czwartek, 17 sierpnia 2017 r.

Styl życia - Rozrywka

Maciej Stuhr: Powinienem teraz zagrać coś lżejszego...


Maciej Stuhr (PAP Life)
Maciej Stuhr (PAP Life)

Czekałem na takie role przez wiele lat - mówi w wywiadzie dla PAP Life Maciej Stuhr. Dwa filmy z udziałem aktora - "Pokłosie" i "Obława" - pokazywane są na 28. Warszawskim Festiwalu Filmowym. Jednak Stuhr nie rezygnuje z lżejszego repertuaru.

- Oprócz "Pokłosia" Władysława Pasikowskiego, które wejdzie na ekrany kin 9 listopada, widzowie mogą oglądać pana w "Obławie" Marcina Krzyształowicza. W tym drugim, wojennym filmie zagrał pan polskiego zdrajcę. Do tej pory widzowie znali pana przede wszystkim z komedii. To przełomowy okres w pana karierze?

M.S.: - Moja droga od pierwszych aktorskich kroków po film "Pokłosie", to niemalże lata świetlne. Nie będę ukrywał, że czekałem na takie role przez wiele lat, natomiast wszystkie drogi, którymi szedłem i wszystkie role, które zagrałem, były moimi świadomymi wyborami. Za każdą przyjętą propozycją stało kilkadziesiąt odrzuconych. Moje czekanie okupione było ciężką pracą, bez której najprawdopodobniej nie zostałbym zaproszony ani do "Obławy" ani do "Pokłosia". Ta jesień jest moim aktorskim spełnieniem. Właśnie takie filmy chciałbym robić w życiu.

- To znaczy, że zrezygnuje pan z lżejszych form?

M.S.: - Bardzo bym chciał grać w filmach poważnych, ale nie mam zamiaru rezygnować z innych projektów. Może właśnie po "Pokłosiu" i "Obławie" powinienem zagrać coś lżejszego.

- W Konkursie Międzynarodowym na Warszawskim Festiwalu Filmowym pokazywana jest czesko-słowacko-polska produkcja "Konfident". Zagrał pan w tym filmie polskiego oficera Służby Bezpieczeństwa. Jaki jest pana bohater?

M.S.: - Grany przeze mnie oficer jest Polakiem, który interesuje się główną bohaterką w celu zebrania informacji o niej dla Służby Bezpieczeństwa. Mój epizod nie jest, więc chwalebny. Zdjęcia odbywały się dość dawno, a mój udział w tym filmie jest raczej symboliczny, ponieważ zagrałem tylko w kilku scenach. Bardzo się cieszę z tej roli, ponieważ jest to moja pierwsza zagraniczna produkcja.

- Jak trafił pan do tego filmu?

M.S.: - Koproducentem jest Apple Film, którego przedstawicielem jest Dariusz Jabłoński. Zrobiliśmy razem wiele filmów. Poza tym Dariusz jest także pomysłodawcą Polskich Nagród Filmowych Orły, z którymi jestem od lat zawodowo związany. Gdy Słowacy zwrócili się do Dariusza Jabłońskiego z prośbą o koprodukcję oraz zapewnienie polskiego aktora, mogłem liczyć na przeczytanie tego scenariusza, jako pierwszy. Bardzo mu za to dziękuję.

- Zdjęcia odbywały się w Bratysławie. Jak wspomina pan Słowację?

M.S.: - Mam ogromny sentyment nie tylko do Słowaków, ale także do Czechów. To nie był mój pierwszy film, w którym zagrałem razem z aktorami tych narodowości. Wcześniej pracowałem przy filmach "Operacja Dunaj" oraz "Wino truskawkowe". W obsadzie tych produkcji znalazło się wielu Czechów i Słowaków, z którymi zawsze żyłem w dobrej komitywie. Rozumiem już dużo z ich języków, choć z mówieniem jest gorzej. Współpraca z nimi zawsze dobrze mi się układa.

- Jakie ma pan najbliższe plany zawodowe?

M.S.: - Za chwilę rozpocznę próby do najnowszego spektaklu Krzysztofa Warlikowskiego, a niebawem do kin trafią także dwa filmy, w których zagrałem małe role, czyli "Wałęsa" Andrzeja Wajdy oraz "Siedem dni" Wojciecha Smarzowskiego. Szykowałem się do wyjazdu na zdjęcia do pewnego filmu, jednak to się nie udało, dlatego mam teraz więcej czasu. Postanowiłem przyjąć propozycję Kuby Wojewódzkiego i stałem się dziennikarzem radiowym. Co jakiś czas pojawiam się z nim na antenie radia Eska Rock i robimy sobie żarty. Chciałem przypomnieć się widzom i słuchaczom, jako człowiek, który ma poczucie humoru i niekoniecznie musi być ono zawsze wyrafinowane.

- Radio to pana ulubione medium?

M.S.: - Moim ulubionym zajęciem jest na pewno dubbing. Także w studiu i z mikrofonem, ale w towarzystwie bajkowych postaci. To jest coś, co naprawdę kocham. Program z Kubą jest na pewno odreagowaniem. Przy tego typu audycji nie można się ścigać, trzeba się bardzo dobrze rozumieć. Dobry duet jest o wiele trudniejszy niż solowe popisy. W związku z tym, że mamy podobne poczucie humoru i potrafimy ze sobą współpracować, stwierdziłem, że warto przyjąć tę propozycję. Zobaczymy na jak długo starczy nam weny.

Maciej Stuhr - absolwent Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Krakowie. Debiutował w "Dekalogu" Krzysztofa Kieślowskiego w 1988 roku. Potem już w 1997 roku zagrał w "Historiach miłosnych" w reżyserii swojego ojca. Od 2008 roku jest członkiem zespołu Nowego Teatru w Warszawie.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje