Przeglądarka, z której korzystasz jest przestarzała.

Starsze przeglądarki internetowe takie jak Internet Explorer 6, 7 i 8 posiadają udokumentowane luki bezpieczeństwa, ograniczoną funkcjonalność oraz nie są zgodne z najnowszymi standardami.

Prosimy o zainstalowanie nowszej przeglądarki, która pozwoli Ci skorzystać z pełni możliwości oferowanych przez nasz portal, jak również znacznie ułatwi Ci przeglądanie internetu w przyszłości :)

Pobierz nowszą przeglądarkę:

Użytkownik

Bolek wiedział co pisać i co podpisywać.

Utworzony przez jacek dyć, 23 lutego 2016 o 21:39
Bolek wiedział co pisać i co podpisywać. Pisze kontrowersyjne teksty i wiersze, lecz nie przyniosło mi to jak do tej pory, ani splendoru, ani jakiejkolwiek kasy, prócz kretyńskich anonimowych wpisów przez zawoalowanego kretyna. A ten jako Bolek donosił i podpisywał i może dzięki temu dochrapał się związkowego i najwyższego państwowego stanowiska. Nigdy  nie miałem zaufania do tego wieśniaka wysławiającego się niechlujną polszczyzną, który asekurancko stwierdzał, że każdy coś kiedyś tam podpisywał. Kiedy kandydowałem na stanowisko Węglarza, napisałem List Otwarty o poniższej treści, który prawdopodobnie z góry zdyskwalifikował mnie w oczach mandatariuszy, ale to też wielka niewiadoma, bo wybory na przewodniczącego NSZZ "Solidarność" Regionu  Środkowowschodniego były bezapelacyjnie sfałszowane. Mimo iż byłem jednym z trzech kandydatów na ten urząd, jednak nie udostępniono mi w mych żądaniach protokołów z wyborów, a potem odczułem restrykcje ze strony związku, których adresatem był Węglarz. Nie wiem jak nazwać tego bufona, który nawet kiedy udowodniono mu winę bezczelnie leci w zaparte i twierdzi iż są to jedynie potwarze spreparowanych akt ubeckich. To on rozmyślnie zniszczył Solidarność, z pewnością po to, by w przyszłości nikt jemu nie bruździł w jego w złym zarządzaniu państwem, jak i to, że zabraknie krytycznych głosów wobec jego ciemnej strony z działalności opozycyjnej, przeciw opozycji, gdy to szydło wylezie z worka, a z pewnością ta myśl spędzała mu sen z powiek.           Otwarty List prawdy do Lecha Wałęsy O silną  Solidarność   Od dość dawna zbierałem się z napisaniem do pana, Panie Przewodniczący. Odkładałem to zawsze na zaś i wreszcie sprowokował mnie tekst pana Jurczyka. W 1nr Tygodnika NSZZ „Solidarność Pomorza Zachodniego z dnia 2 października 1989 pisze on o wywiadzie udzielonym przez Pana „Tygodnikowi Gdańskiemu” w dniu 29 lipca 1989roku, w którym czytamy; „Lech Wałęsa (……) stwierdził między innymi, że nie ma obecnie potrzeby, by Solidarność była silnym i dużym liczebnie związkiem zawodowym.  Po dokonaniu reform gospodarczych i politycznych, uczynimy Ją silną, jak tylko zechcemy”.             Otóż, panie Lechu, w latach 1980-81 było nas aż 9milionów członków! W stanie wojennym sporo emigrowało, po stanie wojennym duża część przystąpiła do Miodozwiązków, inni nadal migrowali za granicę.             Osobiście poznałem „siłę” opozycji w stanie wojennym. Gdy nasi działacze byli internowani, spieszyliśmy z pomocą. Ale gdy sami znaleźliśmy się bez pracy, byliśmy zmuszeni do ukrywania się, nasi kombatanci, którzy wyszli z internowania zapomnieli, o tych, którzy nieśli pomoc im i ich rodzinom.             Osobiście Panie Przewodniczący zbierałem podpisy popierające Lecha w rozmowach przy Okrągłym Stole. Pamiętam obojętność, lub agresywność większości indagowanych. Mówili, że „Wałęsa nie powinien zasiadać do stołu z komunistami”. Zakładałem Komitet Organizacyjny, rozmawiałem z działaczami innych zakładów pracy. Widzieliśmy, jaki jest wielki marazm i nasza słabość. Zastanawiało nas to, jak komuna może chcieć rozmawiać ze słabym partnerem? Chyba tylko wtedy, gdy wietrzy jego siłę w dewizach.             Później reaktywowanie związku. Nakłanianie do wypełniania deklaracji członkowskich, ludzie wciąż się bali, zapisywało się15% potencjału załóg zakładów pracy. Wybory do Komisji Zakładowych przy bardzo małym stanie członków.             Komitety Obywatelskie, wielki ruch społeczny, naród głosuje za kandydatami Komitetów Obywatelskich „Solidarności”! Ponieważ nie chce komuny, a nie dlatego, że chce „Solidarności”. Komuna zrujnowała kraj. Dobrze wie, że nie może nadal sterować narodem groźbą i karą, więc od dawna knuła pozbycie się władzy.             Po czerwcowych wyborach odczuło się powiew demokracji. Naród do tej pory przelękniony, coraz głośniej żąda. Wreszcie można robić i mówić, co się chce. Statut wprawdzie mówi o moratorium strajkowym, ale naród strajkuje i żąda.             U schyłku zimy powstają spółki nomenklaturowe i trzeba rozkraść, co się da. Spółki i różne zakładziki pasożytujące na przedsiębiorstwach, zbijają majątki. Robotnicy widząc to, zmniejszają wydajność; ceny rosną, zarobki niezbyt. Jest nowy rząd, Rząd „Solidarności”. Naród „rozpędzony” w żądaniach nie zwraca na to uwagi. Pasa dopinać nie będzie, lecz czeka cierpliwie na lepsze jutro, pomimo szalejącej stopy inflacyjnej. Szefowie Komisji Zakładowych starają się tonować niezadowolenia załóg, ale są bezsilni, bo osamotnieni. Nawet gazety związkowe, do których działacze wysyłają teksty kierowane do Załóg, stosują blokadę; nic złego o słabym związku. W oczach Załogi, ten, który naciska w żądaniach jest porządnym przewodniczącym. Ten, co uświadamia to „wróg”.             Na Międzynarodowym Seminarium Związkowym, trzeba określić; związek rewindykacyjny, czy partycypacyjny. Paranoja! Słabe Komisje Zakładowe próbują współrządzić, a Załoga żądać – bez względu na stan majątkowy przedsiębiorstw. Nomenklatura w spółkach zbija forsę i zaciera ręce, Ceny wciąż rosną, pieniędzy nie starcza do następnej wypłaty. Zakrada się głód, który wygoni wszystkich na ulicę. Działanie powinno być wypośrodkowane między rewindykacją, a współzarządzaniem. Uwarunkowane jest to zwiększeniem świadomości związkowców poprzez prasę, radio, telewizję, w których większość poszukuje prawdy. Jeżeli tego nie uczynimy nadal przewodniczący związku będzie rewindykował pod naciskiem nieświadomych członków, a tym samym współzarządzał. W Komisjach Zakładowych przewodniczący jest jedyną osobą działającego związku, a reszta tylko żąda. Jeżeli tej najważniejszej sprawy, jaką jest świadomość ludzka nie uzdrowimy, Związek „Solidarność” bardzo szybko umrze śmiercią naturalną, gdy po dużych zakładach pozostanie jedynie wspomnienie rzeszy bezrobotnych ludzi. Jeżeli tego nie będzie – Lechu nie masz co mówić, że „związek jest słaby, bo ty tego chcesz, a gdy będziesz chciał, to będzie on silny”. Popularność zyskujesz na Zachodzie, nie w kraju. Stracisz ją całkowicie, gdy głodny naród, który wyjdzie na ulicę, będzie bity przez milicję i wojsko. Kto wyda rozkaz, Kiszczak, czy Mazowiecki. Jako kubeł zimnej wody posyłam panu z nieopublikowanej pracy, z której wynika, że list mój oparty jest na doświadczeniach dnia codziennego.  Na podsumowanie całości, tekst „Nie dostali kiełbasy, wiec zjedli przewodniczącego”, oraz wyciąg z protokołu zdawczo odbiorczego. Do wiadomości; Tygodnik Solidarności „Solidarność Szczecińska” (dawniej Jedność) Jacek Dyć   Prawdopodobnie znalazł miejsce w wydruku w Tygodnika Solidarności „Solidarność Szczecińska”. Jako jeden z prelegentów, przed wyborami na przewodniczącego Regionu, rozdałem powyższy List Otwarty zebranym w auli Politechniki Lubelskiej, tym sposobem zrobiłem test, jak to wpłynie na postanowienia przyszłych wyborców Związku. Była to wczesna jesień 1989roku. 
Zaloguj się, aby oddać głos
0
Kwadratura koła                 To o czym tak natrętnie indaguję każdy potencjalny zjadacz chleba o tym wie, jednak ta wiedza absorbuje przeważnie pojedyncze osoby, które mogą dzielić się swoim niezadowoleniem z  nieliczną grupką znajomych. W każdym państwie istnieje nieliczna grupa krezusów, a ogół społeczeństwa to stojący ekonomicznie przeciętnie, jednak większość wiąże ledwie koniec z końcem i nikt z nich nie może ze swymi problemami przebić się na fora przekazu społecznego. To przeważnie stojący ponad pospólstwem biedoty utrzymują w garści media i zatrudnianych w nich ludzi należących po prawdzie do elity przeciętniaków ekonomicznych. Fora internetowe takie jak chociażby dziennika wschodniego przeglądane są przez gro ludzi młodych i oni jeszcze mają za przeproszeniem przeważnie w dup-e rozpatrywanie takich problemów, ale problem zarabiania także ich dotyczy jak i każdego, ale dla nich wyjazd za pracą poza granice kraju jest najmniejszym problemem. Pisane przeze mnie artykułowe monity nie mogą znaleźć się na łamach brukowej prasy czytanej i dostępnej dla wieku powiedzmy dojrzałego, który jest zachowawczy w stosunku i nie obyty z surfowaniem po forach internetowych. I tu zaczyna się już kwadratura, młodzi przeważnie robią olewkę takich tekstów, może nawet i któryś zdobywszy się na przeczytanie wskaże je dojrzałym do problemu rodzicom. Dopóki jest praca w wielkich zakładach pracy, jest możliwość publicznego zaprotestowania, jednak kiedy rozproszy się takich górników przez zlikwidowanie miejsca kontaktu wielkich mas ludzkich, można zapomnieć o tłumnym wystąpieniu w obronie poczucia własnej krzywdy. Zatem "Bolek" wiedział jak osłabić niezadowolenie narodu, toteż dopuścił do totalnego osłabienia ruchu związkowego przez likwidację zakładów pracy gromadzących zarzewie jakiegokolwiek niezadowolenia. Do upadku więzi blisko ludzkich przyczyniały się następne ekipy rządowe, do których drzwi bezskutecznie dobijał się PiS. Komuchy doprowadziły kraj do ruiny, zatem woleli oddać władzę, pozostawiając sobie największy atut ekonomiczny w postaci przejętego majątku narodowego w czym w pełni pomocna była ekipa "Bolka".  Do totalnego rozkładu gospodarczego kraju ostatecznie przyczyniło się PO, kolesie przegrały stołki rządowe jednak nie dają za wygraną i podkopują każde poruczenie ekipy zarządzającej losami kraju. 29 kwietnia 2016   
Zaloguj się, aby oddać głos
0
Lekcja dokończona, ale i Salomon nie naleje z pustego                 Posiadamy horrendalne zadłużenie kraju, jednak wprowadzono w życie hasło - rodzina plus pięćset. Aby dawać trzeba mieć z czego. Niewiadomo gdzie znajdują się mityczne kopalnie króla Salomona, tak  jak i ostatnie szańce zarobkowania górniczych rodzin, również powoli stają się mitem. Obecnie sprawująca władzę ekipa Pisowska z pewnością ma na celu dobro narodu, tylko że stała się spadkobiercą pustej sakiewki. Źródłem budżetowej studni są podatki, tylko coraz mniej jest tych, którzy mają ochotę wkładać do owej studzienki swe mierne ciężko zarobione pieniądze w kraju, zatem przy stojących otworem granicach państwa ucieka kto może. A kto może? Z pewnością nie ci co oczekują na emeryturę, pobierając rencinkę, czy ci, którzy nie mają praw ani do jednej, ani do drugiej, ani też z powodu wiekowości widoków na pracę. Jednak była premier rządu pani Ewa Kopacz swym płaczliwym głosem twierdzi, że za rządów PO-PSL spadło bezrobocie. Ciekawe co powiedziałby Rząd gdyby wszyscy zarobkujący poza granicami kraju powrócili do kraju z chęcią zatrudnienia się?                   PiS jak w partii szachowej znajduje się na miejscu patowym i niewiadomo czy wyjdzie z tej kwadratury z czystą twarzą, ale  gdyby co, prezesurę Rady Ministrów dzierży w swych dłoniach następna pani, premier Beata Szydło i też nie wiadomo czy się za chwilę nie rozpłacze. Polsce potrzebny jest rynek dobrze płatnego rynku pracy  i z pewnością ostatni nie będzie musiał gasić światła, gdyż ono będzie jeszcze jaśniej świecić dla tych, którzy mają tyle, że nie wiedzą co z tym robić i aby gdzieś te fundusze niewiadomego pochodzenia ulokować, np. deweloperka buduj osiedla pełne bloków, ale z pustostanami, ale to dla nich nie jest problemem. Problemem jest egzystencja tych, których nie stać na lepsze życie przez poprawę swego standardu życia przezwyjazd za pracą, oni pozostaną w mroku ciemności, przy jaskrawych światłach tych, którzy traktują Polskę, jak swój wielki lunapark. 29 kwietnia 2016
Zaloguj się, aby oddać głos
0
Pluj "Świni" w ślepia Kreśląc słowa można zyskać, lecz i sobie zaszkodzić, toteż najskuteczniejszym jak i najdotkliwszym narzędziem bywa słowo pisane, ale cóż po słowie, gdy coraz mniej sięga ku niemu.                 I za komuny miałem nieprzeparte parcie do pióra i gdy nie było w czym publikować, wykonywałem graffiti na ścianach budynków, szosach, oknach wystawowych, słupach, drzewach, wszędzie tam, gdzie mogło ono przyciągnąć uwagę. Tak wyrażałem swoje niezadowolenie, którym dzieliłem się z innymi, by ich nim także zarazić. Niby jak miałem je wyrażać, chyba pisanie jest najlepszym sposobem odreagowywania, ale dzisiaj możemy oglądać malunki tylko typu CHWDP, oni gniewni także demonstrują swoją inność i złość, przeciw tym, którzy są opłacani z ich podatków.                 Wyznacznikiem ubiegających się o mandat szczebla machiny rządowej powinien być wizerunek kandydata etyczno-moralny, a nie machinalny. Za Peerelu kolesie do władz partyjno-rządowych posiadali przysposobienia do zajmowanych stanowisk, kształceni byli w szkółkach partyjnych i dość często byli to absolwenci SGSPiS. Dzisiaj o funkcje w państwie zabiegają partyjni nowego ładu, z wygórowanymi ambicjami, o nadmiernym pragnieniu materialnym, najczęściej przy braku odpowiedniego wyedukowani, a to powoduje liczne błędy w sztuce zarządzania. Dowiadujemy się już o tym całkiem publicznie z audytu rozliczeniowego tych, którzy tracąc fotele, stali się opozycją walącą w pysk na lewo i prawo, tych którzy ich rozliczają. U steru obecnej władzy zasiadają ludzie bardziej kryształowi, ale z pewnością po ich ustąpieniu z następnymi wyborami ujrzymy także wieszanie na nich przysłowiowych psów.                 W roku 1989, nie po aby być, ale po to by ukazać, iż nie musi być jedyny niekwestionowany kandydat na stanowisko przewodniczącego Z.R.Ś.W. N.S.Z.Z "S", wniosłem swój akces kontrkandydata do tego fotela, jednak w duchu modliłem się by nim nie zostać. Składano mi propozycje do kandydowania na radnego m. Łęczna, lecz ich nie przyjąłem, gdyż dobrze wiedziałem, iż nie mogę sięgać po laury szczebla władzy, skoro na moim życiorysie istnieje z przeszłości plama. Byłem niezłym zadymiarzem walczącym o etos pracy i mogłem wspinać się po tej drabinie politycznej, ale myśl o tym, iż mogą wieszać kiedyś za to na mnie psy, powstrzymywała mnie od tych zakusów. Jakby nie było byłem asystentem, a raczej bodygardem senatora, profesora KUL, Adama Stanowskiego, pierwszego pokomunistycznego parlamentu, wyłonionego z układu kontraktowego "Okrągłego Stołu". Jednak ci pnący do koryta są jak w powiedzonku - pluj świni w ślipia, a ona powie że deszcz idzie, to są i bywają indywidua o niepohamowanych ambicjach, przy braku honoru i moralności. Wielu z moich kolegów posiada emerytury górnicze i nie potrafi ich spożytkować dla zachcianek umysłu, gdyż są to dla nich oszałamiające pieniądze. Co w takim razie robią z kasą prezesi, ministrowie i inni biorący miesięcznie dziesiątki, a nawet setki tysięcy. PiS powinien niwelując kominowe płace, premie i odprawy, zadziałać wstecz i odebrać im tę pobraną z budżetówki lekką ręką forsę, wówczas pozyskają mój, jak i wielu podobnie myślących mandat zaufania dla władzy. 12 maja 2016
Zaloguj się, aby oddać głos
0

Dodaj odpowiedź:


Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz: