Recenzje książek

Edmund de Waal "Zając o bursztynowych oczach”

  Edytuj ten wpis
Dodano: 22 kwietnia 2013, 16:57

Edmund de Waal "Zając o bursztynowych oczach”. Wydawnictwo Czarne
Edmund de Waal \"Zając o bursztynowych oczach”. Wydawnictwo Czarne

To może być pomysł na wyrafinowaną wakacyjną podróż. Albo wyprawę życia. Traktując książkę Brytyjczyka jak przewodnik mamy przed sobą trasę od Berdyczowa przez Odessę, Paryż, Wiedeń, Amsterdam, przez Londyn, po najważniejsze w tej historii Tokio.

I to będzie najbliższe pomysłowi autora, który odbył tą wędrówkę mając za przewodnika tytułowego zająca o bursztynowych oczach i pozostałe 263 maleńkie japońskie figurki. Odziedziczona po wujecznym dziadku wyjątkowa kolekcja netsuke pchnęła Waala na drogę rodzinno-historycznego śledztwa. Kruche i miłe w dotyku przedmioty okazały się trwalsze niż fortuna arystokratycznej rodziny Ephrussich, z której pochodziła Elizabeth, babka autora.

Traktowanie tej dość solidnej (prawie 400 stron) publikacji jak przewodnika jest o tyle słuszne, że bajecznie bogaci przodkowie autora nie zajmowali się tylko pomnażaniem majątku ale interesowali się sztuką. Dlatego obok historii przodków czytelnik dostaje sporą dawkę wiedzy z zakresu historii sztuki. I to takiej wiedzy, w którą w pierwszym odruchu się wątpi.

No, bo jak traktować informację, że postać mężczyzny w czarnym u braniu i cylindrze na bardzo znanym obrazie Renoira "Śniadanie wioślarzy” to Charles Ephrussi, kolekcjoner i krytyk sztuki. Przodek autora i osoba bardzo ważna w całej historii, bo to on kupił i zgromadził kolekcję netsuke, japońskich figurek.

Albo opowieść o tym, jak w czasie pracy nad książką Waal popędził do Musee d'Orsay gdzie wisi obraz pojedynczego szparaga Eduoarda Maneta. Bardziej znany jest "Pęczek szparagów” Maneta z 1880 roku. Obraz ów kupił Charles od malarza i ponieważ zapłacił więcej niż chciał artysta, jakiś czas potem dostał płótno sygnowane literą "M” z liścikiem "Pęczek był niekompletny”. I jest to obraz z Musee d'Orsay… I to tylko dwa przykłady a jak wspominałam książka gruba.

Dlatego dobrze przy lekturze albo być w jednej z sal Musee d'Orsay albo przynajmniej mieć Google. O erudycji i wiedzy nawet nie wspominam…

Na rynku księgarskim opisy historii rodzin, rodów i przodków leżą stosami i są na fali mody na czytanie literatury faktu. Teoretycznie "Zając o bursztynowych oczach” jest takim typem lektury. Teoretycznie.

Gdyby wyrwać z twardej okładki początek, czyli rozrysowane drzewo genealogiczne (od urodzonego w 1793 roku w Berdyczowie Karola Joachima Eprussi do Anny Waal z Londynu urodzonej w 2002 roku – córki autora) czytelnik dostaje najprawdziwszą powieść która gna go przez pasjonującą historię nowoczesnej Europy.

Historię skupioną w rodzinie. Zwłaszcza, że jeśli "Zająca” weźmie ktoś wychowany na przykład na W.G. Sebaldzie, który dokumentuje narrację pocztówkami, biletami czy rachunkami z hotelu i kartkami z notesu – będzie wręcz zawiedziony. Dlaczego tak mało tu biletów, rachunków i fiszek…

No i to chyba niemożliwe, żeby dzieci autora-narratora bawiły się swobodnie XVIII wiecznymi japońskimi figurkami jak klockami Lego! To już musi być literacka fikcja! Co ucieszy osoby stroniące od literatury faktu.

No i jeszcze na koniec, o pewnej lekturze narratora. W pewnym momencie przywołuje on książkę "Herzog” Bellowa i scenę, w której bohater spędza noc na wysypywaniu pieniędzy, które jako zakładki tkwią między kartkami tomów w domowej bibliotece. Tymczasem taka scena jest na początku inne powieści Bellowa – "Henderson król deszczu”. Hmmmmm. Bellow się powtarzał czy to łypnięcie bursztynowego oka zająca? Taki schodek sprawdzający czujność czytelnika… Ciekawe…

(agdy)


  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

październik 2017
P W Ś C Pt S N
1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031
CGK - aplikacja mobilna