Przeglądarka, z której korzystasz jest przestarzała.

Starsze przeglądarki internetowe takie jak Internet Explorer 6, 7 i 8 posiadają udokumentowane luki bezpieczeństwa, ograniczoną funkcjonalność oraz nie są zgodne z najnowszymi standardami.

Prosimy o zainstalowanie nowszej przeglądarki, która pozwoli Ci skorzystać z pełni możliwości oferowanych przez nasz portal, jak również znacznie ułatwi Ci przeglądanie internetu w przyszłości :)

Pobierz nowszą przeglądarkę:

Użytkownik
W salach szkolnych , szpitalach urzędach też króluje kultura śmierci na krzyżu .
Zaloguj się, aby oddać głos
0
Co za bzdury... Zagrożeniem duchowym dla dzieci jest problem z weryfikację miliona informacji jakie otrzymują nieustannie za pośrednictwem mediów a nie malowanie twarzy albo zabawki. Obrzędy i motywy związane ze śmiercią są obecne w kulturze, PRZEDE WSZYSTKIM, europejskiej od wieków. Jeśli ktoś uważa, że to coś nowego to znaczy, że nie ma pojęcia o czym mówi i prawdopodobnie jest stetryczałym dziadem, który szuka problemów tam, gdzie ich nie ma. Uczmy dzieci myśleć a nie straszmy wymyślonymi demonami. Ale czego ja oczekuję skoro ktoś na poważnie organizuje konferencję dla nauczycieli żywcem wyrwaną z Harrego Pottera.
Zaloguj się, aby oddać głos
0
Małgorzata Więczkowska, pedagog, medioznawcza. TO CHYBA TROCHĘ NIEPRAWIDŁWO NAPISANE.
Zaloguj się, aby oddać głos
0
Za pieniądze podatników ta konferencja?
Zaloguj się, aby oddać głos
0
Rany, a coroczne wspominanie ze szczegółami strasznej śmierci pewnego mitycznego faceta to nie jest kultura śmierci? BTW, Europa wcale nie ma korzeni chrześcijańskich. Ludzie tu byli i tworzyli kulturę dłużej niż te 1000-1500 lat...
Zaloguj się, aby oddać głos
0
pisowskie oszolomy juz szaleja. wieksze zagrozenie dla dzieci stanowi kultura PEDOFILII promowana przez kosciol oraz pis, alwe o tym cicho, za kaczyzmu ofiary ksiezy pedofilow beda siedzialy, a pedofile beda awansowani na wyzsze stanowiska.
Zaloguj się, aby oddać głos
0
kultura smierci? znaczy sie te krzyze i TRUP na nich?
Zaloguj się, aby oddać głos
0
Igraszki z diabłem DODANE 01.06.2011 06:30 Aleksandra Pietryga; GN 20/2011 Katowice Do księży egzorcystów i sióstr w Rybnie systematycznie zgłaszają się rodzice małych dzieci z prośbą o modlitwę. O zdrowie? Nie. O uwolnienie ze skutków zabawy ze złym duchem.  ANDRZEJ GRYGIEL/ PAP/ GNMasaż dźwiękiem z wykorzystaniem mis tybetańskich – relaks czy zagrożenie duchowe? Nowoczesne formy edukacji. Rozwijanie potencjału u dziecka i wspieranie jego wszechstronnego rozwoju. Szeroka gama ciekawych zajęć dla maluchów, od tańca po lektoraty językowe. A wszystko w atmosferze zabawy i przygody, pod okiem doświadczonego zespołu: pedagogów, psychologów, logopedów, pracowników naukowych. To oferta Akademii Indygo z Katowic. Brzmi świetnie? To szukamy dalej. Zespół Akademii Indygo proponuje wiele bardziej i mniej standardowych metod pracy z dzieckiem oraz terapii. Mamy więc tu zajęcia artystyczno-plastyczne, teatralne, zajęcia muzyczne z gongami i misami dźwiękowymi, klub mamy i malucha, liczne warsztaty dla rodziców i pedagogów, np. jak prowadzić zajęcia kulinarne dla dzieci; bajkoterapia, czyli jak pisać bajki i opowiadania; mandale w edukacji i terapii. Potrzeba wiedzy i dużej świadomości zagrożeń duchowych, by dostrzec w tym gąszczu ofert, że coś jest nie tak. Brzuszki wibrują – W zerówce, do której uczęszcza nasz syn, przy szkole podstawowej nr 27 w Katowicach, padła propozycja, skierowana do rodziców, by umożliwić dzieciom udział w jednorazowych zajęciach z rytmiki – opowiada Krzysztof Kurzeja, tata 6-letniego Władysława. – Koszt 10 zł od osoby. Chyba wszyscy rodzice wyrazili zgodę. Nic niepokojącego, do tego za niewielkie pieniądze. Dzieci na zajęciach się zjawiły, przyszedł pan i pani z kotkiem. - Po powrocie syna ze szkoły spytałam go, jak się bawił. Czy tańczył, czy ćwiczył – mówi Natasza Kurzeja, mama Władzia. – Okazało się, że zajęcia z rytmiką miały niewiele wspólnego. Instruktorzy z Indygo przynieśli ze sobą rekwizyty – misy tybetańskie, dzwonki oraz żywego kota. To była jedna z ich ofert, którą na stronie internetowej określają jako autorski program rozwojowy lub, bardziej dosadnie, warsztaty edukacyjno-rozwojowe „Tybet – Kraina Dalekiego Wschodu”. Nazwa mówi sama za siebie. – Syn opowiadał nam o zabawie z misami – relacjonuje mama Natasza. – O tym, jak pan kładł dzieciom misy na brzuchach i czuło się takie fajne wibracje. Zaniepokoiliśmy się poważnie. Państwo Kurzejowie skontaktowali się z wychowawczynią i sekretariatem szkoły. Okazało się, że ofertę z Akademii Indygo przedstawiła wychowawczyni jedna z matek. Jako wspomniane zajęcia z rytmiki. Dyrekcja szkoły w takich przypadkach ufa wychowawcy klasy i – jak podkreślają zapytani dyrektorzy – nie ma obowiązku monitorowania wszystkich propozycji. A szkoda, bo można niechcący wejść w bagno i wciągnąć w nie dzieci. – Wychowawczyni naszego Władzia sama poczuła się zaniepokojona przebiegiem zajęć – opowiada Krzysztof Kurzeja. – Zwróciła szczególną uwagę na panią, która towarzyszyła prowadzącemu ćwiczenia, ale trzymała się z boku i była „dziwnie nieobecna”. Kurzejowie zabrali syna do franciszkanina, ojca Gerarda Buli, który w Panewnikach m.in. sprawuje posługę egzorcysty. Przesada? – Chcieliśmy, żeby ojciec pomodlił się nad naszym synem, by Pan Jezus pozamykał wszystkie furtki na działanie szatana, które mogły się pootwierać podczas zajęć z metodami ewidentnie odwołującymi się do ideologii kultury i religii Wschodu.     cd   http://rodzina.wiara.pl/doc/872178.Igraszki-z-diablem
Zaloguj się, aby oddać głos
0
Rozwijajmy się, zamiast rywalizować     „Szybko, łatwo i skutecznie” nie zawsze znaczy dobrze - o zagrożeniach duchowych i potrzebie umiaru w szkole mówi Ewa Fus-Kubacka, nauczyciel, socjoterapeutka, związana ze wspólnotą neokatechumenalną Polub nas na Facebooku! MAŁGORZATA CICHOŃ: - Dlaczego zaczęłaś zajmować się zagrożeniami duchowymi dzieci i młodzieży? EWA FUS-KUBACKA: - Ponieważ sama nieświadomie zaangażowałam się w metodę okultystyczną! Zrobiłam pierwszy stopień kursu kinezjologii edukacyjnej. Pewne rzeczy mnie dziwiły, czułam zmieszanie, kiedy pokazywany był np. tzw. test mięśniowy. Zostałam zaproszona na kurs drugiego stopnia. Ukrywano treść dalszego programu, ale ja nie byłam czujna i poszłam na te zajęcia. Mało tego - zorganizowałam warsztaty z pierwszego stopnia w mojej szkole! Potem zauważyłam, że niektóre ćwiczenia mają elementy hinduizmu np. mudry. Gdy już dostałam skrypt do ręki, okazało się, że wiele treści tej metody związanych jest też z medycyną chińską, z ideologią meridianów. Wszystko to podawane było po kawałku, w zakłamany sposób. - Co zrobiłaś, gdy się zorientowałaś, że coś tu nie gra? - Skontaktowałam się z o. Aleksandrem Posackim SJ (europejski konsultant egzorcystów - przyp. red.), który badał tę metodę pod kątem zagrożeń duchowych. Bardzo mi pomógł, zwracając uwagę na zagrożenia duchowe w edukacji i terapii. Potem w Warszawie odbyła się konferencja, podczas której naukowcy udowodnili, że kinezjologia edukacyjna nie opiera się na nauce - materiały z tej konferencji opublikował Instytut Badań Edukacyjnych. Martwi mnie, że ta metoda nadal wykorzystywana jest w pracy z dziećmi, także z niepełnosprawnymi. Osoba dorosła ma szansę się obronić, ponieważ posiada zmysł krytyczny, dzieci go nie mają. - W edukacji sięga się po metody, które są szkodliwe? Dlaczego? - Pęd do sukcesu, rywalizacja, rankingi szkół - wszyscy chcą uczyć się szybko i skutecznie. Żyjemy w kulturze nadczłowieczeństwa! Świat nie znosi cierpienia, braku, a nawet umiaru! W rywalizacji nie ma miejsca na budowanie relacji, a w życiu trzeba też nauczyć się przegrywać. Tymczasem naczelna zasada antropocentryzmu i New Age to: „Mogę stać się bogiem i być samowystarczalny”. Gdy na to nałoży się duża rywalizacja w szkole, młodzież idzie na skróty. Dlatego korzysta z NLP (neurolingwistyczne programowanie - przyp. red.), metod szybkiego czytania czy uczenia języków obcych sposobem SITA. Często używa się tam technik rzekomo uruchamiających niewykorzystane obszary naszego mózgu, a w rzeczywistości są to niebezpieczne techniki transowe. Metody „szybko działające” bywają, niestety, podpowiadane przez nas, nauczycieli, i wymuszane na dzieciach przez rodziców. - To przykre… Czemu nauczyciele nabierają się na tak wątpliwe oferty? - Często powodem jest nasza cecha, żeby się ciągle dokształcać, usprawniać, rozwijać, zamiast zatrzymać się na relacji i spokojnie prowadzić ucznia. Odkąd powstały gimnazja, nauczyciel dostaje uczniów na 3 lata i ma ich przygotować do egzaminu, nie znając ich! A wcześniej miał perspektywę całości! Czasami też przychodzą mody, które powodują, że szkoła przestaje żyć tym, czym żyć powinna. Np. w szkolnych gabinetach ma miejsce „wspomaganie” ucznia przez psychologa z zastosowaniem mandali, biofeedbacku czy relaksu w stanie alfa. Nauczyciele obligowani są do doskonalenia, realizując stopnie zawodowe. Wchodzą w alternatywne metody (np. Silvy, tai-chi, superlearning, relaksację), które nie były przedmiotem ich studiów, ale robią to ze względu na wymogi, żeby poszerzyć kompetencje i zaliczyć awans. Gdyby dyrektorzy reagowali, powiedzieli, co jest wartościowe, a co nie, byłoby lepiej. Ale sami też często tego nie wiedzą.   cd     http://www.niedziela.pl/artykul/60592/nd/Rozwijajmy-sie-zamiast-rywalizowac
Zaloguj się, aby oddać głos
0
Drugie dno bajek: – brzydota, wzbudzanie w dzieciach lęku…….   10 marca 2013   Aneta Jezierska-Chudzik Dzieci coraz częściej zachowują się jak dorośli, ponieważ świat, który im stworzyliśmy, w żadnej mierze nie jest światem dziecka. Wielki przemysł zabawkarski i bajkowy nie kieruje się już żadnymi zasadami, a przede wszystkim dobrem najmłodszych. Jesteśmy świadkami zmasowanego ataku na niewinność wpisaną w duszę każdego młodego człowieka. Inwazja brzydoty Pokolenie dzisiejszych rodziców w dzieciństwie zaczytywało się w przygodach Ani z Zielonego Wzgórza czy Pana Samochodzika. Ich dzieci najczęściej już nie wiedzą, kim są bohaterowie tych książek. Miejsce tych osób zajęły postaci z innego świata: czarownice, wampiry, robale. Wystarczy wejść do pobliskiej księgarni, by wśród propozycji dla dzieci znaleźć np. takie tytuły: „Radek Szkaradek. Robale!”, „Siostry wampirki – Przyjaciółki na krew i życie”, „O Anielce, w którą wstąpił diabeł” (reklamowana jako „życiowa i dowcipna”) czy „O małym krecie, który chciał wiedzieć, kto mu narobił na głowę”. Łóżko w kształcie paszczy smoka szczerzącego zęby jako miejsce, w którym nasze dziecko będzie się czuło bezpiecznie, budzi poważne wątpliwości. Wampiryczne lalki Monster High dla dziewczynek. Figurki, tzw. Śmierdziele, zaopatrzone w guzik, po naciśnięciu którego wydobywa się z zabawki zapach adekwatny do jej imienia. Brzydota i mówienie wprost o sprawach niegdyś wstydliwych są dziś czymś naturalnym. Dzieciom obrzydza się wszystko, co do tej pory miało wartość. Przede wszystkim po to, by wzbudzić lęk. – Miałam kiedyś pacjentkę, która po lekturze fragmentu podręcznika dla klas I-III szkoły podstawowej, opisującego według mitu dalekowschodniego stworzenie człowieka z robactwa, zareagowała lękiem do tego stopnia, że przestała mówić – wspomina Ewa Piesiewicz, lekarz psychiatra. I dodaje, że pokazywanie dzieciom świata w ten sposób służy budowaniu w nich lęku. A na bazie lęku można nimi sterować i kierować je na takie tory myślenia i działania, w których nie będą wolne. Wielki biznes U źródeł powstania zabawek leżała zasada, by przez zabawę uczyć. Zabawki miały kształtować postawy typowo męskie lub typowo kobiece. To dlatego atrybutami chłopięctwa były miecze lub tarcze, dzięki którym mali chłopcy uczyli się, że mężczyzna ma być silny, odważny, ochraniać innych, że to przy nim wszyscy mają czuć się bezpiecznie. Tymczasem dziewczynki jako przyszłe matki, żony i gospodynie domowe stroiły swoje lalki, by następnie wyjść z nimi na spacer bądź zaprosić gości na herbatkę. Dziś miejsce pięknych lalek zajęły kucyki Pony mówiące śpiewnym głosem „mamo”, zaś miecze – bakugany. – Współczesne zabawki i gadżety coraz częściej nie odgrywają żadnej pozytywnej roli w wychowaniu i kształceniu, a wręcz uniemożliwiają rozwój osobowy dzieci i młodzieży. Można powiedzieć, że służą one w dużej mierze wychowaniu do konsumpcyjnego podejścia do życia, do tego, co łatwe, przyjemne, doraźne oraz niewymagające żadnego trudu i wyrzeczenia. Mają pokazywać świat jako miejsce nieustannej zabawy, bez żadnych trosk i kłopotów – tłumaczy Małgorzata Więczkowska, pedagog, specjalista z zakresu edukacji medialnej. Można zatem mieć poważne podejrzenia, że kształtują hedonistów, dla których celem egzystencji jest miło spędzić czas. Jeżeli zawsze ma być miło i przyjemnie, to myślący w ten sposób człowiek nie będzie wybierał zadań wymagających od niego trudu. Przy najmniejszym zaś trudzie będzie się zniechęcał. Przemysł zabawkarski to przede wszystkim biznes. Zabawek nie produkuje się dziś, by bawiły czy uczyły, ale po to, by ktoś je kupił. Stąd mechanizm zbieractwa, tak dziś rozpowszechniony wśród dzieci. Dziecko dostaje zabawkę, o której jest już zrobiony film, wraz z filmem ukazuje się kolorowe pismo, a nawet książka. Potem motyw dziecięcego idola pojawia się na piórniku czy zeszycie, bluzie sportowej czy na pościeli. – Kolekcjonowanie i gromadzenie różnych przedmiotów i gadżetów jest naturalnym mechanizmem wieku dziecięcego, który jest wykorzystywany przez wielu producentów i dystrybutorów artykułów dla dzieci. Nadmierne gromadzenie zupełnie bezużytecznych gadżetów w opinii wielu psychologów określa się jako zaśmiecanie umysłów dziecięcych niepotrzebną wiedzą, która w życiu do niczego nie zostanie wykorzystana. Taka wiedza nie rozwija pasji naukowych, lecz pasywne, bierne i niestety konsumpcyjne podejście do życia. Większość dostępnych na rynku gadżetów ma kształtować konsumpcyjny styl życia – wyjaśnia Małgorzata Więczkowska. I nawet książka jako niepodważalne dobro kultury może okazać się elementem destrukcyjnym w turbinie biznesu kręconego kosztem najmłodszych. Jeśli bowiem pojawi się jako produkt finalny, nie spełni swojej funkcji, jaką jest kształtowanie wyobraźni u dziecka. Zbieractwo powoduje również, że młody konsumpcjonista nie potrafi się już cieszyć tym, co ma, a im więcej ma, tym szybciej się nudzi i tym silniejszych bodźców potrzebuje. To z kolei może prowadzić nawet do powstania różnych uzależnień, np. nadmiernego korzystania z telewizji czy internetu. Niebezpieczne triki Rozpowszechniony w dominującej popkulturze motyw miłego kotka bez ust budzi ogromne emocje wśród osób, które podjęły trud zainteresowania się tematyką zagrożeń wobec dzieci. Duża obecnie firma zaczynała od produkowania pojemników śniadaniowych, piórników i plecaków z symbolem kotka. Ale obecnie logo to znajduje się na przyborach szkolnych, ubrankach dla dzieci, kosmetykach, jak również na przedmiotach, które z dziećmi i zabawkami nie mają nic wspólnego. Samochody, bieliznę dla młodych dziewcząt i gadżety związane z pornografią też „zdobi” motyw miłego kotka. – To nic innego, jak oswajanie dzieci z tematyką zarezerwowaną dla dorosłych poprzez zabawki i obrazy – tłumaczy Małgorzata Więczkowska. – To ogromny przemysł w rękach manipulatorów z piekła rodem, który nie uwzględnia wrażliwości dziecka i przekracza kolejne granice – tłumaczy ks. prof. Aleksander Posacki, znawca demonologii. Z rozbudzaniem seksualizacji dzieci mamy do czynienia także w bajkach czy filmach animowanych, na pozór przeznaczonych dla dzieci. Bohaterki w filmach dla dzieci nie wyglądają dziś jak ich rówieśnice. To często top modelki, skąpo ubrane i mające wygląd dorosłych kobiet. To nic innego, jak odzieranie dziewczynek z ich kobiecości, z godności, kształcenie w nich świadomości instrumentalizacji ciała. Patrząc na swoje bohaterki, dziewczynki pragną wyglądać jak one. Im częściej obcują z nimi, tym większa ich akceptacja dla wizerunku kobiety zredukowanej do cielesności i bycia obiektem pożądania. – Jeszcze do niedawna dzieci do 12. roku życia były w tzw. latencji, czyli uśpieniu, jeżeli chodzi o sferę seksualną. A dzisiaj właściwie od przedszkola jest ona w nich permanentnie rozbudzana poprzez obrazy, przedmioty i zabawki, które ukazują wadliwe wzorce zachowań seksualnych – wyjaśnia Więczkowska. cd     http://www.ziemiamielecka.pl/?p=31345
Zaloguj się, aby oddać głos
0
  • To oswaja dzieci z brzydotą i okultyzmem. Niebezpieczne zabawki  
        Monster High to nowa seria gadżetów dla dzieci. Są to: wampiry, zombi i potwory. Egzorcyści ostrzegają: one mogą być przyczyną opętań!     Logo serii Monster High to trupia czaszka z różową kokardką. Jej twórcy zręcznie więc połączyli elementy rodem z horrorów z gustem małych dziewczynek. W wielu przedszkolach i szkołach można zobaczyć maluchy bawiące się przedmiotami, które kilkadziesiąt lat temu wzbudzałyby u dzieci strach i obrzydzenie. Teraz kilkulatki z zachwytem układają swoje lalki do snu… w trumienkach. Pielęgnują ich zwierzątka, nie milutkie pieski czy kotki, ale nietoperze, i bawią się ich domem, którym jest zamek wampirów. Producent lalek, amerykańska firma Mattel, kieruje produkty Monster High do dzieci w wieku 8-11 lat. W Polsce są sprzedawane w kategorii „plus sześć”. W praktyce często trafiają w ręce nawet cztero-, pięciolatków. Maluchy domagają się tych zabawek, ponieważ panuje na nie moda. O tym, jak trudno z nią walczyć, przekonała się dyrektorka jednej ze szkół katolickich w Poznaniu. Dwa lata temu zakazała uczniom wnoszenia na teren placówki m.in. przedmiotów z wizerunkiem Monster High, ale pod wpływem nacisków rodziców musiała cofnąć swoją decyzję. Czy tego rodzaju zabawki mogą prowadzić do zmiany zachowań dzieci? Tego jeszcze nie stwierdzono na 100 procent, seria od kilku lat jest w sprzedaży. Ale zniewolenia i opętania przez złego ducha zdarzają się już wśród kilkuletnich dzieci – twierdzi ksiądz egzorcysta Michał Olszewski SCJ. I opowiada o dziecku, które w wieku trzech lat mówiło kilkoma językami obcymi, a jednocześnie przez swoją agresję stanowiło zagrożenie dla rodziny. Diagnoza, że jest to zniewolenie lub opętanie przez złe duchy, jest u dziecka bardzo trudna, a jeszcze trudniejsze jest ich wypędzenie. Dziecko jest przecież małe i niewiele rozumie. Rodzice, wybierając zabawki dla dziecka, powinni pamiętać, że dla malucha to nie tylko rozrywka. Przez zabawę dzieci uczą się zachowań społecznych, kształtują swoją wrażliwość, dowiadują się, czym jest dobro, a czym zło. Ulubieni bohaterowie często stają się wzorami do naśladowania. Który rodzic by chciał, by były nimi lalki przesycone erotyzmem: nienaturalnie szczupłe, prawie anorektyczne, z dużym biustem, skąpo ubrane, z mocnym makijażem i piercingiem? W filmach, grach i książkach te postaci z wystającymi zębami czy pozszywaną twarzą posługują się magicznymi mocami, by osiągnąć cel, a najważniejsza jest dla nich pogoń za chłopakami i atrakcyjność cielesna. Choć twórcy serii Monster High zapewniają, że ich produkty uczą tolerancji, a poszczególne historie w kreskówkach czy książkach rzeczywiście kończą się morałem, to elementem dominującym pozostają mroczne motywy: potwory, wampiry, zombi, a skuteczną metodą działania – magia. U dzieci takie zabawki zaburzają poczucie estetyki Robert Tekieli, autor książek o zniewoleniach, podkreśla, że to kaleczy psychikę dzieci. – Dziewczynki bawiące się truposzami i wilkołakami oswajają się z tym, co obrzydliwe. I puentuje dosadnie: – Te lalki czynią to z duszą dziecka, co z jego rękami czyni zabawa ekskrementami. To jest brudne i trujące. Jak chronić dzieci? Rozmawiać, tłumaczyć, nie ulegać presji próśb i lamentów, że inni to mają i nie kupować takich zabawek. Warto proponować zabawki i książki, które wyraźnie pokazują, co jest dobre, a co złe. Powinnością rodziców wierzących jest przedstawiać dziecku świat wiary, a filmów i książek dla dzieci o tej tematyce nie brakuje. Trzeba też modlić się całą rodziną, prosząc o ochronę jej członków przed złem. A przed wyjściem dziecka z domu błogosławić je znakiem krzyża na czole. Takie błogosławieństwo ma wielką moc! Kinga Szafruga           http://czas-wolny-abc-rodziny.pl/news-to-oswaja-dzieci-z-brzydota-i-okultyzmem-niebezpieczne-zabaw,nId,1890727
Zaloguj się, aby oddać głos
0
Co to jest homeopatia? zagrożenia z tym związane(szczególnie na dzieci)W niedzielę 4 października po Mszy św. o godz. 11:00 gościem parafii w Magdalence był pan Robert Tekieli. Realizacja: ks. Sławomir Kostrzewa.          https://www.youtube.com/watch?v=lve-nSeQ3no
Zaloguj się, aby oddać głos
0
"U źródeł powstania zabawek leżała zasada, by przez zabawę uczyć. Zabawki miały kształtować postawy typowo męskie lub typowo kobiece. To dlatego atrybutami chłopięctwa były miecze lub tarcze, dzięki którym mali chłopcy uczyli się, że mężczyzna ma być silny, odważny, ochraniać innych, że to przy nim wszyscy mają czuć się bezpiecznie. Tymczasem dziewczynki jako przyszłe matki, żony i gospodynie domowe stroiły swoje lalki, by następnie wyjść z nimi na spacer bądź zaprosić gości na herbatkę." I dlatego jako dziecko wspinałam się na drzewa, bawiłam się w załogę Rudego 102 i kupowałam kapiszonowce na odpustach - zabawki dla dziewczynek były NUDNE.
Zaloguj się, aby oddać głos
0
"– To nic innego, jak oswajanie dzieci z tematyką zarezerwowaną dla dorosłych poprzez zabawki i obrazy – tłumaczy Małgorzata Więczkowska." ---> co ma do tego Hello Kitty?
Zaloguj się, aby oddać głos
0
Pamiętam o korzeniach starszych niż chrześcijańskie i nie uważam się za spaczoną. Daleko mi do konsumpcyjnego stylu życia i myślenia. Trudno ochronić dzieci przed wszechotaczającą brzydotą. Końcowy efekt zależy od poziomu głupoty rodziców i siły charakteru dzieci.
Zaloguj się, aby oddać głos
0
Podsumowujac tego oszoloma badzcie czujni i rownie nawiedzony sklad konferencji rowniez mam do was przeslanie - jezeli twoje dziecko wraca w nocy w weekend trzezwe do domu to wiedz, ze cos sie dzieje.
Zaloguj się, aby oddać głos
0
Europa chyba zapomina o swoich pogańskich korzeniach... "Czarni" nie mają monopolu na religię i wierzenia..
Zaloguj się, aby oddać głos
0
"– To nic innego, jak oswajanie dzieci z tematyką zarezerwowaną dla dorosłych poprzez zabawki i obrazy – tłumaczy Małgorzata Więczkowska." ---> co ma do tego Hello Kitty?
  Niestety ma dużo wspólnego. Ks egzorcyści są jak lekarze onkolodzy.Nie muszą sprawdzać,co akurat nowego,a niebezpiecznego w różnych branżach wchodzi na rynek.Nie mieli by wtedy czasu na pomaganie już chorym.Jeśli te nowości są szkodliwe,to i tak za jakiś czas trafią do nich pacjenci,którzy je stosowali.W ten sposób między innymi do ks egzorcystów trafiają dzieci po "zabawach" z Hello Kitty...
Zaloguj się, aby oddać głos
0
  Niestety ma dużo wspólnego. Ks egzorcyści są jak lekarze onkolodzy.Nie muszą sprawdzać,co akurat nowego,a niebezpiecznego w różnych branżach wchodzi na rynek.Nie mieli by wtedy czasu na pomaganie już chorym.Jeśli te nowości są szkodliwe,to i tak za jakiś czas trafią do nich pacjenci,którzy je stosowali.W ten sposób między innymi do ks egzorcystów trafiają dzieci po "zabawach" z Hello Kitty...  
Co Ty to pleciesz ? Moja córka ma do czynienia z helo kitty i jest normalnym dzieckiem.. bzdura..
Zaloguj się, aby oddać głos
0
  Niestety ma dużo wspólnego. Ks egzorcyści są jak lekarze onkolodzy.Nie muszą sprawdzać,co akurat nowego,a niebezpiecznego w różnych branżach wchodzi na rynek.Nie mieli by wtedy czasu na pomaganie już chorym.Jeśli te nowości są szkodliwe,to i tak za jakiś czas trafią do nich pacjenci,którzy je stosowali.W ten sposób między innymi do ks egzorcystów trafiają dzieci po "zabawach" z Hello Kitty...  
Co Ty to pleciesz ? Moja córka ma do czynienia z helo kitty i jest normalnym dzieckiem.. bzdura..
Zaloguj się, aby oddać głos
0
Strona 1 z 2

Dodaj odpowiedź:


Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz: