"Złote żniwa”. Nowa książka Jana Tomasza Grossa

Dodano: 29 grudnia 2010, 18:31 Autor:

Tomasz Gross podczas spotkania w Krakowie

Tomasz Gross podczas spotkania w Krakowie (fot. Jarosław Sołtys)

Informacja o premierze książki Jana Tomasza Grossa "Złote żniwa” przygotowywanej przez krakowski "Znak” na luty 2011 roku elektryzuje już opinię w Polsce.

ZŁOTE ŻNIWA

Gotowa jest już anglojęzyczna wersja "Golden Harvest”, którą wyda jedno z najbardziej prestiżowych wydawnictw brytyjsko-amerykańskich Oxford University Press.
Książka trafi do księgarń w sierpniu przyszłego roku, ale jej sprzedaż już ruszyła w Internecie. "Złote żniwa” kosztują 16,95 USD plus 5,50 USD za przesyłkę, a zainteresowanie nimi jest bardzo duże.

"Złote żniwa” są kontynuacją bolesnego nurtu rozliczeniowego kwestii relacji polsko-żydowskich podczas okupacji i po niej, zapoczątkowanego "Sąsiadami”, a kontynuowanego w "Strachu”.

Jan Tomasz Gross sięgnął w nich po mało znane i na ogół chętnie skrywane fakty, które nie wystawiają najlepszego świadectwa polskiej solidarności ze skazanymi przez Hitlera na eksterminację "żydowskimi braćmi”. W Jedwabnem lokalny motłoch podpala żywcem w stodole swoich żydowskich sąsiadów.

W "Strachu” pokazany jest klimat odrzucenia ocalałych z Holocaustu polskich Żydów, powracających do swoich domów, w których mieszkają już inni ludzie. Zwykle bardzo dalecy od chęci ustąpienia miejsca prawowitym właścicielom. W ekstremalnej formie ta "niechęć” przeradza się w akty agresji i pogromowej zbrodni.

Masowe groby w Treblince były rozkopywane w poszukiwaniu pożydowskich kosztowności

Masowe groby w Treblince były rozkopywane w poszukiwaniu pożydowskich kosztowności (fot. Żydowski Instytut Historyczny)

Do napisania "Żniw” (wespół z Ireną Grudzińską-Gross), zainspirowała autora fotografia przedstawiająca chłopów z okolicy Treblinki zatrzymanych przez milicję podczas rozkopywania i okradania masowych mogił. Na zdjęciu są i "kopacze” i ich "łapacze”. Żadna groza z obrazu nie bije, atmosfera piknikowa.

W swych badaniach autor sięgnął do relacji świadków, dokumentacji znajdującej się w zasobach archiwalnych i IPN, a także wcześniejszych publikacji. Wyłania się ponury obraz. Jak ma być inaczej, kiedy ma się do czynienia np. z wypowiedzią byłego kierownika muzeum-obozu w Treblince, Tadeusza Kiryluka:

"Jeden z tutejszych kupił sobie za żydowskie złoto hurtownię w Warszawie [...] Jeden z tutejszych wysiał łubin. Poszedł w pole, a na roślinie wisi złota obrączka. Zaraz poszedł z rodziną i pole przekopali. Ryli ziemię ojcowie, matki, potem dzieci kopały i wnuki, na koniec to już aparaty mieli, wykrywacze metalu. Jeden chciał mnie zabić, milicjant z Warszawy, się okazało.[...]”

Józef Górski, ziemianin z odległego o 10 km od Treblinki Ceranowa, działacz Narodowej Demokracji, pisał:

"Gospodarze tej wsi [Wólki] wysyłali swe żony i córki do ukraińskich strażników zatrudnionych w obozie i nie posiadali się z oburzenia, gdy te kobiety przynosiły za mało pierścionków i innych kosztowności pożydowskich, uzyskanych w zapłatę za osobiste usługi [...].

Strzechy znikły zastąpione blachą, a cała wieś robiła wrażenie Europy przeniesionej do tego zapadłego zakątka Podlasia”.

Wśród zachowanych dokumentów archiwalnych są zarówno raporty dowódców oddziałów Narodowych Sił Zbrojnych, jak i ścigającej ich po wojnie milicji obywatelskiej.

Prócz wszystkiego, co różniło te formacje, występuje zgoda, co do faktu, że okoliczni chłopi z kopania grobów Treblinki uczynili intratne zajęcie i oddają mu się z poświęceniem.

W IPN można znaleźć sprawozdanie komendanta milicji z Kosowa Lackiego: "Teren był strzeżony przez nieznane osoby posiadające broń, które zabraniały wstępu dla niewtajemniczonych i stanowiły straż ochronną dla wydobywających szczątki zegarków, biżuterii, pieniędzy.

[...] Stan taki prowadził do zatarcia śladów masowej zbrodni niemieckiej i groził wytworzeniem się epidemii chorób ludzkich [...] Sporządzaliśmy obławy przepędzając hieny ludzkie, które uparcie wracały, by nadal prowadzić przerwane poszukiwania”.

Do materiałów tych dotarli Piotr Głuchowski i Marcin Kowalskiego opisując w reportażu dla " Gazety Wyborczej” w 2008 roku.

Fotografia-inspiracja “Złotych żniw”. Grupa chłopstwa z okolic Treblinki zatrzymana podczas rozkopywania i grabienia masowych grobów pozuje do zdjęcia z... milicjantami, którzy ją zatrzymali. Atmosfera piknikowa. Zdjęcie “ozdabia” okładkę anglojęzycznego wydania książki

Fotografia-inspiracja “Złotych żniw”. Grupa chłopstwa z okolic Treblinki zatrzymana podczas rozkopywania i grabienia masowych grobów pozuje do zdjęcia z... milicjantami, którzy ją zatrzymali. Atmosfera piknikowa. Zdjęcie “ozdabia” okładkę anglojęzycznego wydania książki (fot. Fot. Archiwum)

Treblinka nie była zresztą jedynym miejscem, gdzie prowadzono swego rodzaju "redystrybucję” mienia pozostałego po zamordowanych. W archiwum muzeum na Majdanku znajdują się relacje o masowym rozkradaniu butów pozostałych po ofiarach.

Przywołuje je w swej pracy Danuta Olesiuk. Już 2 sierpnia 1944 roku przeprowadzający wizję lokalna wyzwoliciele 69. Armii 1. Frontu Białoruskiego obozu natrafiają na grupę "ponad 10 cywilów” ładujących do worków i widzą innych oddalających się z takim samym ładunkiem. Zalecają pilnowanie mienia przed grabieżą.

26 października tegoż roku do podobnej konkluzji dochodzi wizytujący obóz polski oficer ppłk. Eugeniusz Szyr, który raportuje: "[...] Wg zeznań wartowników codziennie całymi workami, a nawet wozami, wywożą ludzie postronni trzewiki dla celów spekulacji, kosztem ofiar okupanta. [...]”.

Sprawa staje się przedmiotem uwagi także władz centralnych. Naczelny dyrektor Muzeów i Ochrony Zabytków dr Stanisław Lorentz w piśmie z 14 marca 1945 roku poleca "niezwłocznie zorganizować jak najściślejszą kontrolę nad zmagazynowanym w Muzeum obuwiem ofiar hitlerowskich gwałtów”.

Jak wspominali pamiętający tamte czasy lublinianie, w tym zmarły niedawno Marian Wajsbrot, przewodniczący organizacji Żydów lubelskich w USA, który na Majdanku stracił rodzinę – buty obozowe grabiono w dwóch celach: na handel, albo dlatego, że spodziewano się znaleźć w nich ukryte kosztowności.

– Często taki szabrownik miał rozterkę czy odpruwać podeszwę, albo obrywać obcas, a nuż się znajdzie jakiś pierścionek z brylantem, czy jechać na targ z butami. Na ogół najpierw sprawdzano i wtedy zajęcie miał jeszcze szewc naprawiający takie "sprawdzone” buty – wspominał Wajsbrot.

Nie jest trudno wyobrazić sobie reakcję na książkę Grossa. W Polsce zapewne wielu okrzyknie ją jako "antypolską”. Na Zachodzie będzie kolejnym dowodem na to, że Polska, chętnie eksponując własną tragedię wojenną i dokonując ocen jej sprawców, powinna także uważniej spoglądać we... własne lustro.

Czytaj więcej o:
  • Polacy
  • Tomasz Gross
  • Złote żniwa
  • Znak
  • Żydzi
Przeczytaj kolejny artykułzamknij okno X

Wojciech Jaruzelski trafił do szpitala w Olsztynie

alarm24 Kliknij i wyślij nam swojego newsa!
Najpopularniejsze
Brak ankiety.

Kontakt z reklamą »

Kontakt z redakcją »

Kontakt z marketingiem »

Zadzwoń 81 46 26 800

Napisz maila:

Napisz na Gadu-Gadu: 2231337

Serwisy społecznościowe

Corner Media sp. z o.o. w Lublinie zastrzegają, iż rozpowszechnianie jakichkolwiek artykułów i materiałów zamieszczonych w portalu www.dziennikwschodni.pl jest dozwolone wyłącznie z zachowaniem warunków korzystania z treści. Jakiekolwiek użycie treści wykraczające poza ww. warunki jest zabronione bez pisemnej zgody Corner Media i nabycia licencji. Sprawdź, w jaki sposób możesz uzyskać licencję na wykorzystanie treści.

Naruszenie tych zasad jest łamaniem prawa i grozi odpowiedzialnością karną.

Polityka dotycząca plików cookie

Wszelkie prawa zastrzeżone. Corner Media sp. z o.o. w Lublinie. 2001-2014.