Recenzje książek

„Listy” Allen Ginsberg

Dodano: 5 stycznia 2015, 11:39
Autor: reda

Przed Gwiazdką solidny stos „Listów” czekał w księgarniach by trafić pod choinki. Zapewne osoby nimi obdarowane do wiosny będą żyły jak kolejny członek grupy bitników i przywitają lato z mocnym postanowieniem wyruszenia na wyprawę. Jakąkolwiek.

Lektura ponad 800 stron świetnie opracowanych edytorsko listów to ciekawe doświadczenie czytelnicze.
Najpierw jest zaciekawienie, o czym można i komu tyle pisać. Zwłaszcza, że publikowany tom to nie wszystko co w archiwach Ginsberga – amerykańskiego poety, scenarzysty, jednego z liderów beat generation z korespondencji zostało.

Później przychodzi refleksja, że to styl amerykańskiego życia – podróże, odległości, wyjazdy do Europy – w zderzeniu z ówczesnym sposobem na utrzymywanie rozległych kontaktów przyjacielskich, zawodowych, towarzyskich, miłosnych dają w efekcie taką obszerną korespondencję.

Bill Morgan, redaktor tomu, znajomy Ginsberga i jego biograf szukał ich po całym świecie. Znalazł 3700! 165 jego zdaniem najdoskonalszych zebrał w tym tomie.

Początkujący poeta z początkującymi pisarzami wymienia ich dziesiątki. W miarę sukcesów liczba nie spada, choć zmieniają się adresaci lub temperatura korespondencji. Streszcza lub cytuje swoje utwory, relacjonuje korespondencję ze wspólnymi znajomymi, opisuje co załatwił w sprawach publikacji utworów swoich i przyjaciół. Przeprasza za milczenie usprawiedliwiając się stosem korespondencji czekającej na odpowiedź. Poznajemy historie od kłopotów z wynajęciem mieszkania, przez problemy rodzinne, po wykłady filozoficzne, dyskusje światopoglądowe, relacje z podróży.

Pierwszy list zamieszczony w tomie ma datę z grudnia 1941 roku. Allen ma wówczas 15 lat i wysyła do redakcji „New York Timesa” swoją wizję jak doszło do tego, że kilka tygodni wcześniej Japończycy zbombardowali Pearl Harbor a Ameryka wplątała się w II wojnę światową. Ciekawe, czy ówcześni redaktorzy byli przyzwyczajeni, że koresponduje z nimi nastolatek, powołujący się w polemikach na Woltera. Może przywykli, bo przez kilkadziesiąt lat Ginsberg będzie pisywał listy do tej redakcji.

Rok 1952, 26-letni Allen do przyjaciół Kerouaca i Cassady’ego: sporo siedzę nad maszyną i pracuję w pocie czoła, żeby poskładać z kawałków wariackie wiersze – mam ich już ze 100, skaczę z radości.

Rok 1959, 33-letni Allen do redakcji „Time’a”: To co było piękne w naszej mowie, wyrwaliście z kontekstu (…) wyśmialiście własnych reporterów, którzy byli na miejscu wzruszeni odczytem (utworów autorów z kręgu Beatu – red.); opluliście duszę amerykańskiej poezji, kiedy wreszcie się objawiła i kiedy Ameryka najbardziej jej potrzebuje (…) jesteście narzędziem Diabła, swoim łgarstwem krzyżujecie Amerykę.

1982 rok, 56-letni Allen do poety Philipa Whalena: w tym roku przerabiam ze studentami historię literatury Beatu 1957-1960 (…) Niesamowite, studenci tak mało wiedzą o tamtej epoce i tak się zachwycają, kiedy się im te teksty czyta na głos, że aż miło uczyć. Na ostatnich zajęciach przez 2 godziny czytaliśmy wiersz Kerouaca „Niebo”. (…)

Ostatni list, autor najbardziej znany ze „Skowytu” i „Kadyszu”, napisał na kilka dni przed śmiercią do… Billa Clintona. 71-letni nadawca wysłał ówczesnemu prezydentowi parę swoich najnowszych politycznych wierszy: Mam nieuleczalnego guza wątroby i zostało mi jakieś 2-5 miesięcy życia. Jeśli ma pan w zanadrzu jakąś nagrodę albo medal za służbę sztuce albo poezji, to proszę mi przesłać, chyba, że to z przyczyn politycznych niewskazane albo nierozważne. Nie chciałbym, żeby się cała prawica na Pana rzuciła z mojego powodu.

Kto ma ochotę na autorską wersję historii poezji, muzyki, malarstwa, literatury XX wiecznej Ameryki i Europy – Ginsberg będzie ciekawym przewodnikiem. No i czy kiedyś dostaliście od kogoś 20 stronicowy list?

A co z tymi, którzy się wzdragają przed czytaniem cudzych listów? Adresaci nie żyją w większości. Nadawca też.
Irwin Allen Ginsberg (ur. 1926 w Newark w stanie New Jersey, zm. 1997 w East Village na Manhattanie w Nowym Jorku) – amerykański poeta pochodzenia żydowskiego, aktor, scenarzysta i działacz społeczny, członek American Academy and Institute of Arts and Letters, jeden z liderów „beat generation”, duchowy ojciec ruchu hipisowskiego. Jego najsłynniejsze dzieła to poematy: „Skowyt” (1956) i „Kadysz” (1961). W Wydawnictwie Czarnym ukazały się dwa wybory jego korespondencji, której był miłośnikiem.
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

CGK - aplikacja mobilna