Nie wiem, czy ktoś jeszcze odnosi wrażenie, że puławski basen funkcjonuje jak za czasów PRL. Dzisiaj odwiedziłam z rodziną ten przybytek w celach relaksu. Zapłaciłam nie tak mało za 45 minut. Okazało się, że na wyjście z szatni mam 15 minut (choć nigdzie w regulaminie tego nie wyczytałam), o czym zakomunikowała mi "Pani Szatniarka" tonem z filmów Barei. Z dwójką dzieci było to mało realne. Ale widocznie szatniarki mają na basenie najwięcej do powiedzenia. Moja córka usłyszała, że jak się nie pośpieszy, to ją z tej szatni pogoni i żeby się ruszała, bo ona tu przecież musi posprzątać-co powiedziała wywijając mopem. Dziecko oświadczyło, że na basen więcej nie pójdzie, bo spodnie musiała zakładać w biegu i wyszła cała mokra, co zimą może skończyć się nieciekawie. Szczerze mówiąc poczułam się w tym momencie jak śmieć. Szatniarka zachowuje się jak Big Brother, który śledzi i pilnuje, żeby tylko "strojów w kabinkach nie wyżymać", ale kiedy zginęły mi tam 2 ręczniki i suszarka to niestety złodzieja nikt nie przypilnował. No i nici z relaksu na puławskim basenie. Poza tym myślę, że przydałoby się zmienić wspaniały pomysł,ponieważ wchodząc na 2 godziny (2 razy po 45 minut) trzeba po pierwszym razie na 15 minut wychodzić z pływalni, czekać w szatni i znowu narażać się obsłudze samą swoją obciekającą osobą, o zmarznięciu już nie wspomnę.Byłam na różnych pływalniach w Polsce i za granicą, ale w swoim rodzinnym mieście zostałam potraktowana najgorzej. Wszędzie już można spotkać system elektroniczny, który umożliwia pobyt na basenie w zaplanowany sposób, a nie poganianie i pokrzykiwanie. Ludzie wchodzący i wychodzący spotykają się w szatni w tym samym czasie, co powoduje sztuczny tłok i nerwowość. Niestety nikt nie myśli na puławskiej hali MOSIR o tym, by pływało się lepiej. Zresztą powinni wpuszczać tylko w krawatach, bo taki klient jest mniej awanturujący się...
Zaloguj się, aby oddać głos
0