poniedziałek, 23 października 2017 r.

Styl życia - Rozrywka

Paul McCartney w Polsce: Niemożliwe stało się możliwym!

  Edytuj ten wpis
Dodano: 27 czerwca 2013, 18:05

Tak Paul McCartney grał podczas pamiętnego tournee po Ameryce Północnej w 1976 roku<br />
Credit:<br />
 (Univ
Tak Paul McCartney grał podczas pamiętnego tournee po Ameryce Północnej w 1976 roku
Credit:
(Univ

McCartney przez długie 50 lat swojej kariery omijał z koncertami Polskę. Już wydawało się, że nie zaprezentuje się u nas nigdy. Jednak jego nowe tournee ma warszawski przystanek.
W sobotę 22 czerwca Macca da koncert na Stadionie Narodowym w Warszawie.

Zespół The Beatles, z którym Paul McCartney zrobił wielką karierę i dla którego napisał hitowe kawałki "All My Loving”, "I'll Follow the Sun”, "The Long and Winding Road”, "Yesterday”, "Eleanor Rigby”, "Penny Lane”, "Hey, Jude” i "Let It Be”, wprawdzie nie grywał na żywo przez wszystkie lata swogo istnienia, ale robił to – salowo i plenerowo – wystarczająco długo (1960–1966), by słuchacze mocno dziwili się, że nie dotarł do Polski.

Stonesi, wielcy konkurenci McCartneya i S-ki, zagrali u nas w 1967 roku z przyjemnością. W związku z nieobecnością Beatlesów i preferencjami seksualnymi ich menedżera ukuto nawet taki żarcik, że Brian Epstein próbował znaleźć odpowiedni kontakt w Warszawie w sprawie koncertów, ale stracił zapał, kiedy przeczytał gdzieś, że w tym mieście nie ma ani ładnych chłopców, ani gejów. Doszedł do wniosku, że nie ma tu po co przyjeżdżać.

Sytuacja stała się jeszcze dziwniejsza po rozpadzie Czwórki z Liverpoolu. W latach 70., kiedy Paul McCartney liderował grupie Wings, koncertowanie w Polsce było już o wiele łatwiejsze i było sporo sposobów, okazji i możliwości, by u nas wystąpić. Polscy fani multiinstrumentalisty wyspecjalizowanego w grze na basie mieli z kolei świadomość, że ich faworyt raczej lubi scenę, bo stawał na niej ze Skrzydłami bardzo często, o czym można było usłyszeć i przeczytać z coraz bardziej otwartych na świat nadwiślańskich mediów.

Ale znowu ścieżki się nie przecięły. Teraz zwolennicy McCartneya mogą przynajmniej posłuchać przebojów "Hi, Hi, Hi”, "My Love”, "Jet”, "Let Me Roll It”, "Bluebird”, "Band on the Run”, "Magneto and Titanium Man”, "Silly Love Songs” i "Let ‘Em In” z właśnie wznowionej znakomitej koncertówki "Wings over America”. Dokumentuje ona trasę koncertową zespołu Wings po Ameryce Północnej w 1976 roku. To było jedno z największych wydarzeń rockowych połowy lat 70., podczas którego band wystąpił dla ponad 600 tysięcy fanów na 31 koncertach w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie.

Stosunki koncertowe Paul McCartney–Polska nie poprawiły się po rozwiązaniu Wings i przejściu artysty w fazę solową. O ile absencję w latach 80. można wytłumaczyć jeszcze bardziej skomplikowaną sytuacją w naszym kraju niż w poprzednich dekadach (choć warto pamiętać, że w tamtych czasach drogę do nas znaleźli m.in. Elton John, Tina Turner, Kraftwerk, Budgie, Metallica i Clif Richard), to nieobecność muzyka w latach 90. i przez ponad 10 lat XXI wieku jest zastanawiajaca.

I oto kiedy wielu polskich słuchaczy pewnie zapomniało, że ex-Beatle to wciąż koncertujący artysta i pogodziło się, że nie usłyszy u siebie na żywo w jego wykonaniu nie tylko hitów The Beatles i Wings, ale także żadnej z solowych pereł (np. "Another Day”, "Tug of War”, "Pipes of Peace”, "No More Lonely Nights”, "Spies Like Us”, "Press”, "Once Upon a Long Ago”, "My Brave Face”, "This One”, "Hope of Deliverance” i "Off the Ground”), ten 71-letni już facet pisze na swoim profilu fejsbukowym, że niebawem wystąpi w Polsce, jakby spełniło się jego marzenie. – Jestem szczęśliwy, że w końcu przyjadę do Polski, zawsze chciałem się tu znaleźć – zwierza się muzyk.

– Z całą pewnością będzie to wyjątkowy koncert – potwierdza Piotr Metz, dziennikarz PR3 i miłośnik twórczości The Beatles. – Widziałem kilkanaście koncertów McCartneya, miałem też dwukrotnie możliwość porozmawiania z nim osobiście. Za drugim razem przywitał mnie perfekcyjnie wypowiedzianym "cześć”. Chyba możemy więc liczyć na kolejne "cześć” – uśmiecha się Metz. – Nie spóźnijcie się! – prosi z kolei fanów sam gwiazdor.

Patron planety w Kosmosie nazwanej jego imieniem i nazwiskiem oraz posiadacz gwiazdy na Hollywood Walk of Fame wystąpi w Warszawie na Stadionie Narodowym 22 czerwca w ramach tournee po sześciu krajach zatytułowanego "Out There!”.

Da prawie trzygodzinny show na scenie 3,5-metrowej wysokości, przywiezionej przez 31 ciężarówek wraz ze sprzętem zawierającym m.in. 130 kolumn głośnikowych. – Paul przypomni nam przeboje The Beatles i Wings oraz swoje solowe hity – zdradza Piotr Metz, autor niedawnego wywiadu z artystą. – Może zaprezentuje też coś przygotowywanego na kolejny longplay. Tak czy inaczej wykona około 40 utworów – dodaje dziennikarz.

Sam McCartney, zapytany o to, dlaczego wystąpi w naszym kraju dopiero po 50 latach działalności artystycznej, w tym koncertowej, rozkłada ręce i mówi: – Naprawdę nie wiem, tak się po prostu poukładało. Mogę powiedzieć tylko tyle, że aby koncert gdzieś się odbył, musi zwykle harmonijnie zagrać bardzo wiele czynników organizacyjnych i innych. To bywa w niektórych przypadkach niemożliwe przez wiele lat, aż staje się niespodziewanie możliwe. (jsz)

  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje