrotnie zapewnia: „Bardzo ważnym problemem, z jakim borykały się NSZ, był brak inteligencji(...).” (s. 44) Chciałem wyjaśnić autorowi, że do inteligencji zaliczani są też absolwenci szkół średnich, grupa w organizacji niemała, a wiadomym jest fakt kontynuowaniu edukacji przez żołnierzy NSZ na tajnych kompletach. Sprawa „Lota” Autor porusza sprawę prezesa „Lota” i tak oto mnie podsumowuje: z taką łatwością insynuuje oskarżenia wobec niego, bez przedstawienia jakichkolwiek dowodów. Zapomina dodać, że zerwanie z konspiracją nastąpiło po siedmioletnim okresie pracy podziemnej, na skutek dekonspiracji i bardzo ciężkiej choroby żony. Najważniejsze jednak jest to, że Pan Kozłowski po raz kolejny posiłkuje się niekompletnym cytatem, który ma deprecjonować „Lota”. Moje logiczne wnioski wypływają wyłącznie z podanych przez Pana informacji; niczego nie dodałem. Sprawa malwersacji, jak Pan sam to napisał, wiąże się jednak z „winą >>Lota<<”; proszę więc pisać precyzyjniej. Poza tym, okoliczności łagodzące, które Pan wymienia, brzmią niepoważnie. Kpt. „Lot” pełnił odpowiedzialne stanowisko Dowódcy Obwodu w organizacji wojskowej. Jego postępowanie narażało na więzienie, a może i śmierć uczestników konspiracji. Dowództwo Okręgu Łomżyńskiego WiN nie wyciągnęło żadnych konsekwencji? Przypomnijmy pewien przypadek z NZW: „za brak rozliczeń z dokonywanych akcji rozstrzelany został dowódca PAS w stopniu majora”.7 Niejednokrotnie członkowie konspiracji przeżywali tragedie rodzinne, ale w tamtych czasach były przecież inne priorytety. Ciekawe dlaczego dopiero teraz autor pisze o dekonspiracji „Lota”? Zauważmy co jeszcze przypisuje mi Pan Poleszak: „Twierdzi, że jeżeli >>Lot<< słabo pracował od kwietnia do sierpnia 1946 r., a więc na kilka miesięcy przed zerwaniem z konspiracją, to jego raporty opisujące sytuację przez cały 1945 r. są niewiarygodne.” - Co ja twierdzę? - „Prezesi rejonów skarżyli się na >>brak osobistych odpraw<< z prezesem Bieńkiem przez okres dziewięciu czy dziesięciu miesięcy”, czyli ostatnia odprawa z prezesami terenowymi odbyła się w grudniu 1945 r. (a nie kwietniu 1946 r.), a była to jedyna(!) jaka miała miejsce „w trakcie działalności w strukturach WiN.” (s. 203), czyli od września 1945 r. Aż trudno uwierzyć, że autor - po raz kolejny - dopuszcza się podobnych praktyk. Przecież zna moją wypowiedź i zapewne wie co sam napisał. Wnioski narzucają się tu same. Zakończenie Język mojej polemiki wywołał u Pana Poleszaka wiele negatywnych emocji, a przecież słowa powinny odzwierciedlać stan rzeczy, forma powinna odpowiadać treści. Problemem książki są przecież opinie świadczące o pogardzie autora dla faktów, źródeł i badań. Bez większej fatygi można wyłowić przeróżne manipulacje i dołączyć całą listę mocnych dowodów. Dlatego nie pisałem np.: „myli się autor, twierdząc, że...” Nie myli się, po prostu kłamie, co odzwierciedla intencje i świadomość stanu rzeczy; jest to działanie celowe. Autor fałszuje historię i dlatego nie powinien pouczać o „kanonach pisarstwa historycznego”. Zauważmy, ofiarami jego wyczynów są - potraktowani obelżywie - żołnierze NSZ-NZW; to nie Pan Poleszak jest tu ofiarą, jak próbuje zasugerować. Autor nie zapomniał zacytować listu wdzięcznego czytelnika, wyrażającego wielki podziw i uznanie dla jego naukowych osiągnięć. W liście jest też coś na temat walorów edukacyjnych książki. Ja zaś uważam, że należy bronić młodzież przed wszelką deprawacją. Ja z kolei, dostałem list od grupy kombatantów z ZŻ NSZ Łomżyńskiego. Znają sprawę, ale się nie skarżą; oni niejedno już przeżyli... Dziękują mi, że stanąłem w ich obronie. W liście wyraźnie daje się jednak odczuć jakiś głęboki żal starych, zmęczonych ludzi. Dodatek – Kilka nowych przykładów zaczerpniętych z książki mojego polemisty: Niejednokrotnie Pan Poleszak sugeruje, że stosunek ludności do NSZ i ich programu politycznego był negatywny. Zwróćmy uwagę na pewien zabieg dokonany przez autora. Oto dwie perspektywy na sytuację w łomżyńskiem: Szef BIP w meldunku za okres maj-czerwiec 1945 r. pisał, że stacjonujący na tych terenach „żołnierze sowieccy dokonywali masowych rabunków, grabieży, gwałtów i zniszczenia dóbr”, a dalej: „nastawienie tutejszego społeczeństwa do >>rządu lubelskiego<< jest wrogie. (...) a poziom tej wrogości przeszedł oczekiwania dowództwa obwodowego AKO.” Dlatego „akcje zbrojne oddziałów podziemia [czyli wg p. Poleszaka AKO (-K.K.)] wymierzone przeciwko posterunkom MO spotykały się z pełną akceptacją i zadowoleniem ludności” (s. 110). Pisząc o tej samej sytuacji, ale w kontekscie NSZ (s. 141), wysuwa „ważny wniosek”: „sytuacja na terenach zajętych przez Sowietów, gdzie rozpoczęto instalowanie władzy ludowej, nie odpowiadała części społeczności lokalnej o poglądach narodowych, a przede wszystkim antykomunistycznych”. (To truizm, a poza tym - wniosek „z sufitu”; nic takiego nijak nie można wyciągnąć z opisu organizacji, który ów wniosek poprzedza.) Czy mamy więc przyjąć, że reszcie społeczeństwa taka sytuacja odpowiadała? Wspominałem o wielkim sukcesie NSZ za okupacji niemieckiej, czyli uwolnieniu 300 (400) więźniów z rąk Gestapo. Była to akcja precyzyjnie zaprojektowana i wykonana, świadcząca o wielkich walorach, tak kpt. „Białego” jako dowódcy i stratega, jak i całego oddziału. Obyło się bez jednego wystrzału. Niebywała jest liczba uwolnionych i to, że okoliczna ludność nie poniosła konsekwencji. Było to może jedyne tego typu zdarzenie w dziejach całej okupacji. Można o nim przeczytać w Encyklopedii Białych Plam, jest też wspominane i opisywane przez regionalnych historyków łomżyńskich i w wielu innych publikacjach. Nie dość, że Pan Poleszak pomija akcję NSZ, to - paradoksalnie - jeszcze sugeruje jej autorstwo AK; twierdzi, że „oddział Stanisława Marchewki >>Ryby<< uprowadził landrata Mullera, za uwolnienie którego żądano zwolnienia przetrzymywanych w więzieniu w Łomży” (s. 56). Otóż, sprawa z landratem jest spleciona z akcją NSZ; uwolnienie stu więźniów za Mullera było inicjatywą Niemców, którzy nie wiedzieli, że został on przedtem stracony. Nikt nie okupu za Mullera! Tak więc, autor przemilcza likwidację Niemca. Podarujmy sobie komentarz. Akcje zbrojne NZW trafiły także do kolejnego podrozdziału o działalności WiN, dotyczącego referendum i wyborów do sejmu. Przypomnijmy: organizacja NZW nawoływała do głosowania „trzy razy nie”. Jego rezultat miał być też sprawdzianem poparcia społeczeństwa dla programu politycznego narodowców. I oto, zostali wręcz „zaskoczeni” przez wyborców; np. w Łomżyńskiem program poparło aż około „siedemdziesięciu procent ludności, WiN - dwadzieścia procent, a PSL - siedem procent”.8 Autor przytacza zestawienia prof. Paczkowskiego (z niepełnych danych), według którego na kolejne pytania w pow. Łomżyńskim głosowało na „nie” (kolejno): 1-89,1 proc., 2-90,2 proc. i 3-63 proc., zaś w pow. grajewskim na „nie”: 1-60 proc., 2-55,2 proc. i 3-54 proc. Zauważmy, że ostatnie dane, zwłaszcza w Łomżyńskiem, potwierdzają zwycięstwo NZW. Niemniej, Pan Poleszak tak oto komentuje rezultaty referendum: „rzeczywiste jego wyniki były wielkim zwycięstwem WiN i PSL”, ale - z racji fałszerstwa komunistów - było to „zwłaszcza zwycięstwo moralne” (s. 229). - Czy tylko komunistów?… Niebywałe. Karygodne jest to, że autor nie wyjaśnia przyczyny negatywnego stosunku NZW do PSL, mimo, że szeroko komentuje stanowisko WiN wobec stronnictwa. Dlatego, dla niezorientowanego czytelnika, poczynania NZW sprawiają wrażenie chuligańskich wybryków. Legalność PRLu „Wyjątkowo trudnym problemem” jest dla Pana Poleszaka sprawa legalności PRLu. Przyjmuje, że „do powrotu z emigracji Stanisława Mikołajczyka i powołania Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej (TRJN), mieliśmy do czynienia z okupacją sowiecką.” Potem sytuacja nie jest dla niego „jasna”, bo czynnikiem determinującym legalność PRL, może być to, że stał się „podmiotem prawa międzynarodowego” i „uzyskał akceptację ówczesnej społeczności międzynarodowej”. Konkluduje: „Nad tym, jakiego rodzaju tworem było stworzone na mocy porozumień jałtańskich państwo polskie, wciąż trwa żywa dyskusja, która, jak do tej pory, nie przyniosła przekonywującej odpowiedzi” (s. 14). Podobne stwierdzenia określają Pana Poleszaka. Tu bowiem nie ma żadnego problemu, bo Mikołajczyk zgodził się na dyktat Stalina, któremu - mimo ostrzeżeń - naiwnie pomógł w zainstalowaniu komunistów w Polsce. W dodatku, sfałszowanie referendum i wyborów do Sejmu, odbiera dyskusji jakiekolwiek podstawy racjonalne. (Cały problem, to czytelna próba zrelatywizowania nielegalności PRL, która została podjęta przez ludzi związanych z układem post-komunistycznym w celu uniknięcia odpowiedzialności.) Chcę odpowiedzieć autorowi stanowczo: walki w Łomżyńskiem nigdy nie były wojną domową! Jeśli czynnikiem determinującym miałaby być akceptacja międzynarodowej społeczności, to zauważmy, że cała społeczność Europy uznała rozbiór Polski. Na zasadzie analogii, Powstanie Styczniowe było dla rządów Europy wewnętrzną sprawą rosyjską, aktem wojny domowej. Dlatego zachowały pełną neutralność i śmiertelną obojętność. Jakie stanowisko w tej dyskusji przyjął autor? Posłużę się tutaj jego opinią o publikacjach NZW: „Propaganda pisana i szeptana ukierunkowana była na szkalowanie[sic!] nowej władzy, (…) [nawoływała - przyp. K.K.] do ogólnego nieposłuszeństwa i sabotowania zarządzeń władzy” (s. 299). Ta deprawatorska działalność była skierowana do „ludności niezorganizowanej bądź sympatyzującej z AK-WiN.” - Czy ktoś kiedykolwiek słyszał o tym, że publikacje podziemne „szkalowały” hitlerowców? No i mamy odpowiedź. Prezentacja działalności WIN Wiadomo, że organizację powołano w celu rozładowania podziemia zbrojnego. Według autora, prawie całkowicie „zaprzestała działalności zbrojnej”, która sprowadzała się do „akcji odwetowych przeciwko działaniom NZW i likwidacji najbardziej niebezpiecznych agentów i współpracowników UBP” (s. 186), których, szczególnie komunistów, widziano często... wśród żołnierzy NZW. Organizacja, przodująca w całym Okręgu Białostockim, skupiła się na „działalności propagandowej i wywiadowczej”. Czy taka działalność mogła być wielkim zagrożeniem dla komunistów? Widocznie tak, bo dowódcy WiN (np. mjr „Tabor”) uważali, że ich akcje „wzmagały czujność organów bezpieczeństwa i nasilały i tak wszechobecny terror” (s. 179). Dlatego komuniści zwalczali podziemie „przy użyciu wszystkich możliwych działań”, co zostało opisane w rozdziale „Organa bezpieczeństwa na terenie Rejonu WiN Łomża” (s. 232-237). Dowiadujemy się o wielkiej koncentracji sił: oddział PUBP w sile 120 osób, dwustu bojców NKWD, grup operacyjnych KBW itd., a w tym grupy prowokatorów przebranych za żołnierzy WiN i NZW. Istne piekło... Okazuje się jednak, że straty WiN spowodowane były głównie aresztowaniami, np. w październiku 1946 r. pojmano 16 członków WiN, a przy okazji ...38 żołnierzy NZW (s. 236). O co chodzi? Odpowiedzi udziela w innych niestety rozdziałach sam Pan Poleszak, cytując np. wypowiedź płk. „Sulimy”, „Juhasa”: „NZW swymi niepoczytalnymi działaniami dynamizuje teren i doprowadza do pacyfikacji, na które naraża powiaty: Łomżyński, Wys. Mazowieckie, Ostrów Mazow., Ostrołęka i Bielski (...)” (s.346). NZW dezorganizował działalność WiN. Bez akcji UB, członkowie WiNu pracowaliby zapewne w spokoju. Niestety, obszerny opis działań „organów bezpieczeństwa” problemu nie rozwiązał, więc do rozdziału poświęconego WiN autor dodał jeszcze niezrzeszoną organizację ppor. „Or-Ota”... To dało razem 71 stron. Jest więc jakaś przeciwwaga dla 85 stron poświęconych NZW. Czy o to autorowi chodziło? Bardzo zabawny efekt wywołują dość częste narzekania autora na piętrzące się problemy w WiN, takie jak: bardzo poważny odpływ członków, trudności kadrowe, finansowe, zmęczenie etc., a zwłaszcza „ciągłe napady bandyckie ze strony NZW” (s. 205) – przetykane informacjami o dynamicznej działalności, znakomitej jakości, liczebności, a zwłaszcza doskonałym dowództwie. Propaganda WiN, nawet jeśli sprowadzała się momentami do „szeptanej”, to i tak była zawsze lepsza, i jakością i wartością, od konkurencji. Naturalnie Pan Poleszak nie wyjaśnia dlaczego. Charakterystyczne jest też dla Pana Poleszaka, że - po moralizatorskim wywodzie o obowiązkach historyka - pokazał swoją “tolarancję” i “uwielbienie” wolności atakując redakcję pisma Glaukopis za otwarcie swoich łam na moją recenzję. Moralny szantaż w tym stylu nie licuje z kulturą naukowca. Co więcej, biorąc przykład z komunistów i ich spadkobierców, Pan Poleszak uwaźa, że tylko pobłogosławieni przez niego i jego kolegów mają zabierać głos w pismach naukowych. Ładny “pluralizm”; specyficznie rozumiany “liberalizm”. Jest to sztuczka z powodzeniem stosowana przez orientację “tolerancyjną” od 1989 r. Nie ma to nic wspólnego z wolnością naukową. To utrwalanie “władzy ludowej” w nowym pokoleniu Polaków. Przypisy 1 Wojciech Frazik, „Sprawa spadochroniarzy – przyczynek do dyskusji o wiarygodności akt sądowych”, Zeszyty Historyczne WiNu, nr 24. 2 Krzysztof Sychowicz, Ziemia Łomżyńska i jej mieszkańcy w latach 1944-1956, czyli jak to było naprawdę (Łomża: Tow. Przyjaciół Ziemi Łomżyńskiej, 2005): s. 25 3 List Ignacego Ramotowskiego do kpt. „Grota”, „Marka” z początku 1947 roku, kserokopia w posiadaniu autora. 4 Mieczysław Laszczkowski, Ziemia łomżyńska w latach wojny i okupacji 1939-1945 (Warszawa: 2003). Właśnie w pow. kolneńskim, gdzie działał autor, trwała ożywiona współpraca obu organizacji. Laszczkowski temu przeczy. Np. przypisuje AK wydawanie Głosu znad Narwi, co jest absurdem. 5 Materiały w WYDZIALE „C”, KWMO Olsztyn nr 776/4. Notatka informacyjna z opracowania pod względem ewidencyjno – operacyjnym i archiwalnym akt sprawy, opr. wydz. „C”, nr archiwalny 776/ IV, „Charakterystyka nr.158 Komendy Okręgu NSZ krypt. „XIII” – „Kaliny”. 6 Tamże, „Charakterystyka nr 81. Narodowe Siły Zbrojne, Komenda Okręgu Krypt. XIII woj. białostockie”, Olsztyn, 5 marca 1983 r. 7 „Narodowe Zjednoczenie Wojskowe”: http://wilk.wpk.p.lodz.pl/~whatfor/zw_nzw.htm 8 Zbigniew Kulesza, Resocjalizacja Wyklętych (Radom: Polwen, 2004): s. 180. Posted by Konrad Kozłowski at 10:59
Zaloguj się, aby oddać głos
0
Na miejscu Poleszaka nie cieszyłabym się tak wcześnie, jest jeszcze droga cywilna i Piotrowski powinien z niej skorzystać. Coraz więcej tego typu spraw trafia do sądów...
Zaloguj się, aby oddać głos
0
Kłamstwo i manipulacje zarzucała Poleszakowi też Anna Grażyna Kister i jeszcze kilka innych osób. Na miejscu Piotrowskiego nie odpuszczałabym i pokazała Panu doktorowi z IPN gdzie jego miejsce. Nie szukałabym sprawiedliwości w lubelskich sądach, bo Pan Poleszak nie działa sam, wspiera go Gazeta Wyborcza, a sądy boją się michnikowców jak diabeł wody święconej. Gdyby oskarżycielem był Adam Michnik,to sąd w pierwszej instancji skazałby Poleszaka, a media natychmiast okrzyknęłyby go kłamcą i manipulatorem. Ale jak widać, wyrok zależy nie od dowodów, ale od tego z kim się trzyma...
Zaloguj się, aby oddać głos
0
no to się Pan P. popisał dziękuje za poparcie popierajacym go, czyli m.in prof. Emilowi Horochowi, piewcy AL, Jerzemu Borejszy, szefowi pierwszej komórki cenzury w Polsce, prof. Feliksowi Tychowi, wieloletniemu dyrektorowi Archiwum KC PZPR, zięcia Jakuba Bermana. Ale towarzycho!!!
Zaloguj się, aby oddać głos
0
Lady napisał:
Kłamstwo i manipulacje zarzucała Poleszakowi też Anna Grażyna Kister i jeszcze kilka innych osób. Na miejscu Piotrowskiego nie odpuszczałabym i pokazała Panu doktorowi z IPN gdzie jego miejsce. Nie szukałabym sprawiedliwości w lubelskich sądach, bo Pan Poleszak nie działa sam, wspiera go Gazeta Wyborcza, a sądy boją się michnikowców jak diabeł wody święconej. Gdyby oskarżycielem był Adam Michnik,to sąd w pierwszej instancji skazałby Poleszaka, a media natychmiast okrzyknęłyby go kłamcą i manipulatorem. Ale jak widać, wyrok zależy nie od dowodów, ale od tego z kim się trzyma...
A na potwierdzenie powyższego wpisu, świeżutki tekst z portalu wpolityce" Ziemkiewicz: "Michnik grozi mi pozwem sądowym za stwierdzenie, iż terroryzuje on swoich krytyków pozwami sądowymi" opublikowano: dzisiaj, 17:22 | ostatnia zmiana: dzisiaj, 18:31 Czy Adam Michnik - poprzez swój koncern - będzie ścigał sądownie nie tylko tych, którzy zarzucają mu obronę ubeków przez znaczną część życia czy też dopatrują się w obecnej działalności "GW" korzeni KPP-owskich? Tak wynika z ostatniego felietonu Rafała Ziemkiewicza na łamach "Gazety Polskiej". Publicysta pisze bowiem: Wiadomość, że Adam Michnik grozi mi pozwem sądowym za stwierdzenie, iż terroryzuje on swoich krytyków pozwami sądowymi, brzmi tak smakowicie, że niejeden uzna ją za primaaprilisowy żart. Nie mogę być pewien, czy nim nie jest - ale śledząc publiczną działalność Michnika od lat - podejrzewam, że swoje pogróżki formułuje zupełnie na poważnie i nie zdaje sobie sprawy z własnej śmieszności. Wypadałoby odpowiedzieć, ale trochę mi szkoda pieniędzy na znaczek pocztowy. Ziemkiewicz odpowiada więc na łamach "GP" - bo, jak zaznacza, wie, iż "powód czyta każdy jego tekst bardzo uważnie". Ziemkiewicz żałuje, że nie żyjemy w USA, gdzie "człowiek składający idiotyczny pozew może z bomby dostać grzywnę za obrazę sądu": Żyjemy w III RP, gdzie sąd nie tylko ma obowiązek przyjąć i rozpatrzyć każdy pozew, ale też, gdzie zdarza się sędziom wydawać wyroki jawnie absurdalne, ośmieszające i kompromitujące cały wymiar sprawiedliwości. Do takich zaliczam całą serię wyroków uzyskanych w różnych instancjach przez Adama Michnika, opartych na tym samym mechanizmie: uznawaniu krytycznej opinii o nim za "fałszywą informację". Ziemkiewicz ocenia, że gdyby tego typu orzeczenia stały się normą, nie wolno byłoby oceniać niczego - zakazane byłyby stwierdzenia, że "premier Tusk jest złym premierem", a jego wyborcze obietnice były "oszustwem". Ziemkiewicz podsumowuje: Mam dla Michnika złą wiadomość. Bez względu na to, jak długo będzie trwać jego sądowa passa, prawda pozostanie prawdą. Bawet gdyby Michnik uzyskał sejmową ustawę zakazującą oceniania go, demaskowania jego manipulacji i wyrażania o nim jakichkolwiek opinii, i tak każdy doskonale wie, że to, jak podsumował jego działalność Rymkiewicz i inni, których usiłuje uciszyć, jest w stu procentach trafne. Ale fakt pozostaje faktem: korzystne dla Michnika wyroki dowodzą, że sądy nie strzegą swobody wypowiedzi, a w swoich werdyktach kierują się subiektywnymi opiniami o pozywających i pozwanych, a nie meritum sprawy. Sądy, oceniając publicystów, same stają się instytucjami publicystycznymi. I to także jest zadanie dla ministra Jarosława Gowina. Sil
Zaloguj się, aby oddać głos
0
konrad napisał:
no to się Pan P. popisał dziękuje za poparcie popierajacym go, czyli m.in prof. Emilowi Horochowi, piewcy AL, Jerzemu Borejszy, szefowi pierwszej komórki cenzury w Polsce, prof. Feliksowi Tychowi, wieloletniemu dyrektorowi Archiwum KC PZPR, zięcia Jakuba Bermana. Ale towarzycho!!!
Potępiamy kolegę! Każdy mile widziany! Wśród inicjatorów listu znaleźli się znani już Filipowicz, Wnuk oraz dr hab. Mariusz Mazur z UMCS, którzy spotkali się w katedrze kierowanej przez Wnuka, mieszczącej się dwa pokoje dalej od katedry Piotrowskiego, i sformułowali list otwarty z żądaniem wycofania przez Piotrowskiego aktu oskarżenia przeciw Poleszakowi. Niezwłocznie list opublikowała "Gazeta Wyborcza" i przez kilka dni eksponowała go na swojej witrynie internetowej. Podpisali się pod nim "wybitni" naukowcy, którzy - jak czytamy w "Gazecie Wyborczej" - potępiają "metody Piotrowskiego". Wśród potępiających znaleźli się m.in.: . [b][b]prof. Emil Horoch, znany w Lublinie piewca "etosu" żołnierzy Armii Ludowej, Jerzy Wojciech Borejsza, syn działacza komunistycznego, szefa pierwszej komórki cenzury w Polsce i bratanek Józefa Różańskiego - jednego z najokrutniejszych ubeckich katów, szefa Departamentu Śledczego MBP, a także prof. Feliks Tych, wieloletni dyrektor Archiwum KC PZPR, były dyrektor Żydowskiego Instytutu Historycznego im. E. Ringelbluma. Prywatnie prof. Tych jest zięciem Jakuba Bermana, jednej z czołowych postaci polskiego stalinizmu. [/b][/b] W liście otwartym zarzucono Piotrowskiemu, że na salę sądową przenosi spory naukowe. "Niepokojem napawa nas fakt - piszą naukowcy - że kwestię, która winna być przedmiotem merytorycznej dyskusji naukowej, profesor uniwersytecki uporczywie kieruje na drogę procesu karnego". Trudno zgodzić się z ewidentnie zmanipulowanymi tezami listu, Piotrowski bowiem nigdy nie przeniósł sporu naukowego na salę sądową, jak to przedstawia opinii publicznej "Gazeta Wyborcza". W wywiadzie dla "Kuriera Lubelskiego" Piotrowski podkreśla, że jest gorącym zwolennikiem polemik prowadzonych na łamach periodyków naukowych i zaznacza, że sąd nie jest miejscem do rozstrzygania naukowych sporów. Ale czy o spór naukowy tu chodzi? Raczej o to, kim jest Piotrowski i jakie pełni funkcje. Choć spór toczy się pomiędzy historykami, to "Gazeta Wyborcza" uporczywie nazywa Piotrowskiego politykiem, eurodeputowanym czy posłem PiS.
Zaloguj się, aby oddać głos
0
Widać, że pan Piotrowski ma oddanych współpracowników, którzy nie szczędzą czasu, by pisać powyższe posty. Cóż niektórzy za pracę są w stanie zrobić wszystko.
Zaloguj się, aby oddać głos
0
taki sobie napisał:
Widać, że pan Piotrowski ma oddanych współpracowników, którzy nie szczędzą czasu, by pisać powyższe posty. Cóż niektórzy za pracę są w stanie zrobić wszystko.
No to zakładam, że za bracę, a za co robią ci z drugiej strony. Może też wiez? To powiedz.
Zaloguj się, aby oddać głos
0
Gość napisał:
No to zakładam, że za bracę, a za co robią ci z drugiej strony. Może też wiez? To powiedz.
Za recenzję nie idzie się do sądu, tylko gościa obnaża się podobną odpowiedzią , wykazując jego głupotę. Szkoda, że pan Piotrowski, tak głupio się podłożył. Z drugiej strony nie zazdroszczę mu kolegów, którzy przeciwko niemu wystąpili. Nie wiem jak bym się czuł w takim środowisku.
Zaloguj się, aby oddać głos
0

Dodaj odpowiedź:


Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz: