14 marca 2008 roku w piątek szłam z chłopakiem wraz z para znajomych przez osiedle czechów mój chłopak wraz z kolegą poszli za potrzeba fizjologiczna w ustronne miejsce nagle podjechał do nich patrol policji rozmowa z nimi trwała ok 10 min po czym skonczyło sie na upomnieniu.więc ruszylismy w strone hipermarketu real na zakupy nagle patrol zajechał nam droge po czym jeden z policjantów wysiadł z radjowozu i bez kompletnego powodu kazał mojemu chłopakowi pojśc z nim do radjowozu ja przestraszona gdyz nie wiedziałam o co im chodzi zaczeła płakać i trzymać mojego chłopaka w pasie po czym drugi policjant wysiadl zaczał mnie szarpać i odciągać w bardzo brutalny sposób w koncu nie miałam sily go trzymać gdyz policjant był rosły i tym samym silny.po chwili szarpaniny i bez braku wyjaśnien wsadzili go do radiowozu i odjechali jakies 50 metrów wczesniej jednak straszyli ze jak sie nie uspokoje to zawiaza go na komisariat w radiowozie mój chlaopak był straszony mandatem w wysokości 1000zł i pobiciem.ja stałam roztrzęsiona nieopaodal gdyz dostalam zakaz zblizania sie do radiowozu dośc głosno płakałam gdyz bałam sie o mojego chłopaka a w odpowiedz policjant słysząc to powiedział do niego ze jak sie nie uspokoje to "wyjdzie i mnie uderzy"lecz powiedział to bardzo hamsko i nie kulturalnie przeklinając.cala historia skonczyła sie o tyle dobrze ze wypuścili go i kazali iśc do domu.nastepnego ranka moja ręka była cała sina i okropnie mnie bolała nic nie mówiąc juz o wstrząsie psychicznym. nadal nie moge sie po tym pozbierac policja robi co chce:(
Zaloguj się, aby oddać głos
0