Recenzje książek

Evelyn Waugh, "Daleko stąd. Podróż afrykańska"

Dodano: 13 grudnia 2012, 13:17

Evelyn Waugh, "Daleko stąd. Podróż afrykańska", Świat Książki
Evelyn Waugh, \"Daleko stąd. Podróż afrykańska\", Świat Książki

To czyta się znakomicie, choć rzecz dotyczy epoki minionej. Autor zmarł w 1966 roku, w czasie, gdy pisał te reportaże świat jeszcze nie miał pojęcia o kataklizmie II wojny światowej, a Afryka wyglądała zupełnie inaczej. Bo Afryka była kolonialna, a pan Evelyn Waugh Anglikiem. Czy to ma jakieś znaczenie? Kapitalne.

Gdy omawiał w towarzyskim gronie podróż, jaką miał odbyć na Daleki Wschód, jakoś tak zeszło na Abisynię i to, że właśnie ma tam być koronowany ras Teferi. Wszystkie opowieści o tej tajemniczej, pradawnej i egzotycznej Etiopii zogniskowały się w jedno pragnienie – pojechać tam i wziąć udział w tym wydarzeniu. Udało mu się załatwić dziennikarską akredytację i wsiadł na statek, którym miał dopłynąć Dżibuti, a stamtąd pojechać do Addis Abeby.

No i z właściwym sobie – jak się okaże w czytaniu – poczuciem humoru, dystansem, ale też pewnego rodzaju wyższością, opisuje tę podróż. Już na statku spotyka delegacje różnej, czasem wysokiej rangi, które się tam wybierały. Czytamy: "I czy można się dziwić, że ludy tak odległe od Abisynii – Polacy na saniach i jasnowłosi Szwedzi, postanowiły przyłączyć się do zabawy?”.

O, właśnie – tak byliśmy postrzegani. Zresztą czytamy o sobie dalej "…pociąg się zatrzymał i gwardziści stanęli na baczność; główny szambelan, wystrojony w niebieski atlas, zbliżył się, aby powitać delegatów; orkiestra zagrała (…) niezrażona trudnościami, solennie wykonywała zwrotki każdego hymnu, a w kategorii rozwlekłości bez trudu wygrali Polacy”.

Opis ceremonii koronacyjnej świetny, barwny, dowcipny choć oczywiście dość złośliwy. Ale czasem w stosunku do siebie autorowi też nie brakuje poczucia humoru. Opisując jedną z wycieczek w Adenie pisze "…nasze kolana zachowywały się tak, jak czasem w koszmarach sennych; nagle odmawiają posłuszeństwa, akurat gdy człowieka ścigają brodate spikerki radiowe”.

Już dla takich zdań warto tę książkę przeczytać – dla barwnego reportażu z ówczesnej (przedwojennej) Abisynii, Kenii, Ugandy, z Afryki, na którą jednak patrzy z wyższości białego pana, poucza i osądza. Odnosząc się do sytuacji społeczno-politycznej w Afryce pisze: "Warto zatem choć przez chwilę rozważyć ewentualność, że w niewybaczalnym i niewytłumaczalnym przekonaniu Anglosasów o wyższości własnej rasy kryje się coś istotnego…”.

Cóż – żył w innej epoce i postrzegał tamte realia inaczej, jednak styl i fantastyczne obrazy, scenki rodzajowe jakie odmalowuje na pewno są warte uwagi.

Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

CGK - aplikacja mobilna